Diapositive “Diapositive” – recenzja

Blues żyje i ma się dobrze!

Blues to bardzo stary gatunek. Właściwie to od niego zaczęła się współczesna muzyka rozrywkowa. Obecnie blues wyewoluował w wielu różnych kierunkach. Bardzo często nie przypomina pierwowzoru. Jednym z zespołów, które grają muzykę mocno osadzoną na jego fasadzie jest krakowskie Diapositive.

Diapositive

Kolektyw powstał w 2014 jednak debiutancka płyta, została wydana w syczniu 2017 roku. I to właśnie ta płyta jest tematem tej krótkiej recenzji. Uprzedzę pytania i zażalenia, że przecież to już roczny staroć. Co z tego? Album dopiero teraz trafił w moje ręce i do mojego odtwarzacza. I bardzo się cieszę, że w ogóle trafił. Więc zapraszam.

Bez ciśnienia

Jak już wspomniałem, grupa powstała w 2014 roku i początkowo funkcjonowała jako instrumentalny kwartet. Do składu dość szybko dołączyła wokalistka i to był prawdziwy start Diapositive. W mgnieniu oka powstał materiał na płytę, jednak przez pewien okres był on ogrywany tylko na koncertach. Na szczęście muzyka doczekała się uwiecznienia. Mamy więc bardzo fajny, blues-rockowy album, który porywa już od pierwszych sekund.

Siedem utworów, trzydzieści kilka minut ciekawej i przemyślanej muzyki. Wydawać się może, że blues-rockowa forma już jest wyczerpana i oblatana. Jednak ekipie z Krakowa udało się nagrać płytę, która naprawdę zapada w pamięć. Całość jest zróżnicowana, bo mamy tu bardzo fajne petardy jak i piękne, spokojne ballady. Już intro albumu zachęca do odbycia muzycznej podróży w którą zabiera nas Diapositive. Grupa w swojej twórczości sprytnie wplata elementy retro oraz southern rocka. To właśnie dzięki takim zabiegom album odchodzi od typowych blues-rockowych rzeczy. I bardzo dobrze. Mamy więc fajny klimat, który bardzo dobrze buja, mamy różnorodność kompozycji, a w finale wszystko jest spójne i pasujące do siebie.

Pasuje idealnie

Spójność i dobre brzmienie to właśnie największy atut Diapositive. Słychać, że muzycy wiedzą co robią. Słychać również, że nie spieszyli się z debiutem. To jest doskonałe podejście, stworzyć materiał, ograć go na koncertach, wgrać się w niego i dopiero ze stuprocentową pewnością siebie wejść do studia. W ich muzyce słychać paczkę zgranych kumpli, którzy mimo różnych inspiracji znajdują wspólny punkt i razem brną do przodu. Do tego wokalistka, która idealnie odnalazła się w zespole. No właśnie, wokalistka. Na początku miałem z nią delikatny problem, jednak z czasem doszedłem do wniosku, że jest naprawdę dobra i pasuje tu jak ulał. Gdy trzeba potrafi zadziornie pokrzyczeć i wyciągnąć niezwykłe nuty. Ale jeśli trafi odpowiedni moment, potrafi swoją barwą załagodzić całość i zabrzmieć wręcz erotycznie. Dwie gitary mają interesujące pomysły i pięknie się uzupełniają. Czasem wymieniając solówkami czy riffami, czasem po prostu wspólnie plumkając. I najważniejsze, sekcja. Zgranie basu z bębnami jest świetne i nadaje wspaniałego, bluesowego pulsu.

Podsumowanie

Podsumowując, jest to płyta, która zdecydowanie trafia w gusta fanów blues-rockowej stylistyki. Jednak dzięki nieoczywistym pomysłom na piosenki spodoba się każdemu miłośnikowi dobrej muzyki. Mnie kupili tą płytą. Jestem oczarowany.

Maciej Juraszek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here