Mark Knopfler odwiedził Kraków [fotorelacja]

Mark Knopfler (10.07.2019) Tauron Arena Kraków

Mark Knopfler wystąpił 10 lipca w Tauron Arenie w Krakowie. Był to pierwszy z dwóch zaplanowanych koncertów w ramach odwiedzin artysty w naszym kraju.

Pod szyldem An Evening with Mark Knopfler and the band upłynął środowy wieczór w krakowskiej Tauron Arenie i kolejna wizyta gitarzysty w naszym kraju. Rozpoczęli skocznym i rozbudowanym Why Aye Man. Podczas koncertu dominowały solowe, delikatnie płynące i klimatyczne kompozycje, ale oczywiście nie mogło zabraknąć kultowych utworów Dire Straits, na które wszyscy czekali. Świetnie przyjęte zostało Sailing to Philadelphia, jeden z najważniejszych solowych utworów Knopflera oraz pierwszy klasyk – straitsowy Once Upon a Time In The West.

Zaraz po nim, moim zdaniem najpiękniejszy moment wieczoru i cudowne wykonanie Romeo and Juliet. Nie ukrywam, że to chyba moja ulubiona piosenka Dire Straits, a usłyszeć na żywo wyśpiewane snującym się głosem Knopflera:

Juliet, when we made love, you used to cry. You said ‘I love you like the stars above, I’ll love you till I die

Było jednym z moich koncertowych marzeń. Z klasyki Dire Straits w podstawowym secie usłyszeliśmy jeszcze Your Latest Trick z pięknym popisem na saksofonie i świetne On Every Street. Muszę przyznać że zestaw kilku solowych “dziadowskich” ballad obok siebie, mimo iż uroczych i klimatycznych, spowodowało, że koncert zrobił się senny i atmosfera delikatnie siadła, ale już po chwili wydarzyło się coś sprawiło, że końcówka koncertu to była prawdziwa muzyczna uczta.

W czasie radosnego Postcards from Paraguay ochrona zezwoliła na podejście bliżej sceny i tłumy ludzi (w tym ja) wstały ze swoich miejsc i ruszyły w kierunku sceny, zapełniając “siedzącą” płytę. I od tego momentu koncert tylko pozytywnie zaskakiwał. Jako pierwszy z trzech (!) bisów pojawił się nieśmiertelny utwór, który publika nagrodziła owacją i krzykami już po kilku sekundach wydobywających się z ciszy dźwięków. Długie intro, szybkie uderzenia perkusji i powtarzane gdzieś z oddali zdanie “I want my MTV…” zwiastowały jeden z nieśmiertelnych riffów w historii rocka – Money for Nothing. I był to zdecydowanie najmocniejszy moment wieczoru, którym Mark z zespołem udowodnili, że potrafią konkretnie gitarowo przyłożyć. Absolutny czad! 

Może zabrakło kilku wielkich przebojów, takich jak Sultans of Swing, Telegraph Road, czy chyba najbardziej wyczekiwane przez polską publiczność Brothers in Arms, ale to nie zawsze hity robią największą robotę. Jako drugi bis usłyszeliśmy solowe Piper to the End, które zabrzmiało naprawdę przejmująco na tle rozświetlonej latarkami telefonów komórkowych areny. Na koniec cudne instrumentalne Going Home, które niegdyś kończyło też koncerty Dire Straits, owacja na stojąco całej areny i pożegnalne ukłony licznego zespołu.

Mark Knopfler w formie. Niech jeszcze nie przechodzi na emeryturę tak, jak zapowiadał w czasie koncertu. Z pewnością ma jeszcze przed sobą wiele pięknych dźwięków do zagrania 😉
K. / Koncerty w Polsce

fot. Karolina Kiraga

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o