EMØTIØNAL RØADSHØW, czyli Twenty One Pilots z całą gamą emocji

3 listopada pod halą Torwar w Warszawie kolejki wiły się wokół całego budynku. Najwytrwalsi czekali prawie całą noc. Wszystko z powodu pierwszego w Polsce występu zespołu Twenty One Pilots. Tłum wiernych fanów zespołu ignorował mróz, godziny bez picia, jedzenia, toalety i wieczorem dzielnie biegł przez halę, byleby tylko stać jak najbliżej swoich idoli. Choć wielu mogło się to wydawać być nieco dziwacznym zachowaniem, po takim show, jakie zrobili muzycy Joshua Dun i Tyler Joseph, mało kto był w stanie taką postawę zakwestionować. W chłodny czwartek Warszawa zionęła emocjami.

Lepsi od niemieckiej publiczności

Obecnie podczas trasy EmotionalRoadshow World Tour tuż przed Twenty One Pilots jako support gra irlandzki youtuber i muzyk indie znany jako Bry. Warto wspomnieć, że młody chłopak z Dublina otwarcie mówił przez lata, że jego marzeniem jest trasa z Twenty One Pilots, a na swoich portalach społecznościowych często określał zespół jako swój ulubiony nazywając przy tym siebie fanem. Dla publiczności, która już styczność z Bry miała był to więc wzruszający wieczór, gdy Irlandczyk wspominał o gwiazdach wieczoru podkreślając, że „właśnie teraz spełniają się jego marzenia”. Podczas swojego krótkiego występu starał się mówić po polsku, często żartował, opowiadał historie z poprzednich koncertów, wspominał o swojej internetowej karierze, próbując nawiązać kontakt z publicznością, sukcesywnie, bo choć nie wszyscy obecni znali twórczość muzyka, tak większość była chętna do tańczenia, a nawet do wyciągnięcia latarek i telefonów podczas jednej z akustycznych piosenek pod tytułem „Adventure Time”. Za tak piękny widok piosenkarz odwdzięczył się komplementami w stronę publiczności, a nawet porównał ją do fanów z zagranicy, mówiąc, że Polska bawi się dużo lepiej.

Zaskoczenie za zaskoczeniem

Na chwilę przed wyjściem gwiazd wieczoru scena została zasłonięta kurtyną. To postawiło fanów w gotowości, którzy zaoferowali Twenty One Pilots dużą niespodziankę. Zaraz gdy za kurtyną pojawiły się znajome im sylwetki a w tle dało się słyszeć intro „Fairly Local”, przed hitem „Heavydirtysoul” publiczność przygotowała białe i czerwone balony, które zaraz po opuszczeniu kurtyny zostały wypuszczone z rąk. Mimo znaku rozpoznawczego zespołu, czyli założonych na twarze maskach, na pewno nie uszło to uwadze chłopcom z Ohio, ci właśnie w tym momencie zaczęli swoje show. Można śmiało powiedzieć, że zaskoczenie zespołu i zaskoczenie fanów było wymienne. Muzycy pojawiali się na scenie i rozpraszali fanów puszczanymi na telebimach teledyskami, dźwiękami czy scenerią, by zaraz z niej uciec. Pierwszy szok wywołała szybka zmiana miejsc przez Tylera Josepha, piosenkarz usiadł przy pianinie, został okryty czarną płachtą by zaraz dokończyć piosenkę w najwyższym centrum trybun. Gdy wzrok publiczności skupił się na Tylerze, ze sceny zniknął perkusista Joshua Dun, którego zaraz potem można było obejrzeć w puszczonym na telebimach krótkim filmie.Ten zabieg znowu umożliwił muzykom przemieszczanie się, a nawet wymianę garderoby. Pierwsze cztery piosenki, „Heavydirtysoul”, „Hometown”, „Polarize” a także najnowszy hit zespołu, który został użyty w filmie Legion Samobójców „Heathens”, co widać było po reakcjach fanów były niemal jak pełen emocji spektakl, jednak artyści też pokazali wszystkim, że nie zawsze muszą siebie traktować poważnie. Tyler odniósł się do alter-ego przyjaciela z zespołu nazywając Josha Duna jego intenetowym pseudonimem „Spooky Jim Christmas”, gdy za ich plecami wyświetlono przerobione zdjęcie perkusisty. Dla utrzymania nastroju zaraz kolejnej krótkiej ucieczce ze sceny ponownie Joseph wkroczył ponownie niosąc ukulele w rękach. Publiczność skakała, tańczyła i śpiewała w radosnych rytmach „We Don’t Believe What’s  On TV” i „Judge”.

Jednak Twenty One Pilots nie zrezygnowali z zaskakiwania fanów. Przy wykonywaniu utworu Lane Boy w tle włączona została animacja przedstawiająca pseudo żołnierzy w kombinezonach chroniących przeciw substancjom niebezpiecznym i maskach przeciwgazowych. Ukryte znaczenie tego aktu ma pokazywać pewne ograniczenie zespołów muzycznych, którzy powinni nie schodzić z własnej, utartej ścieżki artystycznej.  Joseph i Dun kategorycznie się temu sprzeciwiają głosząc w piosence, że ich twórczość jest jedynie wtedy wolna, gdy grają koncerty. Piosenka została zakończona pojawieniem się na żywo postaci z animacji. Strażnicy ograniczonej twórczości muzycznej w swoich kostiumach i maskach wkroczyli na scenę i niby za karę zastosowali na muzykach i publiczności gaśnice wypełnione mgiełką wodną. W podobnym klimacie Muzycy zaczęli swój następny kawałek, „Ode To Sleep”, jednak nie planowali jej skończyć w zbyt przewidywalny sposób. W połowie piosenki zniknęli obydwoje. Piosenka była wykonywana dalej, bez przerwy, na telebimach pojawiły się przerobione teledyski, fani przez dłuższy moment nie do końca wiedzieli na co właściwie powinni patrzeć, a przynajmniej do momentu gdy dwójka z Ohio pojawiła się ponownie… na scenie po drugiej stronie hali. Tam rozpoczął się prawdziwy maraton wrażeń. Muzycy wykonali aż siedem swoich najstarszych piosenek począwszy od „The Pantaloon”, „Fall Away”, „Johnny Boy”, „Forest”, „Addict With a Pen”, „March To The Sea”, skończywszy na „Kitchen Sink”, przeplatając wszystkie utwory ze sobą nawzajem. Kto nie śpiewał, wolał pewnie lepiej zostać zupełnie cicho, by rozkoszować się bolesnymi słowami piosenek, ale także magicznym widokiem cieni zespołu odbijających się na murze Torwaru. Muzycy wrócili na główną scenę zaraz przed wykonaniem „Holding On To You”, ale nie potrafili pozostać w jednym miejscu na długo, wokalista skakał w stronę tłumu podając fanom ręce, a perkusista Josh został wyniesiony wraz z częścią swojego instrumentu na ręce tłumu. Tuż przed wykonaniem ostatniego utworu o tytule „Trees”, Joseph wygłosił krótkie przemówienie w stronę polskich fanów zapewniając ich o tym jakie emocji to oni zaoferowali zespołowi. Wokalista powiedział, że w pewien sposób czują się jak w domu grając koncert w Polsce. Wzruszająca piosenka poprzedzona tak ciepłymi słowami, wysypane czerwone confetti oraz pełen skład zespołu stojący na rękach publiczności to widok, który u wielu osób wywołał łzy wzruszenia, co w takiej sytuacji jest w pełni zrozumiałe.

Diabeł tkwi w szczegółach

Nie ma rzeczy, której Joseph i Dun by dokładnie nie przemyśleli i nie ustalili przed koncertem, dlatego ważnym aspektem tak wielkiego show była nawet zmiana garderoby. Muzycy zaczęli koncert mając na sobie czerwone marynarki i czarne materiałowe maski. Chociaż maski towarzyszą zespołowi od lat, marynarki są kojarzone z najnowszą twórczością, a ta kombinacja kolorów stała się wręcz symbolem trasy EmotionalRoadshow. Oczywiście zespół nie mógł na tym poprzestać. Gdy Josh przebrał się w wygodniejsze spodnie i pojawił się bez koszulki, Tyler pojawił się w białej koszuli i czerwonej czapce, ta z kolei jest kojarzona z ostatnią płytą „Blurryface” i teledyskiem do piosenki „Stressed Out”. Później wokalista zmieniał swój wizerunek już co chwilę. Podczas piosenek granych na ukulele pojawił się ubrany na czarno, z narzuconym kimono w kwiatki i okularach z białymi oprawkami. Natomiast podczas grania starszych kawałków obydwoje muzycy zaskoczyli nie tylko swoim nagłym pojawieniem po drugiej stroni hali, ale także ubraniem- jednoczęściowymi piżamami we wzór szkieletu. To może się odnosić do tego jak nazywają siebie fani zespołu, to jest “Skeleton Clique”. Po powrocie na główną scenę, Twenty One Pilots zdążyli zmienić swoje ubrania jeszcze dwa razy w przeciągu pięciu piosenek. Nie jest to jednak kaprys chłopaków, każdy strój ma symbolizować kolejny utwór i wiążący się z nim nastrój.

Niezawodni fani

Chyba każdy się zgodzi z tym, że polska publiczność na koncertach jest niezawodna i gwarantuje świetną zabawę. I w tym dniu polscy fani nie zawiedli. Wspieranie muzyków rozpoczęło się już na samym supporcie.  Podczas ostatniej piosenki o tytule “Care” fani wyciągnęli kartki z napisem „Thank You, Bry”, widok zdziwionego muzyka był wart starań. Ale dopiero wypuszczone balony przed występem Twenty One Pilots pokazały prawdziwe zjednoczenie wszystkich obecnych. Natomiast podczas największego hitu zespołu czyli „Stressed Out” ci co mieli miejsce siedzące wyjęli białe kartki, a osoby bawiące się na płycie czerwone, obydwie miały mieć napis „FPE”, czyli „The few, the proud, the emotional”. Można śmiało powiedzieć, że ta akcja jest międzynarodowa, jednak w warszawskim Torwarze widok ze sceny przypominał polską flagę. Najwięksi fani także nie zapomnieli o układaniu palców w znak |-/, logo zespołu podczas utworu „Heathens”. Efekt wzruszył muzyków, sami nazwali publiczność „mniejszością, dumną i uczuciową”, odnosząc się do własnej piosenki  o tytule „FairlyLocal”

Niedocenieni na skalę światową

Choć od wydania ostatniej płyty sukces grupy Twenty One Pilots ciężko przebić, a chłopcy górują na listach przebojów, krytycy muzyczni nadal skupiają się na komercyjności zespołu, a poza przemyślanym i udanym, prawdziwym show muzycy potrafią dużo więcej. Ciężko wrzucić Josepha i Duna do jednego worka, duet tworzy w każdym możliwym gatunku muzycznym, począwszy od indie, przez rap aż po elektronikę wykorzystując pianino, mocną perkusję i subtelne ukulele, a niekiedy nawet trąbkę. Chłopcy są niesamowicie uzdolnieni muzycznie, co bez najmniejszego problemu pokazują na żywo. Z łatwością zmieniają tonację, nie robiąc przy tym chaosu z koncertu. Występ na żywo pokazał także zróżnicowaną skalę głosu Tylera i talent do płynnego przechodzenia z szybkiego rapu, na delikatny śpiew, ale też w donośny krzyk.

Koncert taki jak ten w Warszawie to nie tylko upust emocji dla fanów i zespołu, ale przede wszystkim pokaz kunsztu muzycznego duetu z Ohio i niesamowite widowisko. Nazwa trasy na pewno nie została wybrana przypadkowo, tak wręcz zaprojektowane  i przytrzymujące w napięciu show zostaje w pamięci widza na długo.

Julia Gembczyk