Krzysztof Piskorski – „Zadra” [recenzja]

zadra

Magia, Nowa Polska, dziewiętnastowieczne technologie, suspens i aura wojny – co mogło w tym tyglu pójść nie tak? Otóż nic! Zadra – a raczej jej świeża reedycja – jest wciąż tak samo dobra jak w dniu premiery jej pierwszej części. 

Zadra nie należy do najcięższej z możliwych lektur. Jest lekka, często zabawna, a fantazyjność jej świata przedstawionego potrafi zaskoczyć w przede wszystkim miły sposób. Oto mamy XIX-wieczną Europę. A konkretniej  wersję jej historii mocno alternatywną i nieoczekiwaną, gdzie trupy wstają z grobów, po niebie kursują koleje, a nieokiełznany ether stanowi niezbędny element napędzający nową epokę.

Połączenie prochu strzelniczego i magii nie jest dla fanów fantasy żadnym nowym zjawiskiem. Jednak jaka inna pozycja na rynku wrzuca w ten cały miszmasz historię Polski? Jako fan mechanoidów Jakuba Różalskiego nieraz uśmiechnąłem się pod nosem w trakcie lektury Zadry, właśnie za sprawą poczucia „polskości” w tym bądź co bądź zamerykanizowanym nurcie fantastyki.

Zrozumiecie zresztą, gdy ujrzycie kolosalną różnicę między bohaterami powieści. Chodzi mi tu oczywiście o chodzącego wiecznie z głową w chmurach Maurice’a oraz Stanisława, będącego jego mocnym przeciwieństwem.

Siedemset stron, trochę humoru, trochę dramatu i garść oryginalnych pomysłów. Zadra próbuje odnaleźć balans pomiędzy sporą ilością scen batalistycznych (wszak mamy dziewiętnasty wiek) a mnogością opisów przeróżnych uroków świata przedstawionego i sprawnie jej się to udaje.

Steampunk 2.0

Z książkami Piskorskiego jeszcze nie obcowałem. Wiem, że jego nowsze tytuły są jeszcze lepiej oceniane od Zadry. Przyznam, iż fakt ten nastraja mnie bardzo pozytywnie na przyszłe doświadczenia z tym autorem, ponieważ już sama Zadra jest bardzo porządnym kawałem lektury. Myślę, że na jej dobry odbiór wpłynęła także kwestia umiejscowienia tomu pierwszego i drugiego w obrębie jednej książki (co jest jednym z powodów jej świeżej reedycji, jaką recenzuję). Przyjemnie jest mieć w ręku kompletną historię, szczególnie tak ładnie wydaną. Możemy wsiąknąć w ten świat magii i pary bez obaw, że zakończenie książki pozostawi nas z poczuciem niedokończonych spraw.

Miłośnicy steampunku najpewniej znają już dobrze ten tytuł. Jeśli jednak jakimś trafem amatorom magii i maszyn parowych przeszedł on przed nosem, jego nowe wydanie to dobry pretekst do rozpoczęcia przygody z Piskorskim.

Zadra


Dziękuję wydawnictwu Literackie za egzemplarz recenzencki.