Wywiad z Anną Achimowicz

Udało nam się porozmawiać z Anną Achimowicz, artystką zakochaną w tańcu i muzyce rockowej. Swoje życie podporządkowuje pasji, jej sny okazują się niezawodną inspiracją. Tancerka opowiada o najświeższym projekcie i dzieli się refleksjami na temat swojego zawodu. Zapraszamy do lektury!

Weronika Chojnacka: Kiedy zakochałaś się w tańcu?

Anna Achimowicz: Przygoda z tańcem rozpoczęła się dla mnie bardzo wcześnie. Moja mama będąc łyżwiarką figurową, chciała zapisać mnie na zajęcia, żebym ja, aktywna i ruchliwa, mogła coś ze sobą zrobić. Początkowo byłam bardzo oporna, nie wiedząc jeszcze, czy mi się spodoba. Nogami i rękami zapierałam się przy wejściu na salę. Mama wykupiła pierwszą lekcję, powiedziała, że jeśli mi się spodoba, kupi mi karnet, jeżeli nie, to nie będę musiała niczego kontynuować. Była na tyle „cool” mamą, że do niczego mnie nie zmuszała. Zakupiłam karnet. Miłość przetrwała do dziś.

Swoją edukację taneczną i baletową rozpoczęłaś w Studiu Buffo, teatrze muzycznym prowadzonym przez Janusza Józefowicza w Warszawie. Jak wspominasz ten okres w swoim życiu?

Generalnie, był to bardzo burzliwy okres. Jeszcze przed pracą nad „Metrem” zaczynałam jakieś małe rzeczy, które miały niewiele wspólnego z techniką tańca. Były bardziej podrygami ruchowymi. Z tego okresu najbardziej zapamiętałam, że cały czas musieliśmy być ubrani na czarno-biało. Później w trakcie pracy nad „Metrem” czas prób był bardzo intensywny. Przygotowywaliśmy się wtedy stricte do roli w spektaklu. Od tańca modern jazz, przez gimnastykę, balet, akrobatykę, wokal, step – było tam absolutnie wszystko. Ten okres wspominam bardzo miło, bo poziom zajęć był bardzo wysoki. W tym czasie mieliśmy mnóstwo pokazów z zarówno starego, jak i nowego repertuaru. Pierwsze kawałki choreograficzne pamiętam do dzisiaj.

To właśnie dzięki ciągle obecnemu zróżnicowaniu w trakcie nauki w Studiu Buffo, otworzyłaś się na różne style taneczne, zamiast koncentrować się na jednym?

Myślę, że tę otwartość na wiele gatunków tańca dało mi moje wychowanie w Stanach Zjednoczonych. Sam fakt takiej wielokierunkowości, jeśli chodzi o jakość i technikę, wynika z mojej natury. W trakcie pracy nad „Metrem” bardzo szybko zorientowałam się, że musical nie jest tym, co chcę robić przez całe życie. Od początku wiedziałam, że formy modern i modern jazz, będą tym, w czym zostanę na bardzo długo.

Jesteś zarówno tancerką, jak i nauczycielką tańca. W której z tych ról czujesz się bardziej spełniona i dlaczego?

We wszystkich. Uwielbiam uczyć, bo wtedy przekazuję młodemu pokoleniu to, czego sama nauczyłam się przez tyle lat i sprawia mi to ogromną radość. Chyba najbardziej czuję się tancerką, pomijając fakt, że 7 na 8 choreografii są mojego autorstwa i w większości tańczę to, co sama dla siebie zrobiłam. To zależy, w którą dziedzinę w danym momencie najbardziej się angażuję. Jeżeli uczę, to daję 150% z siebie jako nauczyciel, jeżeli jestem na scenie, żyję już tylko po to, żeby wciągnąć w moją historię widownię.

Jakie są według ciebie najważniejsze umiejętności, które powinien posiadać dobry choreograf taneczny?

Myślę, że im większe doświadczenie, tym lepiej. Przede wszystkim, podstawą jest kreatywność. Natomiast choreografów jest dużo i każdy pracuje troszeczkę inaczej. Są tacy, którzy pracują „etatowo” w danych instytucjach. Tutaj troszeczkę ciężej jest z inspiracją, bo wtedy nie można tworzyć, kiedy ma się inspirację, tworzy się wtedy, kiedy trzeba i jest na to budżet. Ja mam szczęście, że do takich instytucji nie należę. Tworzę wtedy, kiedy mam pomysł. Prawdziwy choreograf musi mieć oczy bardzo szeroko otwarte i być ogólnie otwarty jako człowiek. Powinien czerpać ze wszystkiego. Moim zdaniem nie każdy może być choreografem.

Co, jak dotąd, było największym wyzwaniem, z jakim musiałaś się zmierzyć w trakcie swojej kariery?

Wyzwania są wszelakie, po pierwsze, żeby wytrwać w tym zawodzie w dzisiejszych czasach. Po drugie, chyba największym wyzwaniem było dla mnie pozostanie w zgodzie z samym sobą. To jest coś, co niezmiernie cenię. Dużym wyczynem jest faktycznie utrzymanie tego, co ja nazywam „wolnością twórczą”. Wielu choreografów tego nie robi i się na to godzi. Ja na wiele rzeczy się nie godzę.

Dzięki długoletniemu obcowaniu z tańcem twoja technika jest na wysokim poziome. Co w takim razie dają ci kolejne treningi?

To tak jak z muzyką. Jeżeli trenujesz x godzin, to tym lepsza możesz być. W tańcu jest o tyle trudniej, że to ciało jest instrumentem, a ono rozstraja się dość mocno. Człowiek wykonujący ten zawód musi być w ciągłym ruchu, żeby móc przekazać na scenie spektakl w coraz lepszej formie. Chodzi o to, żeby z każdym wykonaniem było lepiej. Trening jest niezbędny. Po dwóch, trzech dniach braku ruchu organizm bardzo szybko się rozstraja. Mówiąc kolokwialnie, żeby tancerka się nie „rozpadła”, powinna trenować codziennie.

Czy masz swoje rytuały/zwyczaje, które musisz wykonać przed wyjściem na scenę?

Zależy to od tego gdzie i z kim gram, często ja i mój team jemy przed spektaklem eleganckie śniadanie, później przygotowujemy się do występu. Sprawdzamy stan techniczny, później rozpoczyna się próba generalna, wszystko trzeba po drodze zbadać. To jest po części mój rytuał, musi być perfekcyjnie.

Wtedy jesteś spokojniejsza?

Może nie tyle co spokojniejsza, jest to pewnego rodzaju „checklist”, musisz wiedzieć, że dobrze ci zagrają i oświecą. Jestem trochę fanką kontroli, lubię nadzorować swoją sztukę. Przechodząc stricte do rytuałów, składają się na nie najmniejsze rzeczy – już sam makijaż jest dla mnie pewnego rodzaju rytuałem, uwielbiam ten proces. Bardzo rzadko ktoś mnie maluje lub stylizuje, nie widzę po prostu takiej potrzeby. Jest to dla mnie początek procesu twórczego. Małym rytuałem jest także dobre jedzenie w ciągu dnia i picie hektolitrów kawy. Nie dlatego, że daje mi ona energię, ale sam zapach kawy w połączeniu z charakterystyczną wonią teatru jest dla mnie niezastąpiony.

Pracujesz w tej chwili nad swoim najnowszym projektem, możesz o nim opowiedzieć?

Tak, pełną parą rozpoczynam projekt pod nazwą „Rock Dance Theatre”. Jest to nowa hybryda, pod której nazwą będzie się odbywać wszystko to, co w najbliższym czasie będzie można zobaczyć na scenie. Do tej pory tworzyłam pod swoim nazwiskiem, które później przemieniło się w Theatre Campaign Achimowicz, czyli kolektyw bardziej teatralny, który oprócz tancerzy i choreografów, skupiał muzyków i artystów z innych branż. W tej chwili rozpoczyna się „Tribute to Rock n Roll”, czyli turnee oddające hołd muzyce rocknrollowej. Można powiedzieć, że ten projekt trwał już od zeszłego roku. Jest on międzynarodowy, oprócz tego, że ja jestem dyrektorem artystycznym, twórcą choreografii i jednym z występujących, w ten projekt jest również zaangażowanych mnóstwo artystów.

Czy projekt przewiduje jakieś interesujące współprace?

Jak najbardziej. Między innymi będzie to Anna Haracz, która jest choreografką z Trójmiasta, ponad 30 lat tworząca swoje produkcje. Kolejną interesującą osobą jest Vivi Lundstrom, Szwedka, ma za sobą 20 lat kariery baletowej jako tancerka i jako pedagog. Parę lat temu założyła Mental Monkey Ballet, który jest zespołem punkrockowym. Następnym nazwiskiem, które z dużą przyjemnością mogę przedstawić jest utalentowany Victor Kuznetsov Junior, jest bardzo zdolnym skrzypkiem i gitarzystą, działa lokalnie we Wrocławiu. Niewykluczone, że dołączy do nas Eric Dover, który między innymi grał ze Slashem i kapelą Fallen Angels. Projekt cały czas powstaje i tworzy się na bieżąco. Nowe współprace to kwestia czasu.

"Girls just wanna have some Spine" fotograf: Jarosław Cieślikowski
“Girls just wanna have some Spine” fotograf: Jarosław Cieślikowski

Wspominałaś, że „Tribute to Rock n Roll” ma na celu przypomnieć młodym ludziom o najsłynniejszych muzykach rockowych. Skąd wzięła się twoja miłość do rocka i potrzeba edukowania młodzieży w tym zakresie?

Chyba dusza pedagoga przemówiła prze ze mnie w tym momencie (śmiech). Jeśli chodzi o początek miłości do rocka, to jest to jedna z takich rzeczy, których się nie da opisać. Pewnej nocy, oglądałam w Internecie przypadkowe filmiki i w pewnym momencie trafiłam na stary klip Aerosmith z piosenką „Dream On”. Ten kawałek zaczęłam wielokrotnie odsłuchiwać. Siedem godzin później, kiedy nastał już wczesny poranek, czułam się już inną osobą. Poczułam, że muszę złapać za starą gitarę mojego dziadka. Sama mam wrażenie, że jestem takim rockmanem sprzed lat, bo mam bardzo oldschoolowe podejście. Uwielbiam muzykę graną na żywo lub odtwarzaną z kaset czy winyli.

Jaka piosenka ostatnio przypadła ci do gustu?

Ostatnio powróciłam do Hendrixa. „All along the watchtower” przyszło do mnie jakiś miesiąc temu, kiedy jeden z muzyków ulicznych zagrał jego cover. Jimi Hendrix to muzyka długowieczna, nigdy się nie zestarzeje.

Poza tańcem i muzyką, jakie są twoje źródła inspiracji? Czy przez to, że pracujesz również jako stylistka i projektantka mody, zwracasz w swoich występach większą uwagę na aspekty wizualne, np. stroje tancerzy?

Moda jest dla mnie poszerzeniem tego wszystkiego, co się dzieje na scenie. Inspiruje mnie ona w niesamowity sposób. Poza nią czynnikami twórczymi są dla mnie artystyczne instalacje, rzeźby, filmy, literatura. Samo codzienne życie daje tyle bodźców, że czasem trudno jest to zamknąć w jednej produkcji, czy w jednym notatniku. Jednak moja główną inspiracją są sny. Połowa moich spektakli tak naprawdę powstała przez noc w mojej głowie. Takie dziwne i realistyczne sny to gotowe scenariusze.

Dzięki swojej pracy miałaś okazję odwiedzić różne, intrygujące miasta na świecie, podróżowałaś po stolicach Europy, mieszkałaś w Warszawie, a sporą część swojego życia spędziłaś w San Diego (USA). W tej chwili jesteś świeżo upieczoną rezydentką Wrocławia. Jakie ze wszystkich miast, które zobaczyłaś w swoim życiu najbardziej zapadły ci w pamięci i gdzie chciałabyś zamieszkać na stałe?

Uwielbiam w tej chwili Wrocław. Jest to niesamowite miasto i im więcej je odkrywam, tym bardziej jest dla mnie niesamowite. Moje miejsce na ziemi. Sztokholm jest jedną z moich miłości, mówię jedną, bo tak samo jak człowiek, zakochuje się w wielu facetach naraz, tak samo ja mam z miejscami na świecie. Najdalej gdzie byłam do tej pory i to Katar. Wyjątkowe miejsce pod każdym względem. Wiedeń i Austria są również moim drugim domem.

Sztuka jest bardzo wymagającą dziedziną, jako artystka na każdym kroku musisz wykorzystywać swoją kreatywność. Czy masz już w planach kolejne niekonwencjonalne projekty?

„Tribute to Rock n Roll” będzie projektem, który nie będzie trwał sezon czy dwa, tak jak początkowo zakładałam. Myślę, że będzie to coś większego. Na razie staram się skupiać na bieżącej chwili, to daje mi ogromną radość.

Pozostaje mi życzyć kolejnych sukcesów. Dziękuję za rozmowę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here