Ordinary Man | Ozzy nigdzie się nie wybiera

Gwiazdorski sylwester z Ozzym
Fot: Wikipedia

Na dwunastą płytę Księcia Ciemności fani musieli czekać prawie dziesięć lat. Scream, który ukazał się w 2010 był solidnym wydawnictwem. Jak więc, po tak długim czasie, postanowił zaskoczyć fanów Ozzy?

Płyta hardrockowa

Ci, którzy spodziewali się metalu spod znaku klasycznych płyt, mogą poczuć się zawiedzieni. Ordinary Man jest bowiem płytą hardrockową. Widać to dokładnie po muzykach stojących za utworami – sekcję rytmiczną tworzą perkusista Chad Smith i basista Duff McKagan. Skład uzupełnił producent i gitarzysta Andrew Watt, znany ze współpracy z takimi artystami jak Post Malone czy Camila Cabello. Utwory, które usłyszymy na krążku są utrzymane w średnim tempie. Dość częste są też sekcje grane bez przesteru lub na akustyku.

 

Plejada gwiazd

Oprócz muzyków stanowiących trzon zespołu wspierającego Ozzy’ego na płycie znalazła się masa gości. Wokaliści Elton John i Post Malone świetnie wpasowują się w klimaty utworów, których są częścią, czyli odpowiednio Ordinary Man i It’s a Raid. Muzycznie skład wspomógł Slash, odpowiedzialny za gitary w otwierającym płytę Straight To Hell i tytułowym utworze. Na płycie pojawili się także Tom Morello w utworach Scary Little Green Men i wspomnianym It’s a Raid, oraz Charile Puth, grający w kilku utworach na klawiszach. Z mocą tak znanych osób płyta nabiera zupełnie innego charakteru.

 

Płyta pożegnalna?

W 2020 roku Ozzy kończy 72 lata. Słychać to bardzo wyraźnie nie tylko po jego głosie, ale też po tematach poruszanych w utworach. Wokalista śpiewa o śmierci, podróży do piekła, końcu. Od całości odstają tylko dwa utwory – groteskowy Eat Me i Scary Little Green Men, traktujący o… Strasznych małych zielonych ludzikach. Po ostatnich wyznaniach Księcia Ciemności o długiej chorobie i odwołaniu trasy koncertowej możemy się spodziewać, że będzie to jedna z jego ostatnich, jeżeli nie ostatnia płyta.

 

Podsumowanie

Ordinary Man stanowi ciekawą pozycję w dyskografii Ozzy’ego Osbourne’a. Po raz pierwszy na płycie wokalisty jest obecnych tak wielu gości. Jest to też pierwsza płyta solowa artysty, którą można zaliczyć do hardrockowych. Fani metalowego Ozzy’ego mogą się trochę zawieść. Mimo wszystko jest to kolejna solidna płyta, godna polecenia każdemu, kto śledzi losy jednego z ojców heavy metalu od lat.