Niby w klubie, a jak na Dzikich Polach – Percival Schuttenbach w Tychach [fotorelacja]

Percival Schuttenbach
fot. Piotr Kozioł

Tyski Underground Pub na jedną noc stał się ostoją dla polskiego folk metalu. Nasze wrażenia i zdjęcia z koncertu zespołu Percival Schuttenbach znaleźć możecie w niniejszej relacji.

Występ odbył się drugiego grudnia. Zagrali Percival Schuttenbach, Varmia, In The Name of God oraz Stelarius. Był to ostatni koncert Percivala na najnowszej trasie obejmującej największe miasta całej Polski.

Subiektywnym okiem

Na koncert udałem się bez absolutnie żadnych obiekcji względem występujących zespołów. No, po prawdzie – nie licząc Varmii, bo jej ostatnie dwa albumy studyjne bardzo miło mnie zaskoczyły w trakcie ich odsłuchu. Underground Pub to przy tym miejsce regularnie goszczące zespoły mocnogrające, toteż spodziewałem się dobrego zaplecza dźwiękowego.

Nie zawiodłem się. Sam klub dobrze spełnia swoje zadanie – nie jest może potężną, koncertową bestią, jak Progresja czy B90, ale jego wystrój oraz nagłośnienie (z jednym małym haczykiem) zdają egzamin u regularnego koncertowicza. Wypadałoby przejść do części najistotniejszej, czyli do zespołów.

Stelarius

Set otwierał supportujący Stelarius. Polska formacja gra muzykę, którą najłatwiej byłoby mi scharakteryzować jako typowy female-fronted heavy metal. Choć nie zapadł mi w pamięć, to duże gratulacje za wytrwałość dla wokalistki, mimo występu z zabandażowaną ręką.

In The Name of God

Dalej In The Name of God. Solidne granie pod wpływami thrash i (odrobinkę) death metalu. Widać, że panowie z zespołu mają trochę inne zamiłowania muzyczne od siebie nawzajem. Stąd też momentami brzmienie zahaczało o oldschoolowy thrash, a momentami o grind/melodeath? Duży plus za nabuzowanego energią wokalistę, którego high’i mogłyby powstydzić niejeden deathcore’owy zespół.

Varmia

Wreszcie Varmia. Świetna scenografia, połączenie dzikiego blacku z prawdziwie rodzimym folkiem dzięki wplątaniu tradycyjnych instrumentów i zaśpiewów. Niestety, nagłośnienie klubu, ogółem nie sprawiające problemów, tu nie było odpowiednie dla muzyki granej przez Varmię. Ściana dźwięku była brutalna i miała swoje momenty – ale zabrakło przestrzeni.

Percival Schuttenbach

I gwóźdź programu, Percival Schuttenbach. Tu wszystko zagrało jak należy. Interesujący wystrój towarzyszył występowi, który okazał się być naprawdę dopięty na ostatni guzik. Nie zabrakło utworów starych i nowych – z naciskiem na te drugie, bowiem jest to trasa koncertowa promująca najnowsze wydawnictwo zespołu, Dzikie Pola. Widać, że Percivalowi służy sława, jaką okrył się w ostatnich latach. Nie dość, że był technicznie bez skazy, to wciąż widać w ekipie Percivala radość z granej muzyki. I żaden makijaż tej radochy nie zakryje. Również publiczność zresztą była z występu bardzo zadowolona.

A oto nasza galeria zdjęć z koncertu: 

Autor zdjęć – Piotr Kozioł

Przekonajcie się, co jeszcze zagra w Undeground Pub.