Pearl Jam wraca do Krakowa

“I just want to scream hello, my God it’s been so long, never dreamed you’d return”. Tak naprawdę to marzyliśmy, a nawet wiedzieliśmy, że wrócą. Pytanie brzmiało tylko, kiedy i gdzie? My już znamy odpowiedź. Hello Pearl Jam będziemy krzyczeć 13 lipca w Krakowie!

Od dłuższego czasu, coś wisiało w powietrzu. Im bliżej grudnia, tym bardziej napięta robiła się atmosfera, bo Pearl Jam przyzwyczaił nas już do tego, że właśnie w tym miesiącu ogłasza trasę koncertową. Po sieci krążyły już nawet przewidywane miejsca i daty koncertów, rozpoczynające serię narzekań, że Atlas Arena w Łodzi jest za mała i będzie problem z kupnem biletów. Wszyscy siedzieliśmy, jak na szpilkach, czekając na oficjalne ogłoszenie trasy. I oto, w ten piękny grudniowy poranek, mam niebywałą przyjemność ogłosić, że Pearl Jam zagra 13 lipca 2020 w krakowskiej Tauron Arenie!

Mniej znaczy więcej

Zespół wystąpi tam, już po raz drugi. W 2018 dali niezapomniany koncert. Jak zwykle pozbawiony jakichkolwiek efektów specjalnych, za to pełen niezwykłych momentów. Właśnie za tą prostotę i szczerość, kochamy Pearl Jam. Nie potrzebują niczego, poza swoją muzyką, by wykreować na scenie prawdziwą magię. Siebie kreować nie muszą i tego nie robią. Wydana w 1991 roku, debiutancka płyta Ten, przyniosła im natychmiastową sławę. Mogli z nią zrobić wszystko, ale z wszelkich dostępnych opcji, wybrali tą najbardziej niespodziewaną. Odrzucili ją. To trzeba się nazywać Pearl Jam, żeby tak zrobić i przewrotnie zyskać jeszcze większą sławę.

Przez dłuższy czas, nie udzielali wywiadów i nie nagrywali teledysków. Do dziś nie są zbyt medialnym zespołem. A jednak sprzedają tysiące płyt i szczelnie zapełniają każdy obiekt, na którym grają. Tauron Arenę też na pewno z łatwością zapełnią po raz drugi, bo każdy ich koncert jest inny. Spodziewać się możemy, jedynie niespodziewanego. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Wiadomo tylko, że będzie rewelacyjnie!

Będzie się działo! Krótka instrukcja zakupu biletów

Oj, będzie się działo i to jeszcze przed koncertem. Pearl Jam nie jest zespołem, nad którym można się zastanawiać. “Aaa, bo teraz święta idą, nie mam pieniędzy, może kupię później.” Nie, nie kupisz. I będziesz miał szczęście, jeśli kupisz w ogóle. Wbrew obawom, nie grają w Łodzi, ale Tauron Arena też imponujących rozmiarów nie ma. Poza tym, mówimy o Pearl Jam. Nawet gdyby grali na Stadionie Śląskim, i tak byłaby walka o bilety. Zawsze jest.

Grudzień, to najbardziej nerwowy czas, w kalendarzu każdego Pearl Jamowca. Kiedy zespół ogłasza trasę, nikt nie myśli o świętach. Świętem będzie koncert! Jeśli uda się na jakiś dostać. Żeby tak się stało, poziom organizacji wśród fanów osiąga level Master. Konto na stronie dystrybutora należy założyć z wyprzedzeniem. Gdy wybije godzina zero, będzie na to za późno, bo serwery jak zwykle wysiądą. Mając już konto, logujemy się na nim około trzydziestu minut przed rozpoczęciem sprzedaży. System wrzuca nas w kolejkę oczekujących. Przez najbliższe pół godziny zostaje już tylko nerwowe “waiting, watching the clock”. I w końcu jest! Strona z biletami. Od tej chwili mamy jakieś dziesięć minut na dopięcie transakcji. Przeważnie tyle trwa, zanim pojawi się informacja o wyprzedaniu koncertu. Przy zakupie biletu na płytę, nie ma takiego problemu. Wystarczy szybko kliknąć wybraną ilość i zapłacić. Z trybunami gorzej. Czasem nie warto wybrzydzać, trzeba brać, co jest. Albo liczyć na dodatkową pulę. Przy zakupie biletów do kilku miast też nie ma co liczyć na szczęście. Trzeba się podzielić. Jeden znajomy kupuje Berlin, inny Amsterdam, a jeszcze inny Wiedeń. A potem trzeba się położyć, bo ciśnienie i adrenalina przy takich zakupach sięgają zenitu. Nerwowe jest życie fana.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o