Artysta jakiego jeszcze nie było! | Perfect Son – “Cast”

Perfect Son – Cast

Wiele lat musiało minąć, żebyśmy w końcu doczekali się polskiego artysty w szeregach kultowej wytwórni Sub Pop Records. W tym roku w końcu możemy powiedzieć, że mamy swojego przedstawiciela w katalogu amerykańskiego labelu. Czy najnowsze dzieło Tobiasza Bilińskiego sprostało wysokim oczekiwaniom? Zapraszam do recenzji albumu Cast.

Perfect Son – Cast [recenzja]

Nie będę zbyt oryginalny, jeśli powiem, że byłem bardzo podekscytowany na wieść o premierze albumu pod szyldem Sub Pop. Cast był jednym z tych albumów, na który w 2019 roku czekałem najbardziej. Wszystko za sprawą pierwszego singla promującego to wydawnictwo – It’s For Life, który mnie absolutnie uwiódł. Nie będę ukrywał, że twórczość Tobiasza zawsze była mi niezmiernie bliska. Bardzo lubiłem muzykę projektu Kyst, a piosenki Coldair zapętlałem setki, a może nawet tysiące razy. Znając niezależność, wrażliwość i konsekwencję w dążeniu do celu artysty, spodziewałem się, że najnowsze dzieło może być kolejną solidną porcją muzyki przez niego zaserwowaną. Zgodnie z moimi oczekiwaniami, tak właśnie się okazało. Perfect Son to zupełnie nowy rozdział w karierze Tobiasza. To jaki jest debiutancki album tego projektu? Czy artysta sprostał oczekiwaniom?

Tobiasz Biliński i jego inspiracje amerykańską muzyką

Krążek to bardzo spójna, mocno melodyjna i wypełniona syntezatorami i świetnie brzmiącą perkusją podróż przez alternatywną muzykę rodem z USA. W każdym utworze słychać inspiracje amerykańskimi kapelami. Muzyka potrafi być nieco chaotyczna, ale zarazem jest mocno wyrazista. Mamy tutaj mocno zróżnicowane utwory, jednak tworzące kompletną całość, którą słucha się z przyjemnością. Jak wspomniałem wcześniej, jednym z głównych elementów krążka są wszechobecne syntezatory, które przypominają mi wczesne dzieła Depeche Mode, a momentami nawet solowe dokonania Thoma Yorke’a.

Kompozycje są bardzo zróżnicowane, od bardziej spokojnych i „balladowych” (Old Desires, High Hopes), po te zdecydowanie bardziej drapieżne i nieposkromione (Promises, Reel Me). Mimo tej różnorodności, spójność albumu to jego największa zaleta. Słuchając Cast, ciężko znaleźć słabszy, niepasujący do reszty moment. Dodatkowym atutem jest bardzo charakterystyczny, ciepły wokal Tobiasza, który świetnie wkomponował się w te wszystkie elektroniczne dźwięki.

Perfect Son – nowy projekt, nowe brzmienie

Fani projektu Coldair mogą być trochę w szoku, w którym kierunku tym razem poszedł artysta, choć już na albumie The Provider w pewnym stopniu wykazał zainteresowanie tego typu brzmieniami.  Mimo wszystko jako Coldair, Tobiasz często tworzył akustyczną, intymną muzykę, Perfect Son jest bardziej nieprzewidywalny, nośny, a momentami w swojej konstrukcji, wpada w stylistykę shoegaze. W swojej twórczości, artysta jest oryginalny i autentyczny, co jest mocno wyczuwalne podczas obcowania z krążkiem. Wszystkie trzy single na płycie spełniają swoją rolę, choć oczywiście nie jest to muzyka dla masowego słuchacza, przez co próżno szukać ich w największych rozgłośniach radiowych. Jednak najlepsze albumy bronią się nie singlami, a wszystkimi utworami tworzącymi całość.

Najlepsze momenty Cast

Mimo że artysta najbardziej zaskoczył mnie tymi bardziej drapieżnymi utworami jak My Body Wants, czy singlowe It’s For Life i Lust, to najbardziej urzekły mnie te bardziej subtelne, kameralne fragmenty albumu. Absolutnym faworytem jest piosenka High Hopes, która może nie wyróżnia się pod względem konstrukcji na tle innych utworów, ale przenosi ogromne pokłady emocji. Bardzo delikatny, niemal szeptany początek jest idealnym wprowadzeniem, tworzącym unikalny klimat. Bogatsze instrumentarium pojawia się dopiero w kończącej fazie, a taki zabieg idealnie się komponuje z prostym, ale bardzo zmysłowym tekstem. Kolejnym utworem, który wywarł na mnie spore wrażenie jest So Divine, którego słucha się z wyjątkową lekkością. Tutaj już dzieje się więcej niż w utworze opisywanym wyżej. Dużo bogatsza jest warstwa zarówno muzyczna, jak również liryczna. Wokal Tobiasza jest różnorodnie modulowany, co pokazuje ogromne możliwości artysty w tym aspekcie.

Czas podsumowań

Pierwszy album pod szyldem Perfect Son to świetny start, mam nadzieję długoletniej współpracy z Sub Pop. Jest to nienależny, przemyślany i bardzo ambitny krążek, którego polska muzyka alternatywna potrzebowała. Na tle konkurencji wyróżnia się znakomitą produkcją i świetnym zmysłem muzycznym twórców. I mimo że brakuje tutaj pojedynczych utworów zapadających w pamięć i mogących służyć jako radiowe single, to krążek broni się jako całość. Od razu słychać, że jest ona przemyślana w każdym calu i nie została wydana pośpiesznie, wykorzystując szum medialny związany z podpisaniem kontraktu z Sub Pop Records. To prawdopodobnie jedna z najlepszych płyt, które usłyszeliśmy w tym roku! Tobiasz Biliński swój nowy projekt zaczyna od ogromnego sukcesu, teraz tylko pora na udowodnienie klasy poprzez wydanie drugiego, równie dobrego krążka. Trzymam mocno kciuki!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here