30 stycznia ukazał się najnowszy album zespołu Banisher, zatytułowany Metamorphosis. Równocześnie w tym roku przypada 21 lat istnienia kapeli. Z tej okazji Hubert Więcek udzielił wywiadu do KM, w którym odpowiedział na kilka muzycznych, ale też nieco egzystencjalnych pytań. Zapraszamy!
30 stycznia wyszła Wasza najnowsza płyta – Metamorphosis. Jak należy rozumieć ten tytuł?
Tytuł Metamorphosis odnosi się do przemiany zarówno wewnętrznej, jak i tej, która dotyczy świata wokół nas. To symbol przeobrażenia wynikającego z bólu, utraty i doświadczeń ostatnich lat, które zostawiły trwały ślad w nas wszystkich. Ta „metamorfoza” nie jest czymś pięknym ani łatwym – to raczej brutalny proces, w którym trzeba zmierzyć się z własnymi słabościami, lękami i gniewem, by zrozumieć, kim się naprawdę stało. W kontekście zespołu to także pewien punkt zwrotny – dojrzalsze spojrzenie na muzykę, emocje i samą rzeczywistość, z której te utwory się narodziły.
O Waszych tekstach mówicie, że są “inspirowane snami i koszmarami, skłaniające do refleksji. Odzwierciedlają różnorodne emocje i tworzą oniryczną atmosferę, pełną konsternacji, przerażenia, rozpaczy i złości”, a co do samego Metamorphosis – “album jest głęboko zakorzeniony w historii samego zespołu, odnosi się również do szerszych tematów izolacji, niepewności, przemiany i upadku, które zdefiniowały ostatnie lata”. A czy można z tych tekstów wyciągnąć coś pozytywnego?
Myślę, że tak. Metamorphosis to album bardzo mroczny w swojej treści, lecz jego przesłanie nie jest wyłącznie negatywne. Teksty pokazują przemianę, która często rodzi się z cierpienia, strachu i chaosu, ale jednocześnie prowadzi do refleksji nad sobą i nad światem. To konfrontacja z własnymi demonami, z tym, co w człowieku najgorsze — i mimo że nie oferuje łatwego katharsis, to daje szansę zrozumienia, że nawet w destrukcji może kryć się potencjał do zmian. Ten album to nie tyle celebracja zła, co próba uchwycenia momentu, w którym człowiek staje twarzą w twarz z własnym cieniem i zaczyna dostrzegać jego znaczenie. Można więc powiedzieć, że pozytywne jest w nim samo przebudzenie — bolesne, ale niezbędne.
W jednym z wywiadów powiedziałeś, że Degress of Isolation jest oparte na Twoich przeżyciach za czasów grania w Decapitated, kiedy zostaliście aresztowani. A czy nowe utwory bazują na Twoim życiu?
Na szczęście, nowy album nie jest już tak mocno oparty na moich osobistych doświadczeniach, jak Degrees of Isolation. Tym razem teksty mają szerszy kontekst – odzwierciedlają sytuacje i emocje, które dotykają nie tylko mnie, ale praktycznie każdego z nas. To spojrzenie na wspólne doświadczenia: izolację, niepewność, strach przed zmianą, ale też potrzebę przetrwania i zrozumienia samego siebie w świecie, który momentami wydaje się całkowicie wymykać spod kontroli.
Od premiery Degress of Isolation minęło 6 lat. Teraz dopiero wychodzi nowy album. Z czego wyniknęła ta przerwa?
Ta przerwa wynikała z kilku powodów. Po wydaniu Degrees of Isolation całkowicie wyłączyłem tryb komponowania na ponad półtora roku. Zaledwie dwa tygodnie po premierze wybuchła pandemia, która na długo wprowadziła nas wszystkich w stan niepewności. Mógłbym wtedy zacząć pracę nad nowym materiałem, ale czułem, że potrzebuję dystansu po tak emocjonalnym albumie, dlatego pierwsze pomysły zacząłem zbierać dopiero pod koniec 2021 roku. Przez ten czas zajmowałem się m.in. prowadzeniem mojej szkoły gitarowej Hub’s Academy, dopracowywaniem i szkoleniem nowego składu zespołu – który zmieniał się kilkukrotnie – oraz licznymi projektami pobocznymi i gościnnymi nagraniami, jak również angażowaniem się w Dieth, z którym jestem związany od 2023 roku. Do tego dochodzi cały proces produkcji: komponowanie, aranżacja, nagrania, miksy, poprawki, grafika, teledyski i kampania wydawnicza. To wszystko sprawiło, że minęło trochę czasu, ale mogę zapewnić, że na wydanie następnej płyty nie trzeba będzie tak długo czekać – prace nad nowym materiałem już ruszyły.
Banisher ma już 20 lat, właściwie 21. Nie tylko założyłeś ten zespół, ale jesteś też jedyną osobą, która jest w nim od początku. Zawsze miałeś motywację, aby ciągnąć ten wózek? Czy pojawiały się chwile zwątpienia i chęć rzucenia tego?
Banisher to moje dziecko i zaszedłem z nim już za daleko, by oddać go do okna życia. Najgorszą rzeczą, jaką mógłbym teraz zrobić, to zrezygnować. Sztuka i tworzenie muzyki to coś, co zostanie ze mną do końca życia, a Banisher jest przestrzenią, w której mogę w pełni wyrażać swoje artystyczne potrzeby. To właśnie tutaj tworzę muzykę, która jest mi najbliższa – szeroko pojęty metal, czyli gatunek, który kocham najbardziej. Ten zespół to dla mnie coś znacznie więcej niż tylko projekt – to część mnie i mojego życia.
A żałujesz czegoś z tego okresu? Jakichś wydarzeń, podjętych decyzji, szans, które wykorzystaliście lub też nie?
Pewnie, że są rzeczy, których mógłbym żałować – błędy, decyzje czy sytuacje, które potoczyły się inaczej, niż bym chciał. Ale co by to teraz zmieniło? Najważniejsze, że zyskałem przez te lata potężny bagaż doświadczeń i wiem, co działa, a czego lepiej unikać. Niektórych rzeczy wciąż się uczę, bo ten proces nigdy się nie kończy. Kluczowe jest to, że wyciągnąłem z wielu sytuacji wnioski. Natomiast co będzie dalej? Jak to mawiam – karawana szczeka, a pies jedzie dalej.
Co uważasz za swój największy sukces?
Moim największy sukcesem to to, że postawiłem na swoim i robię to, co naprawdę kocham. Nie uległem oczekiwaniom innych – idę własną drogą i właśnie to daje mi największą satysfakcję.
A jak Ty się zmieniłeś przez ten czas? Nie tylko jako muzyk, ale też jako jednostka?
Wydaje mi się, że przez te lata trochę się uspokoiłem i ustabilizowałem w porównaniu z poprzednią dekadą. Patrzę na świat szerzej, z większym dystansem i zrozumieniem dla różnych perspektyw. Myślę, że po prostu dojrzałem – zarówno jako muzyk, jak i jako człowiek.
Jakbyś miał coś poradzić sobie z przeszłości – temu Hubertowi, który zakładał ten band, co byś powiedział?
Skończ MBA, nie bądź tak ufny wobec ludzi i pamiętaj, że większość dba głównie o własne interesy. Postaw na siebie i rób swoje, bo tylko to, co zbudujesz sam, naprawdę się liczy.
A jaką radę dałbyś ludziom, którzy zakładają zespół i chcą, tak jak w Twoim przypadku, aby muzyka stała się ich sposobem na życie? Co trzeba mieć, aby to się udało?
Ponownie: skończ MBA, nie bądź zbyt ufny wobec ludzi i pamiętaj, że większość dba głównie o swoje interesy. Postaw na siebie i rób swoje, bo tylko to, co zbudujesz sam, naprawdę się liczy.
A gdybyś nie poszedł w muzykę, czym zajmowałbyś się w życiu?
Kiedyś marzyłem, żeby zostać sportowcem ekstremalnym, ale w tej dziedzinie emerytura przychodzi chyba szybciej niż w metalu. Może zająłbym się czymś związanym z grami, bo zawsze mnie to interesowało. Trudno jednak powiedzieć — od ćwierć wieku nie robię praktycznie nic innego poza graniem muzyki. Myślę też, że mógłbym się odnaleźć jako stand-uper 🙂



![Deftones w Atlas Arenie w Łodzi [relacja] Deftones w Atlas Arenie](https://kulturalnemedia.pl/wp-content/uploads/2026/02/deftones-218x150.jpg)