Hunter to nie żaden boys band! [Relacja z Krakowa]

To jest metalowa kapela, a nie żaden boys band. Tak słowami Draka można podsumować to, co działo się 20 października w Klubie Studio. Bezkompromisowi artystycznie i scenicznie. W swoich utworach często poruszają kwestie etyczne, społeczne, obyczajowe i religijne, a podczas koncertów dominują, doprowadzając swoich słuchaczy do czystej gorączki. Hunter uroczyście otworzył świeżo wyremontowany największy klub w Krakowie!

Klub Studio — inauguracja!

Wreszcie się dokonało. Po rocznej przerwie drzwi Klubu Studio ponownie zostały otwarte. Serpentyny i konfetti wystrzeliły, ruszamy z koncertami! Oczekiwania były olbrzymie, jednak słysząc wypowiadających się wokół ludzi, możemy stwierdzić, że zostały one spełnione. Wchodząc do lokalu czuć moc. Wnętrza oparte na modnym ostatnimi czasy surowym stylu, czyli cegle i betonie, duża przestrzeń restauracji i przede wszystkim sali koncertowej. Cóż to będzie za widok, gdy zostanie cała wypełniona. Kraków czekał, czekał i ma. Brawo!

Support: Killsorrow

Kwestia supportu jest często marginalizowana, krytyczna. Młody zespół wychodzi na scenę i zostaje poddany próbie charakteru. Musi się wykazać, zaangażować wszystkie siły, aby zostać zapamiętanym. Ludzie nie do końca wiedzą kim jesteś, coś tam słyszeli, ale była to zaledwie chwila, zanim przełączyli na swoje ulubione zespoły. Na początku pod sceną są głównie Twoi znajomi, oczywiście o ile nie grasz w mieście oddalonym o 400 km od swojej miejscowości. Większość ludzi woli przyjść w momencie, kiedy do końca seta zostały Ci zaledwie dwa utwory (dobre i tyle), ale i tak robisz swoje. Trudne zadanie, prawda? Jak z nim poradził sobie zespół Killsorrow? Znakomicie!

Już pierwsze dźwięki intra zwróciły uwagę i przyciągnęły pierwsze ofiary pod scenę. Patrząc na Killsorrow, od razu można było zauważyć niesamowitą pewność siebie i profesjonalizm. Bardzo dobrze brzmiące riffy, szybkie i ciężkie. Czysty groove Marcina Parandyka, który idealnie zgrywał się z resztą składu. Masywna i dynamiczna gra perkusisty razem z w punkt bijącym basem, a do tego mnóstwo melodycznych partii solowych Michała Sokoła. Wszystko doskonale się łączyło, żarło. Nic dziwnego, że publiczność szybko podłapała klimat i z każdą chwilą coraz odważniej odnajdywała się pod sceną.

Podczas wiosennego koncertu Huntera w Klubie Kwadrat również miałem okazję ich zobaczyć i wysłuchać, ale to, co się działo przed kilkoma dniami, dosłownie wyrwało mnie z butów (podczas pogo). Co rzuciło mi się w oczy w pierwszym momencie, gdy zobaczyłem zespół? Ubranie żywcem wyjęte z filmu Mad Max. Robi wrażenie! Z pełnym przekonaniem zachęcam wszystkich, aby na najbliższe koncerty Huntera przyjść godzinę wcześniej i zobaczyć ich w akcji.

KillsorrowNiestety światło na scenie nie pozwoliło na wykonanie lepszego zdjęcia 😉

Hunter

Po krótkiej przerwie idealnej dla nawodnienia swojego ciała zaczęła się istna rzeź. Hunter wyszedł na scenę w swoich zakrwawionych fartuchach, zapraszając wszystkich do “Imperium UBOJU”. Stężenie dwutlenku węgla spowodowane sporym nagromadzeniem krakowskich Smoków doprowadziło do eksplozji energii pod sceną. Tym bardziej że następny utwór “Dwie Siekiery” to zawsze idealny wybór dla wszystkich pogujących. Tendencję schyłkową w przeglądzie dyskografii kontynuował “Płytki Dołek” z T.E.L.I., po czym pojawiła się zupełna nowość. Tuż przed rozpoczęciem jesiennej trasy i pierwszym koncertem w Gdańsku pojawił się singiel “kim”. Właśnie na niego czekaliśmy najbardziej. Przyjął się bardzo dobrze! Na razie nie ma mowy o nowej płycie, ale my już zacieramy ręce. A jeżeli mowa o nowościach to czas na “NieMy” z ostatniej płyty “NieWolnOść”.

Przed “kim” Drak zwrócił się jeszcze do Jelonka, aby dał nam szybki kurs BHP. Już na początku koncertu można było zauważyć białe ślady maści na prawej stronie jego ciała, które jak się okazało, nie były częścią charakteryzacji, a wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Płonący Jelonek był jednak z nami, za co bardzo mu dziękujemy! Kolejne utwory zgodnie z zapowiedzią były ukłonem w stronę starszej gwardii fanów. Z płyty Medeis mogliśmy usłyszeć “Fantasmagoria”, “Kiedy Umieram”, oraz “Mirror Of War”, natomiast z Requiem pojawił się “Freedom”, sięgający lat 90. Był to zarazem najstarszy utwór grupy zagrany tego wieczoru. Pod sceną ochrona miała jednak pełne ręce pracy, ponieważ młodzi również pokazali, że znają i szanują początkową twórczość zespołu.

Hunter 2Arkadiusz „Letki” Letkiewicz

Trasa promuje płytę “NieWolnOść”

Następna część rozpoczęła cicha intonacja “Stary niedźwiedź podobno śpi…” kawałka “Osiem”. Koncert trwa w najlepsze! Przed następnym tego wieczoru utworem z promowanej płyty Płonący Jelonek dał nam swoje irlandzkie solo, po czym Draku sprzedał informacje z plotek ulicznych. Czy Hunter gra dla dzieci? Jeżeli, tak to czas na kolejną zabawę “karaluch pogo”! Kto był już na wiosennych koncertach grupy, ten wie, o co chodzi, innym szybko tłumaczę. Jest to alternatywna wersja pogo wymyślona przez Japończyków, podczas której wszyscy ludzie padają na plecy i machają rękoma i nogami. Pozycja ma przypominać karalucha, który przewrócił się na plecy i walczy o swoje życie. Podczas poprzedniego koncertu w Krakowie, akcja skończyła się fiaskiem, jednak tym razem faktycznie Smoki pokazały, że jak chcą, to potrafią. Co więcej, podobno wyszła najlepiej na trasie. Ciekawe, co zespół powie w grudniu.

Karaluch pogoTak właśnie prezentuje się “karaluch pogo”.

Lubicie zwierzęta? My lubimy “Psi”! Utwór nie jest zbyt koncertowy, bardziej do posłuchania na słuchawkach, dlatego też nie często pojawia się w setliście, jednak cieszy fakt, że mogłem go usłyszeć na żywo. Był to również czas na zebranie sił przed ostatnimi numerami “Rzeźnia Nr6”, “Trumian Show” tańczonym w pary oraz utworem sygnującym ostatnią płytę – “NieWolnOść”. Ostatnimi oczywiście przed bisami. Nie trzeba było długo czekać, by Hunter ponownie pokazał się na scenie. A co nas jeszcze czekało? “T.E.L.I.”“Śmierci Śmiech”, a także inne single z “NieWolnOści” – “RiPosta DrugoKlasisty” i “Niewesołowski”.

Hunter 3Hunter: Paweł „Drak” Grzegorczyk, Piotr „Pit” Kędzierzawski, Michał „Jelonek” Jelonek,

Konrad „Saimon” Karchut, Dariusz „Daray” Brzozowski, Arkadiusz „Letki” Letkiewicz

Koniec

Koncert trwał dwie godziny, ale zespół, jak już zdążyli nas do tego przyzwyczaić, chwilę po występie wyszedł do swoich fanów. Były rozmowy, wymiana spostrzeżeń, wspólne zdjęcia. Klub Studio działa i już nie możemy doczekać się kolejnych koncertów.

Zobacz pełną listę wydarzeń w Klub Studio.

 

Tekst może zawierać opinię autora.

Zdjęcia własne.