Bass&Beat Festival – celebracja muzycznych debiutów [fotorelacja]

Bass&Beat Festival
fot. Antonina Tucka

W miniony weekend (7-8 grudnia) we wrocławskim Imparcie odbyła się druga edycja Bass&Beat Festival. Bas, będący tytularną osią wszystkich projektów, prezentowanych na festiwalowych scenach, nieraz stanowił dopełnienie czy część całości. Wspólnym mianownikiem wszystkich występów na festiwalu było słowo debiut.

 Paderewsky od/nowa

Podczas dwóch wieczorów na Scenie Teatralnej, jak i Kameralnej, znajdujących się w Imparcie, publiczność mogła usłyszeć i doświadczyć niecodziennej selekcji artystów. Uroczystą inauguracją całego przedsięwzięcia był premierowy występ projektu #PaderewskyOrchestra. Było to bez wątpienia niespotykane połączenie klasyki ze współczesnym brzmieniem elektroniki. Także przełożenie w pewnej części dzieł wielkiego kompozytora na język jazzu spotkało się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem uczestników koncertu. Przez pozostałą część wieczoru dało się słyszeć pochlebne opinie, kierowane nieraz bezpośrednio do muzyków obecnych wśród festiwalowiczów.

Miodowy duet

Po oficjalnym otwarciu do uszu słuchaczy popłynęły słodkie, skoczne ‘basy’, przyprawione minimalistycznymi tekstami w wykonaniu duetu Honeycomb. Głosy Zuzy i Włødzimierza złączone ze sobą brzmiały niezwykle melodyjnie, stąd całe wystąpienie miało w sobie aurę ‘lekkości’, i autentyczności. Publika oczarowana urokiem i atmosferą, wykreowaną przez artystów, nie pozostała obojętna, okazując swoją aprobatę m.in. w okrzykach Jesteście super!. Duet premierowo zaprezentował kilka utworów, w tym numer Zapominam się, dzięki któremu w internetowym plebiscycie Bass&Beat Festival zajęli drugie miejsce.

Jazz Spirit

Wybitnym zwieńczeniem pierwszego dnia festiwalu był wyjątkowy koncert zespołu Spirit Fingers. Amerykańska formacja zaserwowała wrocławskiej publiczności jazz w najbardziej wysmakowany z możliwych sposobów. Siła drzemiąca w ich muzyce, spotęgowana radością grania i silną ‘chemią’, panującą pomiędzy grającymi – stanowiły wybuchowe połączenie tego wieczoru. Warto zaznaczyć, że Amerykanie przyjechali do Wrocławia, by promować swój debiutancki krążek Spirit Fingers (2018). Muzycy byli wzruszeni i zaskoczeni tak pozytywnym i ciepłym przyjęciem ze strony polskiej publiczności.

Zespół dźwięków z północy 

Drugiego dnia publiczność miała okazję posłuchać, specjalnego gościa, tej edycji festiwalu, ‘zespołu z dźwiękami północy’ – MOA. Twórczość grupy można porównać do stylistyki Mumford & Sons, podszytej islandzkim folkiem. Całość dopełniona, a wręcz ukoronowana przeszywającym wokalem Marty Fitowskiej, której wrażliwość i energia sceniczna, przywodzą na myśl Florence Welch, z jej hipnotyzującymi ruchami. Zespół premierowo zaprezentował utwory, mające pojawić się na debiutanckim krążku MOA, który (podobno) ma niedługo ujrzeć światło dzienne.

Pulsujące wibracje kosmosu

Na Scenie Kameralnej natomiast pojawiło się trio Mundi (od mundus – kosmos, wszechświat) w składzie: Dorota Kołodziej (wokal), Michał Wilczyński (gitara),  Marzena Cybulka (bas). Grupa wygrała w internetowym plebiscycie Bass&Beat Festival, a podczas swojego występu zaprezentowała festiwalowej widowni m.in. autorskie utwory Joga i Karate, a także popularny  Wicked Game  w subtelnej, i zmysłowej aranżacji.

Yazmin Lacey

Tegoroczną edycję Bass&Beat Festival zamykał koncert brytyjskiej songwriterki i wokalistki – Yazmin Lacey. Artystka swoim delikatnym, acz momentami lekko załamującym się głosem, okraszonym łagodną, wibrującą chrypką – przypomina “grzeczniejszą” wersję Amy Winehouse. To porównanie pojawia się też ze względu na szalenie szczere teksty Yazmin, w których gorzką rzeczywistość, kontrastuje z pulsującym soul’owym brzmieniem. A jak wiadomo wcześniej przywołana już Amy właśnie na autentyczności i szczerości, zawartej w utworach, budowała swoją legendę. Wokalistka swą ciepłą barwą, koi uszy słuchaczy i pozwala im na chwilę oderwać się od przyziemnych trosk.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o