Terrordome: Jako zespół jesteśmy absolutnie prawdziwi [wywiad]

0
2
Terrordome
fot. Konrad Krawczyk

Terrordome to krakowski zespół thrash metalowy, który powstał w 2005 roku. W 2025 roku nie tylko obchodził więc 20-lecie, ale i wydał nową płytę – Plagued With Violence. Z tej okazji band odpowiedział na kilka muzycznych pytań – m.in. o płytę, band i o marzenia. Zapraszamy!

Na początku pytanie do Uappy: Terrordome niedawno obchodził 20-lecie. Od początku czułeś, że zespół przetrwa tyle lat? 

Uappa: Tak jest – mamy już ponad 20 lat! Czy od początku myślałem, że dobijemy do aż takiego stażu? Podświadomie tak. Jakoś nie wyobrażam sobie życia bez ciągnięcia dalej tego, co sam zacząłem. To wspaniała przygoda! Osobiście często czuję spory niedosyt. Chciałbym nagrać jeszcze więcej albumów i zagrać więcej koncertów. Póki co, korzystamy z tego i dajemy z siebie wszystko.

Ostałeś się jako jedyny z pierwotnego składu. Z czego to wynika? Dlaczego nie odpuściłeś? 20 lat to jednak kawał czasu, a thrash nie jest w Polsce zbyt popularnym gatunkiem, delikatnie mówiąc…

U: Zgadza się, zostałem sam z dawnego składu TRDM. Z czego to wynika? Nie mnie to oceniać. Co do popularności, to jesteśmy obecnie w niszy nisz. I chyba zawsze byliśmy(śmiech), ale to ten nasz grajdołek, w którym czujemy się po prostu dobrze. Nie liczymy na więcej – po prostu robimy swoje, często poświęcając dla muzyki kawał naszego życia. Nie zmieniamy też specjalnie swojego stylu muzycznego na ten, który aktualnie jest w modzie, bo nie czułbym się wtedy dobrze.

A jak zmieniłeś się przez ten czas? Zarówno jako jednostka, jak i jako muzyk? 

U: Na pewno nauczyłem się całkiem sporo – muzyka wymagała i nadal wymaga ode mnie zawsze dużo, ale dzięki temu zrobiłem progres w niektórych rejonach, które przydały się przy prowadzeniu bandu. Na pewno po 20 latach jestem dobrym kierowcą, grafikiem i umiem zamówić pizzę albo zrobić tosty(śmiech). Dobrze też dźwigałem sprzęt, dopóki coś mi tam nie pierdolnęło z tyłu… Pewnie znalazłoby się coś jeszcze. Granie w bandzie nauczyło mnie empatii i cierpliwości. Zespół przypomina mi rozległą grę RPG (btw. uwielbiam wszelakiej maści gry video!), gdzie musisz expić bohatera, aby kosić bossów.

Terrordome
fot. Konrad Krawczyk
Nie gram w gry, ale rozumiem 🙂 Pytanie do Viriusa: zanim dołączyłeś do Terrordome, grałeś w Vane, który muzycznie bardzo różnił się od tego, co grasz teraz. Było to dla Ciebie wyzwaniem? Czy wręcz przeciwnie?

Virious: Vane gatunkowo odbiegał od tego, co teraz gram. Dzięki graniu tam zdobyłem obycie z większymi scenami i festiwalami, takimi jak Wacken czy Pol’and’Rock oraz z całym tym sprzętem scenicznym. Vane na basie był bardziej pobłażliwy – tempa nie były za duże, więc jakbym nie zagrał, to zawsze się wyrobiłem… W Terrordome w numerach są dużo większe prędkości i tutaj musiałem mocno popracować nad techniką, żeby być w stanie zagrać te numery. Było to wyzwaniem, ale też czuję, że dzięki temu mogłem się bardziej rozwinąć jako muzyk. Oprócz samego basu, to tutaj robię też drugi wokal, czego w Vane (i w żadnym innym zespole) nie robiłem i było to dla mnie dalekie wyjście poza strefę komfortu. Ale to właśnie poza nią następuje najfajniejszy rozwój. Jest wyzwanie, jest zabawa!

Co jest, Waszym zdaniem, najtrudniejsze w tworzeniu zespołu?

U: Według mnie, najtrudniejsza jest wspólna wizja – żeby każdy wiedział, gdzie podążamy i jak działamy. Aby godził się na trudności z tym związane i aby umieć wypracować jakiś kompromis.

V: Wiele osób, które spotkałem na swojej muzycznej ścieżce, w tym znajomych, których poznałem w moich pierwszych zespołach, nie gra już dziś nigdzie. Jednych pochłonęło życie rodzinne, innym się po prostu znudziło. Nie każdy ma ten komfort wsparcia od swojej najbliższej rodziny w tym, co robi – a już zwłaszcza, gdy jest to nie zarobkowe hobby. Niedawno wyprowadziłem się z mojego rodzinnego Krakowa i teraz do mojej listy wyzwań doszły dojazdy na próby. Godzę się z tym jednak i wraz z rodziną tak planujemy nasze życie, żeby każdy mógł realizować swoje pasje. Proza życia, zmęczenie trasami, dojazdami, współpraca przy pracy wokół zespołu (paradoksalnie, nie jest to tylko pisanie i granie muzyki) jest wymagająca i nie każdy godzi się na koszty z tym związane.

J.Sparrow: W zespole nie gra się w pojedynkę – każdy jest inny i bardzo ważne, żeby wspólnie umieć znaleźć ten złoty środek. Czasem trzeba schować ego do kieszeni, bo wymaga tego dobro zespołu i tego co razem tworzymy. Nie da się też ukryć, że łojenie metalu to nie jest tanie hobby – z funkcjonowaniem zespołu wiąże się masa wydatków. Dodatkowo, im więcej lat, tym ciężej z wolnym czasem, bo obowiązków nie ubywa, a przybywa. Na starość to będzie i kasa, i czas, ale za to energii pewnie braknie, ale no …To dopiero za kilkadziesiąt lat – miejmy nadzieję(śmiech).

Terrordome
fot. Konrad Krawczyk
Zespół przez lata więcej grał niż nagrywał, więc Plagued With Violence jest Waszym czwartym wydawnictwem. Uappa, czy z perspektywy czasu uważasz, że to była dobra decyzja? Aby mniej wydawać, a więcej grać? 

U: Zdecydowanie nie – na pewno teraz bym to zmienił. Powinniśmy być teraz przy co najmniej 7 lub 8 płycie, biorąc pod uwagę warunki „rynkowe”, jakie panują w branży. Wcześniej skupiliśmy się na graniu większej ilości koncertów, nagrywaliśmy więcej EPek i innych mniejszych wydawnictw. Ale wiesz – też wtedy nie mieliśmy tyle kasy, wytwórnia nam nic nie sponsorowała, więc było znacznie gorzej. Czasy były dla nas trudniejsze, ale jakoś zawsze cisnęliśmy sporo gigów. Jakoś też nie rozpamiętuję mniejszej ilości albumów jako porażki. Czasy i tak były dla nas łaskawe – było nam dobrze. Obecnie chciałbym nagrywać płyty częściej – powiedzmy, raz na dwa lata wypuścić pełniaka, ale za to grać rzadsze, a konkretniejsze trasy.

Na Waszej najnowszej płycie – Plagued With Violence – znalazły się zarówno numery po polsku, jak i po angielsku. Który z tych języków jest dla Ciebie łatwiejszy jako dla wokalisty?

U: Polskie teksty w TRDM to taki mały skok w bok. Nigdy wcześniej nie czułem do polskiego jakiejś ciągoty – uwielbiam angielski od dzieciaka i, używając go, zawsze czułem się swobodnie. Ostatnio to się zmieniło i stwierdziłem: czemu by nie spróbować napisać czegoś po polsku? Zawsze to jakieś urozmaicenie. A że w metalu niewiele już wymyślimy, to akurat taka odskocznia zapewniła taki świeży powiew z tego 20 letniego grobowca(śmiech).

A czy stworzenie tekstu po polsku było dla Ciebie wyzwaniem?

U: Tak. Zrobienie kiczowatego tekstu w ojczystym języku jest banalnie proste. Głupi temat, parę rymowanek i beng – masz gotowy produkt, jaki stworzy Ci na kolanie byle kto, w byle jakim bandzie. Ja tego nie chcę – nie kupuję tego absolutnie i musiałem się naprawdę wysilić, aby powstały numery takie jak Rzeka krwi i Na glinianych nogach. Owszem, mam świadomość, że teksty mogą być lekko grafomańskie dla niektórych, ale opowiadają dość mocne historie, którymi chciałem się podzielić. Do tej pory mam ciary, jak ich słucham, czyli robią robotę.

A jak teksty mają się do okładki? Krzyż, diabły, widok jak z Apokalipsy…? Jak należy rozumieć tytuł i tę okładkę?

U: Zostawiam to słuchaczowi. Niech puści nową płytę na porządnym zestawie audio i w ciągu tych trzydziestu czterech minut odda się refleksji, przetłumaczy teksty angielskie, wysłucha polskich, obejrzy okładkę ze wszystkich stron (nawet ją powącha) i spróbuje zrozumieć ten prosty, ale mocny przekaz. Niech spróbuje wytworzyć tę immersję, o co ciężko w obecnych czasach. Good luck!

Okej… Ta płyta powstawała, według Waszych słów, w dosyć trudnych warunkach – m.in. zmienił się skład. Jak to wpływa na zespół?

U: Co tu dużo mówić – ciężko. Przeżywam każdą stratę świetnego muzyka lub kumpla, z którym współpracuję, ale niestety – tak to czasem wygląda i tak widocznie musi być. Zresztą, chyba każdy, kto jest w zespole, to przeżywa – i vice versa, bo odchodzić z zespołu też ciężko. Ludzie przychodzą i odchodzą, zdarzają się różne sytuacje życiowe albo nieporozumienia, które mają wpływ na funkcjonowanie zespołu. Cóż zrobić? Na szczęście, obecny skład jest mocny i dobrze się dogadujemy, więc oby trwał jak najdłużej!

Tekstowo też zaczęło być u Was mroczniej i poważniej… To jest kwestia dojrzałości, doświadczeń życiowych czy jeszcze czegoś innego?

U: Dokładnie tak – jesteśmy już starsi, dojrzalsi i po wielu przejściach. Niech ta muzyka reprezentuje nasze obecne stany!

W wywiadzie dla serwisu chaosvault.com Uappa powiedział, że w muzyce metalowej liczy się wpierdol i autentyczność. Czy na obecnej scenie metalowej jest miejsce na autentyczność i wspomniany wpierdol? Czy może żyjemy w czasach, gdzie metal jest mocno ugrzeczniony i niewiele ma wspólnego ze szczerością?

U: Nikt nie jest idealny, ale chcę stwierdzić, że jako zespół jesteśmy absolutnie prawdziwi. Mamy swoje wady i zalety, o których chętnie zawsze gadamy. Na koncertach robimy gęsty wpierdol od lat i zasłużyliśmy już na laur konsumenta czy jakiś certyfikat wpierdolu. Nie bez powodu mówią na nas Wpierdoldome. Nie wiem, czy jest jakaś jednostka państwowa, która takie rozdaje – byleby nie Urząd Skarbowy(śmiech), ale pewnie bylibyśmy pierwsi w kolejce.

J.S.: Czy metal jest dzisiaj mocno ugrzeczniony? Może jeśli chodzi o mainstream, gdzie zespoły w ostatnich latach flirtują z popem (te wszystkie Sleep Tokeny, Spiritboxy … Rzyg!), to tak. Natomiast jeśli chodzi o underground, to na pewno nie – ciężej i bardziej extremalnie niż niektóre bandy obecnie to chyba już się nie da. Autentyczność w metalu można rozumieć na wiele różnych sposobów, więc co człowiek, to opinia. My przede wszystkim staramy się być sobą i nie robić niczego na siłę.

A jest jakieś muzyczne marzenie, którego nie spełniliście jeszcze?

U: Marzeń mamy już spełnionych kilka. Mi się jeszcze marzy trasa u boku moich idoli, czyli Carcass. Może być nawet jeden gig, a i tak chyba popłakałbym się ze szczęścia. Poza tym, to już niewiele – lubię, jak ktoś słucha naszej muzy. Niesamowicie się cieszę, jak ktoś nas docenia jako jakąś część fundamentu polskiej sceny. To niesamowita satysfakcja i spełnienie marzenia sprzed wielu lat.

V: Ja chciałbym powrócić na Wacken i Pol’and’Rock – tym razem z Terrordome. A jakbym mógł sobie odważniej pomarzyć, to może jakaś traska po Stanach i Europie.

J.S: Nie mam chyba jakiś konkretnych marzeń. Na pewno chciałbym czerpać radochę i satysfakcję z grania metalu tak długo jak tylko się da.

Dziękuję za Wasz czas!
Podoba Ci się to, co robimy?
Wesprzyj nas i postaw nam kawę!
Wesprzyj nas
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze