To Lose My Life Anniversary Tour w Warszawie [relacja]

To Lose My Life
White Lies | fot. materiały prasowe Red Light Management

Debiutancki krążek White Lies świętuje w tym roku swoją dziesiątą rocznicę. Z tej okazji brytyjska kapela wyruszyła w jubileuszową trasę koncertową. Jednym z przystanków był klub Stodoła w Warszawie. Oto nasza relacja z tego wydarzenia.

Dziesiąta rocznica wydania albumu To Lose My Life

19 stycznia 2009 roku swoją premierę miał jeden z najważniejszych albumów mojego życia. Szerzej nieznany zespół z Wielkiej Brytanii stworzył przemyślane i kompletne dzieło, które na zawsze wpisało się w historię indie-rocka. To Lose My Life… to dziesięć kultowych utworów, pełnych znakomitych tekstów oraz świetnie brzmiących gitar. Nigdy nie zapomnę pierwszego solowego koncertu White Lies w 2010 roku. Było to fantastyczne show, wypełnione dziś kultowymi piosenkami z debiutanckiego krążka. Minionego wieczoru mogliśmy przenieść się w czasie i ponownie posłuchać tego niesamowitego materiału na żywo.

Boniface rozgrzał publiczność

Przed gwiazdą wieczoru, swój materiał mogli zaprezentować chłopaki z zespołu Boniface. Ten sam zespół miał już okazję supportować White Lies podczas ostatniego koncertu w Polsce. Trzeba przyznać, że zespół ze swojego zadania wywiązał się wzorowo. Nakłonił do zabawy ludzi pomału zbierających się w klubie. Boniface świetnie łączył klawisze, syntezatory i gitary. Brzmiało to dobrze i jeśli ktoś nie zna ich twórczości – warto przesłuchać! 

Sentymentalny wieczór z White Lies w Warszawie

White Lies odwiedzają nasz kraj dosyć regularnie, ale tym razem okazja była wyjątkowa. W końcu nie codziennie twój debiut kończy dziesięć lat, prawda? Już w dniu ogłoszenia trasy koncertowej, wiedziałem że muszę pojawić się na tym koncercie. Czy występ White Lies w Warszawie spełnił moje wysokie oczekiwania? Wydarzenie można podzielić na dwa segmenty. Pierwszy to celebracja dziesięciu lat od wydania To Lose My Life…, podczas którego w całości usłyszeliśmy piosenki z tego krążka.

Wszystko rozpoczęło intro wybrzmiewające z głośników, po czym rozpętał się ogień! Już z pierwszym dźwiękiem otwierającego setlistę Death w kierunku publiczność została wypuszczona tona confetti. Wiwatom nie było końca, a stęsknieni za tymi piosenkami fani wciąż skakali, klaskali i okazywali swoje uwielbienie. W zasadzie działo się to przy niemal każdej, bardziej żywiołowej piosence. Choć i te bardziej spokojne tworzyły niesamowita aurę. Zespół sprawiał wrażenie zadowolonego z przyjęcia fanów, choć niestety bardzo rzadko zagadywał publiczność. Jego interakcja głownie opierała się na zachęcaniu do klaskania w rytm muzyki.

Im dalej w las, tym ciemniej

Niestety trochę gorzej wypadł drugi segment, ten został zdominowany utworami z płyt Big TV oraz Friends. I tutaj wyszedł największy problem jaki mam z White Lies. Debiut zespołu jest genialny, a kolejne albumy niestety nawet w najmniejszym stopniu nie dorównują jakością i przebojowością starszemu bratu. Owszem, w ich późniejszej dyskografii zalazło się kilka fajnych piosenek, ale to trochę za mało, żeby zaspokoić wyostrzone apetyty po pierwszym krążku. Tego wieczora różnica jakościowa była tym bardziej zauważalna. Pierwszy, energiczny i żywiołowy segment mocno nakręcił publiczność, która w późniejszym fragmencie była dużo mniej aktywna. Nowsze utwory brzmią dużo gorzej i brakuje im tego przysłowiowego pazura.

Byłbym zdecydowanie bardziej usatysfakcjonowany, gdyby segment ten zawierał piosenki z albumu Ritual, który jeszcze, w mojej opinii – trzyma poziom. A piosenkę z tego krążka – Bigger Than Us, otrzymaliśmy dopiero na sam koniec bisu. Szkoda, bo w tym materiale drzemie zdecydowanie większy potencjał niż w albumach Big TV, Friends czy Five.

Koncert White Lies w Warszawie – podsumowanie

Tak właśnie wyglądał ten koncert. Przepełniony sentymentalnym powrotem do albumu To Lose My Life… oraz nieco rozczarowującym przeglądem późniejszej twórczości White Lies. Publiczność dopisała, koncert w warszawskiej Stodole był niemal wyprzedany. Bawiliśmy się świetnie, ale zdecydowanie słabsza druga cześć występu, pozostawiła pewien niesmak. Może gdyby zespół próbował ze sceny nawiązać jakąś głębszą więź – moje odczucia byłyby lepsze? Wspaniale było posłuchać uwielbianych przeze mnie Farewell To The Fairground, To Lose My Life, E.S.T. czy Unfinished Business. I dla tych piosenek mimo wszystko warto było wybrać się na koncert.

setlista To Lose My Life Anniversary Tour w Warszawie

  1. Death
  2. To Lose My Life
  3. A Place to Hide
  4. Fifty on Our Foreheads
  5. Unfinished Business
  6. E.S.T.
  7. From the Stars
  8. Farewell to the Fairground
  9. Nothing to Give
  10. The Price of Love
  11. Big TV
  12. There Goes Our Love Again
  13. First Time Caller
  14. Is My Love Enough
  15. Morning in LA
  16. Swing
  17. Hurt my Heart
  18. Tokyo
  19. Taxidermy
  20. Bigger Than Us

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o