COMA w Stodole [relacja z koncertu z 3 grudnia 2017 roku]

3 grudnia 2017 roku zespół COMA wystąpił w klubie Stodoła. Tym razem łódzka kapela promowała wydaną w tym roku płytę Metal Ballads vol. 1.

SUPPORTY

Publiczność rozgrzały występy dwóch kapel – Ultranoire oraz Snowman. Pierwszy z nich to węgierski duet, który miałam okazję słuchać po raz pierwszy. Tworzą go Josef Stapel i Szilard Kun. Grają elektroniczną muzykę taneczną. Określają ją jako electro-noire. Niestety ich muzyka nie podbiła mojego serca. Zdecydowanie lepszy moim zdaniem występ dał Snowman, czyli macierzysty zespół wokalisty Myslovitz, Michała Kowalonka, pochodzącego z Poznania. W maju 2017 roku, ukazała się ich kolejna płyta – Gwiazdozbiór. To głównie utwory z tego wydawnictwa zespół zaprezentował publiczności zgromadzonej w Stodole. Grali naprawdę świetnie, a słuchacze entuzjastycznie reagowali na ich muzykę. W jednym z utworów dołączył do nich na scenie Piotr Rogucki.

GWIAZDA WIECZORU

Po godzinie 21 nadszedł czas na gwiazdę wieczoru, czyli zespół COMA. Koncert rozpoczęli utworem Leszek Żukowski, z płyty Pierwsze wyjście z mroku, czym wywołali gorące reakcje ze strony fanów

Piotr Rogucki przedstawił publiczności nowego członka zespołu, Pawła Cieślaka, który jest producentem ostatniej płyty i zadebiutował w składzie podczas trasy koncertowej Metal Ballads vol. 1.

Łódzka formacja zagrała wszystkie utwory z tegorocznego wydawnictwa oraz kilka utworów z pozostałych płyt (np. Trujące rośliny, System, Los cebula czy Skaczemy w nowej aranżacji). Razem z nimi wystąpili na scenie goście specjalni – Marcelina w utworze Nie mogę zasnąć oraz Skubas w Spadam. Były to świetne wykonania, jedne z najmocniejszych punktów koncertu.

Odniosłam wrażenie, że publiczność najbardziej żywiołowo reagowała na stare piosenki, szalejąc i śpiewając. Jednak na utworach z ostatniego wydawnictwa Comy również dobrze się bawiła.

W niektórych tekstach Piotra Roguckiego z Metal Ballads vol. 1  można się doszukać swoistego komentarza do obecnej polskiej rzeczywistości (Odwołane, CukiernicySnajper), do czego zresztą wokalista odniósł się podczas koncertu. Takie momenty, w których zwracał się bezpośrednio do publiczności były bardzo ciekawe. Można było się trochę więcej dowiedzieć na temat utworów z nowej płyty.

Zespół pokazał po raz kolejny, że ceni swoich wiernych fanów. Jednej z nich, Kamili, zadedykował utwór Proste decyzje z okazji jej setnego koncertu Comy.

Piotr przypomniał, że na przyszły rok przypada dwudziestolecie zespołu. Niestety nie wspomniał, czy zespół w jakiś szczególny sposób sposób zamierza świętować ten fakt. Liczymy, że i tym razem COMA zaskoczy swoich fanów, jak to ma w zwyczaju.

REFLEKSJA KOŃCOWA

Zespół pokazał, że jest w bardzo dobrej formie koncertowej. Panowie świetnie ze sobą współpracowali. Widać było, że po tylu latach na scenie wciąż czują radość z grania i kontaktu z publicznością.

Na koncerty Comy chodzę od 7 lat i muszę przyznać, że ten koncert nie niósł dla mnie już takich intensywnych wrażeń jak kiedyś. Sentyment do starych utworów pozostał i znakomicie się przy nich bawiłam. Przykładowo Leszek nadal brzmi magicznie i sprawia, że zalewa mnie fala emocji. Zabrakło mi takiego utworu jak Transfuzja kiedy to publiczność oddychała jednym rytmem. Ktoś powie: Ale ile to można to grać?! Też prawda. Rozumiem, że zespół eksperymentuje i nie nagra drugiego wyjścia z mroku. Jednak nic nie poradzę na to, że nowe utwory z Metal Ballads vol. 1. już mnie tak nie porywają, nie niosą pokładów rockowej energii, która napędzała mnie i sprawiła, że krew szybciej krążyła w żyłach. Mimo wszystko w wersji koncertowej i tak podobały mi się bardziej niż na płycie.