Konkursy muzyczne – anioły czy demony muzyki?

Konkursy muzyczne - anioły czy demony muzyki?
Fot. materiały prasowe

Dyskusja na temat konkursów muzycznych, czy to instrumentalnych czy wokalnych, toczy się pomiędzy muzykami, muzykologami i krytykami od dawien dawna. Jak powiedział onegdaj węgierski kompozytor Béla Bartók – konkursy powinny być dla koni, nie zaś dla muzyków

Kiedy Bartók wypowiadał te słowa w 1945 roku na świecie odbywało się 5 międzynarodowych konkursów pianistycznych. Kompozytor byłby zapewne bardzo zdziwiony, jak dalece rozwinie się to zagadnienie. Liczba konkursów obejmowała 119 wydarzeń do roku 1990. Dzisiaj odbywa się 750 konkursów na całym świecie!

Niewymierność sztuki

Spójrzmy ile problemów pojawia się czasem podczas rywalizacji sportowych, gdzie mamy dokładne wyniki, obliczenia, cyfry i wielkości. Nawet to często nie pomaga, aby uzyskać sprawiedliwą i satysfakcjonującą ocenę. A co dopiero mówić w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z czymś tak niewymiernym jak sztuka. Muzyka i wszystkie związane z nią emocje to coś bardzo subiektywnego, uzależnionego od konkretnego słuchacza – od jego gustu, bagażu doświadczeń, upodobań, a nawet nastroju w danym dniu. Jesteśmy bowiem tylko ludźmi, a nie maszynami do obliczeń.

Policzyć niepoliczalne – ocenianie

Bardzo problematyczny jest np. sposób oceniania podczas konkursów. Jak wiadomo, jest to system punktowy. Wydaje się być irracjonalne, przełożenie danego wykonania muzycznego na konkretną punktację. Dlaczego ta wersja wykonanego utworu ma mieć akurat 18 punktów, a inna 17,5? Czy jest to możliwe do obliczenia? Nie wydaje mi się. Wykonanie muzyczne to nieuchwytne doznanie, a nie matematyka. Oczywiście, w muzyce możemy odkryć wiele wpływów tej potężnej nauki jaką jest matematyka, ale sztuka ta nie jest stricte tą ścisłą nauką, nie podlega punktowaniu i opiera się wszelkim jednoznacznym ocenom. Trudno będzie wypracować kiedykolwiek wystarczająco dobry system ocen, który sprostałby sile i różnorodności muzyki.

Wyniki a znajomości

Kolejną bardzo negatywną rzeczą jaką spotykamy podczas konkursów, a jest ona niestety nie do uniknięcia, są wszelkie układy i koneksje. Niestety człowiek jest istotą ułomną, która może dokonać wielkich rzeczy ale posiada również bardzo wiele słabości. To naturalne, że jeśli w danym konkursie występuje uczeń profesora który jest jurorem, to trudno, aby nie chciał on wygranej dla swojego podopiecznego. Oczywiście, istnieją pewne regulacje prawne w regulaminach, jednakże nie są one wystarczająco dobre. Wciąż słyszymy o wielu naruszeniach regulaminów, skandalach.

Chęć zdobycia sławy jest zbyt silna. To zaślepia człowieka i prowadzi go na złą drogę. To stało się już regułą, że jeśli nie mamy żadnych koneksji w komisji to nasza droga na szczyt staje się wątpliwa. Jest to smutne, gdyż w ten sposób konkursy mijają się daleko z prawdą i rzeczywistością. Bardzo często zdarza się , że najcenniejsze wykonania przepadają gdzieś w trakcie konkursu nie zdobywając możliwości dosięgnięcia finału.

Wykonanie idealne a istota samej muzyki

Jeszcze inny bardzo negatywny w mojej opinii punkt konkursów, to szukanie idealnego wykonania, dążenie do perfekcji technicznej, gdzie traci się całą istotę muzyki. Jeszcze gorsze jest staranie się dopasowanie naszego wykonania do obowiązujących trendów, czy zasad – zabijamy w ten sposób wszelką kreatywność i indywidualizm. A przecież właśnie w tym tkwi piękno muzyki, że każde wykonanie jest inne, niepowtarzalne. Każdy z nas trochę inaczej rozumie daną muzykę, inaczej ją przetwarza dążąc do ukazania w jak najlepszy sposób tego co chciał przekazać kompozytor.

Bardzo często konkursy zabijają pojawiające się indywidualności

To co nowe, inne, jest przez człowieka często odrzucane. Więc jeśli na konkursie zdarzy się wykonanie odbiegające od norm, przyjętych tradycji wykonawczych, zostaje już na początku odrzucone i bardzo skrytykowane na dodatek. Tak było choćby w przypadku Ivo Pogorelić’a podczas Międzynarodowego Konkursu Fryderyka Chopina w 1980 roku, który zszokował komisje swoją oryginalnością. Muzyka nie znosi wszelkich ograniczeń i szufladkowania, stąd konkursy przeciwstawiają się jej istocie.

Percepcja według Johna Rinka

Myślę, że warto tutaj napomknąć wywiad przeprowadzony z Johnem Rinkiem tuż po ostatnim Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. F. Chopina w 2015 roku. John Rink to pianista, profesor i muzykolog pochodzenia amerykańskiego, ceniony znawca muzyki Chopina. W swojej wypowiedzi podkreślił on, że zawsze stara się być otwarty na nowe wykonania i interpretacje, nawet jeśli nie są one idealnie zgodne z zapisem nutowym. Według artysty, zawsze warto być chłonnym, a najgorsze co można zrobić to oczekiwać konkretnego wykonania.

Wspomniał on także, że dużym wrogiem takiego nastawienia może być zmęczenie które towarzyszy jurorom słuchającym wielogodzinnych recitali pianistów. To jest również bardzo istotna, kolejna „ułomna” strona konkursów. Człowiek nie jest w stanie utrzymać swojej percepcji na najwyższym poziomie przez tak wiele godzin. Powoduje to, że jest również mniej obiektywny, spostrzegawczy i otwarty, bo po prostu organizm domaga się odpoczynku. Bardzo trudno byłoby zorganizować konkursy w ten sposób, aby trwały one optymalny, krótszy czas. Jedynym sposobem jest skrócenie wymaganych programów, co moim zdaniem wyszło by na zdecydowaną korzyść.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Pomimo wielu ciemnych stron konkursów muzycznych, nie można jednakże odmówić im pewnych pozytywnych stron jakie można wyciągnąć z tych bądź co bądź stresujących doświadczeń. Nie ma takiej rzeczy, która posiadałaby jedynie same negatywy. Jedną z silniejszych stron konkursów jest po prostu możliwość zaistnienia. Nie każdy muzyk ma takie szczęście, aby mieć znajomości czy pochodzić z rodziny o wieloletniej tradycji muzycznej. Wzięcie udziału w prestiżowym konkursie pozwala na pokazanie swojego wykonania przed renomowanym gronem jury a także innymi osobami związanymi z branżą muzyczną. Podczas konkursów możemy również poznać innych muzyków, zawiązać wiele znajomości zawodowych. Cenna jest także możliwość wysłuchania innych wykonań. Obserwując innych, możemy wiele się nauczyć.

Scena i pokonanie słabości – prawdziwy sprawdzian dla muzyka

Kolejnym pozytywem może być kontakt ze sceną i zmierzenie się z własnymi słabościami. Jest to bardzo silne doświadczenie emocjonalne, które zapewne pozostanie w muzyku na bardzo długo. Owszem, to bardzo trudne, jednak tylko w ten sposób, a mianowicie nie unikając „bolesnych” dla nas doświadczeń możemy się rozwijać. Innym jeszcze plusem jest możliwość konfrontacji z opiniami na temat naszej gry, a także nauczenie się nie przyjmowania wszystkich uwag do siebie – a więc wyrobienie pewnej odporności i selekcjonowania informacji. Na wielu młodych artystów działa także bardzo dobrze wyznaczenie sobie pewnego celu. W tym wypadku jest to przygotowanie obszernego repertuaru na dany koncert. Mamy wówczas konkretne zadanie do wykonania, co mobilizuje nas do intensywniejszej pracy, a tym samym szybszego rozwoju.

Forma konkursu a sztuka

Myślę, że nie mamy co liczyć na to, aby w przyszłości została opracowana jakaś magiczna formuła konkursu, która zniwelowałaby duże jej minusy. Sama forma konkursu nie pasuje bowiem kompletnie dla tej dostojnej muzy jaką jest sztuka. Jednakże wszystko zależy od tego jak podejdziemy do rywalizacji konkursowej. Dobrze jest traktować muzykę jako kolejne doświadczenie, które może nas wzmocnić, dać pewną wiedzę i nowe doznania. Ważne aby podchodzić do konkursów z otwartością, a wówczas możemy skorzystać bardziej z ich pozytywnych aspektów. Ostatecznie bowiem chodzi o to aby muzyka nas poruszała. I tak to publiczność decyduje kto tak naprawdę jest prawdziwym zwycięzcą. Nawet perfekcyjne wykonanie, pozbawione jednak osobowości, muzykalności, pewnej wrażliwości nikomu się nie przyda. A wykonujemy muzykę przecież dla ludzi, a nie dla jurorów.

Rekomendacje musicalowe [wrzesień 2018]