Pożegnanie z m o r z e m na Starym Maneżu [relacja]

Ralph Kamiński wyruszył w ostatnią trasę, ze swoją debiutancką płytą m o r z e. Pierwszym przystankiem był Gdański Stary Maneż.

To był drugi występ Ralpha Kamińskiego na scenie Starego Maneżu. Zeszłoroczny koncert był bardzo emocjonalny dla wokalisty – pierwszy raz powrócił do Gdańska od czasu napisania tutaj debiutanckiego albumu. Ralph bardzo wysoko podniósł poprzeczkę. Czy udało się pobić poprzedni występ?

Pożegnanie z m o r z e m

Na scenie Kamiński pojawił się parę minut po 20. Intro Pożegnanie z morzem rozpoczęło koncert, potem artysta przeszedł do piosenki Meybick Song. Następnie zaprezentował anglojęzyczne Apple Air i ocenzurowany Mój Hymn o Warszawie. Rozruszał publiczność na Lato Bez Ciebie, aby ponownie przejść w melancholijny nastrój z piosenką Morze. Pozostał w tym klimacie prezentując jeden ze swoich największych hitów – Podobno, i następnie Los. Przed piosenką Jan, Ralph opowiedział, że jest to piosenka napisana po śmierci jego dziadka i poprosił publiczność o zaświecenie latarkami z telefonów.

Pożegnanie z m o r z e m
fot. Agnieszka Oleńska

Kilka nowości

Kolejną piosenką była Melancholia, którą Kamiński nagrał z Flirtini na Hearbreakes&Promises vol4. Potem zaśpiewał I Znów w duecie z Agnieszką Bijał. Po piosence Kocham, wokalista zadedykował Lights swojej nauczycielce wokalu ze Szkoły Muzycznej. Następnie zaprezentował tytułowe Pożegnanie z Morzem i Grudniową Piosenkę, podczas której zaczęły się problemy ze sprzętem.

Na bis!

Po tym gdy zespół zszedł i ponownie pojawił się na scenie, Ralph Kamiński poinformował, że mają problem z nagłośnieniem. Z tego powodu wykonał kawałek Zawsze acapella, przy akompaniamencie gitary akustycznej Pawła Izdebskiego. Na coverze Time To Pretend MGMT sprzęt nagłaśniający znów zadziałał. Dwugodzinny koncert został zamknięty piosenką Zawsze – tym razem z całym zespołem.

 

Ogólne wrażenia?

Ten koncert na pewno bardzo różnił się od ostatniego. Było mniej rozmów na temat piosenek, mniej interakcji z publicznością i trochę mniej emocji. Kamiński nadal zachwyca – autentycznością, wrażliwością, pewnością siebie i głosem – ale tym razem w bardziej spokojny sposób. Scenografia również nie zawiodła – elementy wyjęte z teledysków wokalisty i genialna gra świateł dodawała klimatu. Frekwencja również była niższa niż ostatnio. Koncert przepięknie zamkną erę płyty morze. Być może to znak, że czas pośpieszyć się z nową płytą, Panie Kamiński?

 

Tom Odell czaruje publiczność w Columbiehalle [relacja]

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here