Relacja z występu Taconafide w Krakowie!

19 kwietnia 2018 roku w Tauron Arenie w Krakowie odbyło się bardzo wyczekiwane muzyczne wydarzenie. To właśnie tutaj duet Taconafide rozpoczął swoją pierwszą w historii trasę koncertową Ekodiesel Tour!

Raperzy wydali 13 kwietnia swój pierwszy wspólny projekt o nazwie „Soma 0,25 mg”, który rozszedł się wśród fanów jak świeże bułeczki. Zaplanowana trasa po siedmiu polskich miastach miała być promocją ich wspólnego debiutu. Na pierwszy ogień wybrano Kraków, a jako obiekt największą możliwą halę – Tauron Arenę. Czy artyści podołali tak wielkiemu wyzwaniu i czy zadowolili swoich fanów ?

A na koncertach u nas tłumy jak sobota w Lidlach

Już trzy godziny przed koncertem można było dostrzec kilkumetrowe kolejki. Po wejściu na teren areny przeciśnięcie się pod scenę graniczyło z cudem. Płyta była w dużej mierze zapełniona ludźmi, a każdy z nich chciał się znaleźć najbliżej sceny.

Po kilkunastu minutach (i z trudem) udało mi się być możliwie blisko barierki, ale ścisk i wrzawa były nie do wytrzymania. Fani oczekiwali na swoich idoli z telefonami w rękach i bujali się do rytmu puszczanej melodii. Gdy rozpoczęło się show, wrzawa przybrała na sile. Artyści rozpoczęli swój występ od utworu „Metallica 808”. Z początku nie było ich widać, ponieważ ukrywali się za ekranem ukazującym logo rapowanego przez nich singa. Po chwili jednak wskoczyli na scenę, a widownia przywitała ich piskami i oklaskami.

Raperzy zaczęli z przytupem – obydwaj biegali i rzucali się po scenie (w szczególności Quebonafide), czym momentalnie rozgrzali publiczność, która wraz z idolami znała i śpiewała cały tekst utworu.

Rozglądając się po publice zorientowałam się, że średnia wieku to głównie nastolatki. Byli niesamowicie wpatrzeni w swoich idoli, a w ich oczach dostrzegłam szczere uwielbienie, w szczególności u dziewczyn.

  

 

Ja i Kuba tacy sami, choć tak nie podobni

Jeśli chodzi o bohaterów wieczoru widać było, że zarówno Taco jak i Quebo nie mieli najmniejszego problemu z dotarciem do siebie. Stworzyli zgrany zespół pomimo tego, że są od siebie zupełnie różni. Kuba to sceniczne zwierzę – biegał, skakał, rzucał się, robił różne miny, był bardzo emocjonalny, ale przy tym zabawny. Miał silną więź z widownią – od razu zaskarbił sobie całą publikę. Między kawałkami dzielił się swoimi anegdotami i sytuacjami, które miały miejsce w jego życiu. W pewnym momencie wpadł na szalony pomysł, by rzucić się na publikę i dostać się ze sceny do drugiego końca areny.

Oczywiście jego prośba została od razu spełniona – fani porwali go z platformy i nie chcieli oddać. W międzyczasie Quebo komentował sytuację, a Taco musiał sobie radzić sam. Była to świetna okazja dla młodzieży, by dotknąć swojego idola lub zrobić mu zdjęcie z bliska. Po kilku minutach oddali go i pozwolili wrócić do kompana. Niejednokrotnie wyciągał dłoń w kierunku widowni i zachęcał do głośnego, wspólnego odśpiewania największych hitów. Do „Tamagotchi” wymyślił nawet układ choreograficzny, obrazujący czynności: pić, jeść i spać. Taco nie był do tego pomysłu przekonany, ale nie protestował.

  

 

Filip natomiast był na scenie spokojniejszy – skupił się na rapowaniu, czasem pobiegał, a czasem pochodził po scenie – był wyluzowany, jednak mimo wszystko to Kuba dominował w kwestii więzi z publicznością; on zajął się całym show.

  

Dynamiczny temperament Kuby wraz ze spokojem i harmonią Filipa sprawił, że artyści uzupełniali się wzajemnie i za to z pewnością publika pokochała ich jeszcze bardziej.

Ah, ten ReTo…

W połowie koncertu Quebo oświadczył, że ma niespodziankę dla fanów – wtedy na scenę wkroczył jego hyperman – Krzysztof – co wywołało salwę krzyków i braw. Odśpiewał wraz z artystami kilka utworów, a największe brawa osiągnęli za singiel „Half dead”, wykonywany w orginale przez Quebonafide i ReTo. Kuba musiał wykorzystać ten moment i przytoczyć historię fana, który pomylił Krzyśka z ReTo, czym rozbawił zarówno siebie, jak i publikę (teraz fani Krzysztofa zwracają się do niego dla żartu ReTo). Quebonafide zaśpiewał także kilka swoich największych hitów, takich jak „Madagaskar”, czy „Cest la vie”, a Taco Hemingway w tym czasie podobno zajadał pizze.

Niespodzianką, zarówno dla Taco, jak i publiczności był moment, w którym Kuba odśpiewał fragment utworu „Nostalgia”, którego autorem jest właśnie Taco. Wyznał, ze musiał to zrobić, bo uwielbia ten kawałek.

No to bis!

Koncert trwał niecałe 2 godziny. Artyści zagrali niemal wszystkie kawałki z „Somy 0,25 mg”, z czego „Metallicę 808” i „Tamagotchi” wykonali ponownie na bis na życzenie fanów. Oprócz tego wpadło również kilka solowych kawałków artystów.

Było wiele wspaniałych momentów; jednym z nich było wzruszenie Quebonafide. Raper był w szoku, że w zaledwie kilka dni po premierze płyty młodzież znała na pamięć wszystkie zagrane przez nich piosenki. Kuba zaniemówił i uśmiechał się, nie wiedząc, jak wyrazić swoją wdzięczność, a zarazem dumę, co było urocze. Kilkakrotnie prosił o brawa dla swojego kolegi – Filipa, a ten nie pozostawał mu dłużny i również prosił publikę o brawa – dla Kuby. Pochwalić należy także oprawę wizualną – świetnie zgrała się z muzyką i oddawała klimat danych przebojów.

Teraz trzasnąć foto, chciałby trzasnąć foto

Koncert z pewnością wart był zachodu – wielkie oczekiwanie na ich występ nie było bez przyczyny. Bohaterowie wieczoru dali z siebie wszystko, stworzyli niepowtarzalne i niezwykłe show. Swoich fanów zadowolili muzycznie w 100% – zawiedzeni byli tylko w momencie, w którym duet zszedł ze sceny i już się nie pojawił. Ponadto nie mieli szansy na zdjęcie z obydwojgiem. Zaczęli jednak z hukiem i skończyli z hukiem, co z pewnością było niesamowitym przeżyciem dla każdego przybyłego miłośnika hiphopu. Jeśli ktoś nie miał okazji być na wydarzeniu w Krakowie – polecam załapać się na ich koncerty w pozostałych miastach, póki jeszcze istnieje taka okazja.