Xxanaxx w Katowicach [fotorelacja]

Xxanaxx w Katowicach
fot. Marcin Pietrzakowski

Ubiegły weekend w klubie P23 upłynął pod znakiem polskiej elektroniki. 28 kwietnia Xxanaxx w Katowicach zaprezentował nowe wersje swoich kompozycji. Był to ostatni koncert w ramach klubowej trasy Ciepło Tour.

Entuzjaści wokalu Klaudii Szafrańskiej nie mogli być rozczarowani: w industrialnym wnętrzu Fabryki Porcelany subtelna muzyka komponowana przez warszawski duet, który od jakiegoś czasu duetem jest tylko w teorii, wybrzmiała wyjątkowo wyraziście. O ile koncerty rockowe i metalowe nadal lepiej organizować na scenach Spodka czy Mega Clubu, o tyle elektronika bardziej organicznie wypada w przestrzeniach surowych fabryk. Zobaczcie i przeczytajcie, jak zaprezentował się Xxanaxx w Katowicach!

Uczta dla oczu

Od pierwszych dźwięków jednego ze starszych utworów – Disappear – widać trud włożony w przygotowanie tej trasy. Nie chodzi tylko o liczbę muzyków towarzyszących – od instrumentów strunowych po wibrafon, każdy dodatkowy instrumentalista miał swoją rolę do odegrania w tym przedsięwzięciu. Wizualizacje, które towarzyszyły koncertowi, wzbogacają estetyczny odbiór muzyki, pomimo że technicznie nie stanowią wielkiego osiągnięcia. Oprawa wizualna cieszy oko. Dodatkowe światła oraz ich rozmieszczenie na scenie, a także wybór kolorystyki dla poszczególnych numerów odnotowuję na plus.

Im więcej, tym lepiej?

Zupełnie nie przeszkadza, że koncert „akustyczny” jest tylko z założenia – na scenie usłyszeliśmy pełne instrumentarium, oprócz wspomnianego wibrafonu, wiolonczeli i skrzypiec, pojawiły się klawisze, bas i perkusja. Chociaż Ciepło Tour miało czarować subtelnościami smyczków, dla mnie większym odkryciem było zaangażowanie perkusisty, Gniewomira Tomczyka. Krążkowemu wydaniu Xxanaxx brakowało charakteru. Utwory, choć przyjemne, zmysłowe i technicznie poprawne, często nużyły monotonią kompozycji. W ich obecnym kształcie, piosenki nareszcie pokazują odrobinę pazura – czego nie spodziewałabym się po zespole, który usypiał jako support Hurts.

Nowatorsko i… przyjaźnie

Obok trafnego pomysłu włączenia perkusisty w trasę koncertową, szczególnie dobrym rozwiązaniem okazał się wibrafon, który dodał muzyce Xxanaxx wyrafinowanego i niemal klasycznego charakteru. Niestety, w bogactwie dźwięków zaginęły instrumenty smyczkowe.

Zespół, który niedawno zaangażował się we współpracę z muzykami hip-hopowymi (m.in. z Quebonafide) doskonale poradził sobie bez ich udziału. Rolę rapera w Nie znajdziesz mnie (w oryginale gościnnie Ten Typ Mes) przejął Michał Wasilewski. Rozczarowały podobne do oryginału, ale mniej wciągające Kły, z kolei pozbawione rapowanego fragmentu, przearanżowane Mniej wybrzmiewa zaskakująco dobrze, zwłaszcza w mocnym, niemal jazzowym finale, podkreślonym energetyczną pracą na perkusji. Jazzowy feeling jest skądinąd tym, co najbardziej urzekało podczas występu.

Zespół dobrze radził sobie z utrzymywaniem kontaktu z publicznością. Prawie każdy utwór opatrzony został wstępem wyjaśniającym pomysł na aranż. Wyczuwalna jest nić porozumienia pomiędzy publicznością a muzykami. Niektórzy fani prowadzą wręcz dialog z Klaudią Szafrańską.

Co dalej?

Nowe aranżacje, często mocno odbiegające od pierwotnego brzmienia, tchnęły ducha w kompozycje Xxanaxx do tego stopnia, że teraz mogą żyć własnym życiem w roli przyszłych bardzo nośnych coverów, remiksów, itp. Inicjatywa rozbicia konstrukcji własnych utworów i ponownego przemyślenia tego, co nowatorskiego można zrobić ze swoją muzyką, sprawia, że Ciepło Tour zapisuje się jako sukces.