Muzyka Wydarzenia

IT’S A KIND OF MAGIC, CZYLI QUEEN TRIBUTE W GDAŃSKU [relacja]

Niesamowita energia sceniczna i pełne pasji wykonania przebojów zespołu Queen, tego mogli właśnie doświadczyć widzowie, którzy postanowili spędzić sobotni wieczór, 28 października, w Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku.

Gwiazdy Rapsodii z demonem z warszawskiego Teatru RampaKuba Molęda, Jakub Wocial i Sebastian Machalski podczas koncertu zaprezentowali dobrze znane przeboje Queen, takie jak One Vision, Who Wants to Live Forever, Don’t Stop Me Now, Another One Bites the Dust, I Want It All czy We Will Rock You. W repertuarze znalazły się także niewykorzystane w spektaklu utwory.

Wielu artystów porywało się na utwory Queen i ponosiło klęskę. Kuba, Jakub i Sebastian nie silili się na udawanie Freddy’ego Mercury’ego. Słychać było, że wkładają serce i pasję w swoje wykonania. Dlatego też ich interpretacje utworów były tak znakomite. Śpiewali solowo, w duecie i tercecie. Talentu oraz ogłady scenicznej im nie brakuje. Wszyscy świetnie brzmieli. Widać było, że stanowią zgrany team, który czerpie przyjemność ze wspólnego przebywania na scenie. Wokalnie podobał mi się najbardziej Jakub Wocial, a największych zwierzęciem scenicznym był w moim odczuciu Sebastian Machalski, którego rozpierała rockowa energia udzielająca się wszystkim.

Bardzo podobała mi się interakcja artystów z publicznością. Czuło się wymianę energii. Panowie cały czas zachęcali ludzi do śpiewu, klaskania i wspólnej zabawy. Kuba Molęda wyszedł nawet do widowni – śpiewał schodząc po schodach. Szkoda, że Jakub i Sebastian nie poszli w jego ślady.

Na koncercie można było się delektować zupełnie nowymi, stworzonymi specjalnie do tego koncertu aranżacjami. Rockowy band pod kierownictwem Jana Stokłosy zagrał fenomenalnie. Solówki przykuwały uwagę i wzbudzały podziw. W skład zespołu weszli: Kornel Jasiński, Fryderyk Młynarski, Michał Polubiec i Maciej Papalski.

Tak prezentowała się setlista. Nie obyło się oczywiście bez bisów.

WRAŻENIA

To niezwykłe jak muzyka Queen podbija serca kolejnych pokoleń. Tego wieczoru znów ożyła i napełniła energią wiele osób. Podczas koncertów takich jak ten czuje się, że się żyje. Publiczność była zachwycona i zgotowała artystom długie owacje na stojąco.

Wiadomo, że na dobrej zabawie czas mija szybko jednak koncert minął zdecydowanie zbyt szybko. Byłam lekko rozczarowana jego długością i brakiem konferansjerki. Szkoda, że zabrakło chociażby krótkich przerywników pomiędzy utworami podczas których artyści mogliby na przykład opowiedzieć coś bliżej o Rapsodii z demonem, zwłaszcza, że przypadają właśnie dwa lata od momentu jej premiery w Teatrze Rampa. Myślę, że było to interesujące dla publiczności. Ja bardzo lubię takie momenty.

Żałuję również, że był to koncert siedzący. Widziałam, że większość publiczności trochę się krępowała i zwlekała z wstaniem z miejsc. Rozkręciła się na dobre dopiero na bisach. Jednak brakowało jej miejsca do szaleństw. Pewnie z tych względów jedna kobieta wskoczyła na scenę – obejmowała artystów i tańczyła razem z nimi. Czułam, że większość z nas jej zazdrościła i chciałaby dołączyć do zabawy. Mi osobiście marzy się koncert stojący w klubie, gdzie można dać pełny upust swoich emocjom i tańczyć. Naprawdę ciężko usiedzieć na miejscu, gdy słyszy się tak porywającą muzykę i takie energetyczne wykonania. Z tych względów koncert pozostawił mnie z lekkim niedosytem.

Artykuł zawierał opinię autora.

Dorota Jurek

Pasjonuje ją teatr i muzyka do których ucieka w wolnych chwilach. Wielbicielka musicali. Kocha podróżować. Stała bywalczyni koncertów podczas których odkryła, że fotografia to coś co daje jej radość, siłę i napędza do życia. Ciągle spragniona nowych doznań i wyzwań, bezustannie planująca.
dorota.jurek@kulturalnemedia.pl ; https://www.instagram.com/trudnaruda

https://www.facebook.com/trudnarudafoto/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *