23 listopada Hate i Hostia zagrali w Krakowie! Towarzyszyli im Shadohm i Infernal Flames! Jak było?
Na pierwszy strzał – Infernal Flames
Zacznę tę relację od negatywnego akcentu. Nie znałam wcześniej twórczości Infernal Flames, nie miałam też żadnych oczekiwań co do ich krakowskiego giga. Jednak nie podobało mi się – zespół nie dał od siebie w zasadzie nic, poza zagraniem swoich numerów i podziękowaniem publiczności za pojawienie się. Nie było właściwie żadnej interakcji z publiką i charyzmy, którą powinien mieć artysta i cały zespół. Dla mnie ich występ był mocno nijaki i, prawdę mówiąc, nic bym nie straciła, gdybym się nie pojawiła na tym supporcie…
Shadohm, czyli najlepszy punkt koncertu
Shadohm są moimi ulubieńcami od trasy Czarna Pascha w 2024 roku. I zarówno wtedy, jak i w marcu podczas Nowego Wierszalina byli moim głównym powodem, dla którego pojawiłam się na wspomnianych koncertach. W przypadku listopadowego giga – jedynym…
Tzw. horda Pavulona zaczęła swojego seta od nieopublikowanego wcześniej numeru, którego tytuł nie został podany. W dalszej części krakowska publika usłyszała takie numery, jak Blurred lub niedawno wydane Bleak Smile i Seen It All. Pojawiło się także outro, które rozpoczyna hit Korna pt.: Blind, które w przypadku amerykańskiej kapeli jest intro…
Tak naprawdę gigi Shadohmu można podsumować słowami Klamy z któregoś z wywiadów: “Na pełnej kurwie już od startu”. I tak było też tym razem – zespół wszedł na scenę jak po swoje i rozwalił system! Przede wszystkim za sprawą tego, jakim frontmanem jest Adrian – jego ekspresja na żywo, to jest dla mnie rewelacja. Plus to, czego ja się zawsze przy relacjach czepiam – kiedy on jest na scenie, nie brakuje interakcji z publicznością: Klama zachęcał publikę do podejścia pod scenę i machał osobom znajdującym się na balkonie.
Zresztą, Adrian jest genialnym wokalistą – niezależnie od tego, czy się wydrze, czy zaśpiewa, to ja nie mam pytań!
Cały zespół natomiast jest bardzo zsynchronizowany – tutaj wszystko jest na tip-top. Wynika to głównie z muzyki, jaką gra Shadohm, jednak jest to tym bardziej warte podkreślenia, że band, jak powiedział Kuba w jednym z wywiadów, nie gra prób…!
Jeżeli więc będziecie mieć okazję zobaczyć ten zespół na żywo – polecam całym sercem!
Co-headliner, czyli Hostia i gwiazda wieczoru, czyli Hate
Nie widziałam wcześniej Hostii na żywo. Nie znałam też za bardzo ich twórczości. Podobał mi się sposób, w jaki Łukasz przemawiał do publiki – nieco poważnie, oficjalnie, ale czuło się, że jest to trochę dla jaj… Z samego granie podobały mi się pierwsze dwa kawałki, jednak na tym koncert mógłby się skończyć. Utwory zlewały się dla mnie w jedno i, prawdę mówiąc, szybko zaczęłam się nudzić. Takie granie nie jest po prostu dla mnie…
Z Hatem była ta sama historia. Coś gdzieś słyszałam, ale nie przyszłam na ich, natomiast głupotą byłoby nie zostać do końca. Nie zmienia to faktu, że niewiele by mnie ominęło. Nie ujęli mnie niczym. Tytułów się nie odbiera i nie neguję tego, że jest to jeden z największych polskich zespołów metalowych, tuż obok Vadera i Decapitated. Jednak ich muzyka nie jest dla mnie – ponownie…


