Katowice w rytmach Nowej Muzyki [RELACJA]

Foto: Piotr Kozioł
Kolejna edycja festiwalu już za nami. Przez cztery dni stolica Śląska tętniła muzyką.

Trzynasta edycja Tauron Nowa Muzyka Katowice (28.06.2018 – 01.07.2018) obfitowała w muzyczne doznania. To było istne święto dla poszukiwaczy nowej muzyki. Wyjątkowo bogaty line-up, czyli 59 wykonawców z 20 krajów z różnych kontynentów, zapewnił publiczności wiele wrażeń.

Relację z pierwszego festiwalowego dnia (nie mówimy tu o koncercie otwarcia), przygotowała dla was Julia Gembczyk. Przeczytacie ją klikając tutaj. Zanim przejdę do drugiego dnia, nie mogę nie wspomnieć o koncercie zespołu Jazz Band Młynarski-Masecki. Występ dosłownie szyty na miarę. Wraz z muzykami zgromadzeni mogli przenieść się w czasie, bowiem utwory, które były wykonywane (jak powiedział sam Jan Emil Młynarski) mają ponad 100 lat. To była istna mieszanka stylu, energii i szaleństwa (Marcin Masecki udowodnił, że nawet grając na pianinie można skakać i tańczyć). O samym zespole pisaliśmy już przy okazji podsumowania najlepszych polskich płyt, ale uwierzcie mi na słowo, na żywo panowie wypadają jeszcze lepiej!

Drugi festiwalowy dzień rozpoczęłam od koncertu Señor Coconut. To był właśnie jeden z tych występów, na które szłam w ciemno ale nie żałuję! Scena Miasta Muzyki zamieniła się w jedną wielką kubańską imprezę. Światowe hity takie jak np. Kiss Prince’a albo słynne Da Da Da grupy Trio, zostały prze-aranżowane na egzotyczne rytmy. Następnie odwiedziłam Red Bull Music Stage, na której miał wystąpić elektroniczny duet z Montrealu – Essaie Pas.
Namiot wypełnił się dość mocnym basem, połączeniem coldwave z techno, oraz francuskimi zwrotami. Tuż po północy okrągłą scenę koło NOSPRu spowił dym. Ta minimalistyczna inscenizacja posłużyła jako tło dla twórczości Synów. Fanów nieco „blokerskich” tekstów w wykonaniu Piernikowskiego nie brakowało. Mimo miejsc siedzących, cała publiczność stała zarówno pod sceną, jak i w wyższych partiach amfiteatru i bujała się z innymi „białasami”, kontemplując „Prime Shit”.

Na sam koniec udałam się ponownie pod scenę miasta muzyki, gdzie miał wystąpić Son Lux. Jeżeli lubicie muzykę alternatywną, to tego zespołu raczej przedstawiać wam nie muszę. Muzycy zagrali zarówno swoje najpopularniejsze utwory, ale nie zabrakło też materiałów z najnowszej płyty. Niezwykła atmosfera jaka towarzyszyła na sali, potęgowała dźwięki płynące od tej trójki. Kontakt między publicznością a grupą, który się wytworzył, zapewne na długo pozostanie w pamięci wszystkich tam zgromadzonych. Było minimalistycznie ale efektownie zarazem. Romantyczność i delikatność z domieszką pewnego mroku, stanowiła idealną całość.

Jak co roku Tauron Nowa Muzyka Katowice nie zawiodło i obdarowało wszystkich różnorodnością, energią i wysoką jakością muzyki, którą znamy i lubimy oraz tej którą chcemy poznać. Nie ma chyba drugiego takiego festiwalu, który idealnie dopasowuje się w industrialny charakter miasta i daje nam możliwość odkrywania nowych brzmień w tak krótkim czasie.

Zajrzyjcie koniecznie do naszej galerii zdjęć z Tauron Nowa Muzyka Katowice 2018

Foto: Piotr Kozioł