Bastille na Neverworld Festival

Pojawili się tutaj pierwszy raz w roku 2012 po premierze singla Flaws. Powrócili po 6 latach i dwóch płytach. Jak wyglądał koncert Bastille na Neverworld Festival?

Są świeżo po wydaniu najnowszej piosenki – Quarter Past Midnight i przed wydaniem płyty. Tak jak zapowiedział wokalista zespołu, Dan Smith, premiera odbędzie się pod koniec tego roku. Nie znamy jeszcze nazwy trzeciego krążka, ani dokładnej daty. Bastille na Neverworld zamknęli cały festiwal.

Powroty

Dobrze was znów widzieć Neverworld – tymi słowami powitał publiczność wokalista zaraz po oklaskach kończących Good Grief. Na setliście znalazły się zarówno piosenki z pierwszego albumu – Icarus, These Streets, Laura Palmer – jak i z drugiego – Warmth, Blame, Fake It. Bastille dołożyli jeszcze piosenkę z filmu Bright World Gone Mad oraz swój najbardziej popularny cover Of The Night. Na Flaws Dan Smith jak podczas każdego koncertu, wszedł w publiczność, aby razem z fanami tańczyć do piosenki. Quarter Past Midnight oraz Pompeii zamykało półtoragodzinny występ Brytyjczyków.

Bastille na Neverworld
Dan Smith wśród publiczności podczas Flaws // fot. Agnieszka Oleńska
Nowe barwy – Bastille na Neverworld Festival

Dla zespołu ostatnie miesiące były bardzo pracowite – po trasie ReOrchestrated, na której odwiedzili największe miasta Europy w akompaniamencie orkiestry symfonicznej, wydali swój nowy singiel i pracują nad nową płytą. Estetyka i kolorystyka naokoło muzyki Bastille przeszła swoistą metamorfozę. Do tej pory ich rekwizyty i wygląd sceniczny bazowały w ciemnych kolorach. W momencie premiery nowej piosenki na scenie zawitały kolory, bębny z flagą LGBT+ i rażące barwami podstawy instrumentów.

Bastille na Neverworld
fot. Agnieszka Oleńska
Już dobrze wiecie, że jestem beznadziejnym tancerzem

Bastille są jednym z tych zespołów, które na żywo brzmią jeszcze lepiej niż na płytach. Inaczej aranżują niektóre swoje utwory i za każdym razem zmienia to ich odbiór. Co szokuje? Możliwości wokalne Dana Smitha. Biega po scenie, skacze, wchodzi na głośniki i w widownię, a jego głos nadal brzmi czysto. Nie było momentu, w którym dało się usłyszeć jakikolwiek fałsz. Swoimi możliwościami był w stanie uciszyć cały Neverworld, szczególnie było to słychać w piosence Two Evils. Zespół oprócz tego, że brzmi świetnie, przez cały koncert utrzymuje kontakt z publicznością. Każe nam tańczyć i skakać razem z nimi. Do śpiewu nikt nie musiał zachęcać. Festiwalowicze bez zająknięcia odśpiewywali razem z zespołem największe hity. Niech ten kto nie ma na sobie chociaż kropli potu podniesie rękę – zażartował Dan Smith po drugiej piosence.

Showmani?

Bastille nie grzeszą na scenie ogromną charyzmą. Nie usłyszymy na koncercie wielu historii czy żartów. Czuć od nich niepewność, która jednak nie działa na niekorzyść. Występy są dopięte na ostatni guzik. Od zespołu bije ogromne zaangażowanie w muzykę, i emocje towarzyszące wykonywaniu piosenek. Widać na przestrzeni lat, jak bardzo ewoluowali i ile pewności siebie zyskali na scenie. Na koncertach możemy się zarówno wytańczyć i wyskakać, jak i odprężyć się przy spokojniejszych utworach. Jednym słowem – nie nudzimy się.

Koncertowy majstersztyk – Bastille w swoim żywiole

Występ Bastille na Neverworld był idealnym zamknięciem festiwalu. Ich sceniczne światła i kolory przepięknie wpasowały się w scenerię wydarzenia – zapewnili  nie tylko przyjemność słuchania, ale również oglądania występu. Organizatorzy zadbali o piękne fajerwerki podczas Good Grief i Pompeii, na Things We Lost In The Fire. Po bokach scen zionął ogień, a na Quarter Past Midnight publiczność przykryło konfetti.

Nibylandia pod Londynem czyli Neverworld Festival