Katowice – uwaga, gwałtowny wzrost stężenia metali ciężkich w powietrzu! | Metalmania 2018 [RELACJA/FOTORELACJA]

Dwudziesta czwarta Metalmania za nami! O tym, jak siódmego kwietnia odkryliśmy, że Katowice nadal pozostają polską ostoją metalu, przekonać się możecie w niniejszej relacji. 

Dwudziesta czwarta edycja – więc i zespołów grających w jej trakcie ponad dwadzieścia. I to w porach niekolidujących ze sobą nawzajem. Od wczesnego południa do późnej nocy Spodek niósł po Katowicach fanom mocnych brzmień falę dobrej nowiny – muzyka Emperora, Napalm Death, Asphyx, Destroyer 666, Kata i wielu innych niosła się z pewnością nie tylko po samym Spodku, ale i wokół niego – mowa bowiem o muzyce najgłośniejszej i – względnie – najmocniejszej.

Tradycyjnie już, na dwóch scenach królowały death, thrash i black metal. Z naciskiem (glana o posadzkę) na death. 

Obok tego mogliśmy podziwiać wystawę Christophe’a Szpajdela, znanego jako Lord of Logos, odpowiedzialnego za logotyp Emperora, Fallujah i dziesiątek, jeśli nie setek, innych szczęśliwych (lub całkiem smutnych – takie klimaty) zespołów. Ponadto bogactwo merchu, sposobność do wytatuowania się, wikt (bez opierunku). Standard – ale dobrze zorganizowany i skoordynowany. Zespoły trzymały się prawidłowo swoich widełek czasowych – na szczęście – bo rozpiska godzinowa już i tak była kilkukrotnie w ostatnich dniach przed imprezą zmieniana.

Metalmania
Ihsahn (Emperor) pokazał, że tej nocy imperatorem Katowic mogła być tylko jedna osoba.

Od redaktora: Metalmania ma się dobrze. W okolicach wczesnego popołudnia największe wrażenie wywarły na mnie zespoły z mniejszej sceny. Królowało eksperymentalne, drżące posadami Spodka gitarowe granie (Minetaur, Shodan, Inverted Mind, i tak dalej). Tymczasem im dalej w metalowy las, tym ciekawiej było na scenie głównej, gdzie prawdziwe show (z mojej prywatnej perspektywy) dał australijski Deströyer 666. Owe show trwało od tego czasu aż do samego końca tego festiwalu.

Przyznam, w moim osobistym odczuciu tegoroczny line-up postawił na dosyć monotoniczny zestaw zespołów – jednak trudno się tu do czegokolwiek przyczepić. Ot, kilkanaście nieprzerwanych, niczym niezmąconych godzin solidnego łojenia. Albo inaczej – pozwolę sobie zestawić dwa cytaty minionego wieczoru; tak jak wokalista Asphyx rzekł, zespoły z Polski, jak i z całego świata przyjechały, by dać nam “old good death metal” – jednak nawet wykonawcy przybyli z najdalszych zakątków naszego globu dali się ponieść magii polskiego, kultowego festiwalu – kwitując to soczystym, mięsistym “k***a! You’ve nailed’em all!”*.

Zapraszamy do poniższej galerii – być może znajdziecie tam siebie?


*Asphyx, chwaląc polską widownię, oczywiście.

Zdjęcia: Piotr Kozioł