Tauron Nowa Muzyka | Nowe twarze, przyszłe gwiazdy?

tauron nowa muzyka 2019
Teren festiwalowy - Muzeum Śląskie / fot. Piotr Kozioł

Po tak genialnym festiwalu jak Tauron Nowa Muzyka dochodzi się do siebie dobrych parę dni. Jednak o samej imprezie jak i artystach warto mówić. Pojawiło się mnóstwo młodych twarzy i sporo przedstawicieli undergroundu. Kogo więc dodać do playlisty na Spotify?

Po udanym wejściu przez CMK obrałem kierunek – Scena Future!/carbon przy Muzeum Śląskim. Chwilę po godzinie 19 na scenę weszła Mala Herba. Zaskoczyła już od samego początku. Jej ubranie było czarne, skąpe i odsłaniało sporo, a dopełnieniem tego mrocznego image’u był ciemny makijaż. Jeszcze było jasno, a publiczność doświadczyło bardzo ciemnego electro z dodatkiem wokalu, często zawodzącego. Do muzyki, świateł i dymu dopasowano także świetnie wyglądające wizualizacje.. robione z pomocą śnieżącego kineskopu. Żałuję tylko, że artystce nie było dane wystąpić, gdy na dworze było ciemno – to był genialny koncert i czekam na nowy materiał!

Tauron Nowa Muzyka | Nowe twarze, przyszłe gwiazdy

Kraftwerk – before

Kraftwerk był główną gwiazdą tegorocznej edycji festiwalu. O tym koncercie mówili wszyscy zarówno przed jak i po jego zakończeniu. Nic dziwnego, niezbyt często zdarza się, by ojcowie chrzestni muzyki elektronicznej grali w naszym kraju. Byłem nieco zaskoczony postawą publiczności, która wydawała się przytłoczona i mocno zdziwiona tym, co się dzieje na scenie. Może to te wizualizacje w 3D… Spodziewałem się więcej tańca!

Bjarki live AV – after

Oczywiście Kraftwerk zrobił ogromne wrażenie i warto zapoznać się z dyskografią legendy, jednak tuż po Niemcach zaprezentował się Islandczyk Bjarki. Nie ukrywam, że “kupił” mnie od razu beatami w stylu minimal techno i tym, jak prowadził publiczność przez seta. Cały występ był skrojony pod dobrą zabawę. DJ w drugiej części zaczął miksować techno z hard stylem, a publiczność dzielnie tańczyła. Warto tu wspomnieć o stronie wizualnej. Zadbano o ciekawe wizualizacje (co do sekundy zgrane z muzyką), które zobaczycie w fotorelacji z Tauron Nowa Muzyka 2019. A, no i po scenie przez większość czasu przechadzał się diabeł, który rzucał publiczności różne fanty. Nie ukrywam, że to był bardzo intensywny występ z dużą ilością zmian tempa. Imponująca na pewno była ilość dropów (doliczyłem się 25).

Yves Tumor

Amerykanin miał tak enigmatyczny pseudonim, że musiałem wybrać się na jego koncert. Pierwszym zaskoczeniem była ściana dźwięku. Może beaty same w sobie nie były bardzo mocne, jednak koncertowe brzmienie zostało wzbogacone gęstym basem. Sam Tumor jest multiinstrumentalistą, jednak na scenie pojawił się sam – dosłownie. Był tylko on, mikrofon i publika. Yves co kawałek wychodził pod barierki, śpiewał, rapował, czasem niemalże łkał do mikrofonu. Rozdawał ludziom swoją biżuterię. Widać było niesamowitą pasję do sztuki i przede wszystkim zaangażowanie publiczności. Nie da się scharakteryzować jego stylu – jest sporo ciemnego popu, rapu czy nawet ambientu. Jedno jest pewne – w tym szaleństwie jest metoda!

GusGus

GusGus to kolejni reprezentanci Islandii, którzy drugiego dnia zabawy w Strefie Kultury grali tuż po Apparat live. Zespół regularnie koncertuje w Polsce i Europie, jednak wcześniej nie było mi dane być świadkiem tak cudownego występu. Pojawiły się wszystkie znane kompozycje Islandczyków – Arabian Horse, Crossfade czy Over. Zespół kompletnie mnie zahipnotyzował i wpadłem w muzyczny trans. Wszystko dzięki operowaniu w dość jednostajnych wartościach bpm, jednocześnie zmieniając brzmienie i aranże. W efekcie i tak byłem przekonany, że zagrano może trzy utwory. W rzeczywistości było ich o wiele więcej, a artyści lekko przedłużyli swój set w ramach podziękowań dla publiczności.

Mam świadomość, że GusGus nie jest młodym zespołem – ma już także oddaną grupę fanów. Jednak w tym wypadku mieliśmy do czynienia z jednym z najlepszych koncertów na całym festiwalu.

Zapraszam do słuchania playlisty złożonej z muzycznych perełek z tegorocznej edycji Tauron Nowa Muzka.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o