preppersi
Literatura

Wojciech Chełchowski, Andrzej Czuba – Preppersi [Recenzja]

Każdego dnia znajdzie się gdzieś na świecie taki kult, taki człowiek, który powie, że jutro nadejdzie apokalipsa. Może gdy przyjrzymy się niespełna trzystu stronom porad czystych w swej pasji jak łza, poświęconym pasjonatom przetrwania – przeżyjemy? O ile nie przegapimy końca świata, przygotowując się nań, bo roboty będzie wiele. Oto „Preppersi – przygotowani do przetrwania”.

 

 

Gdzie z tymi łapami?

Mierzymy się ciężkim wzrokiem; ja, no i czerwonawa, wytłoczona na okładce książki maska przeciwgazowa. Ma dwa filtry, a tytuł – dwóch autorów. Wyobrażam sobie, że są oni takimi swoistymi sączkami, odcedzającymi w swoim dziele fakty od mitów. Dziennikarze stojący za „Preppersami”, mogący pochwalić się pracą w „czołowych wydawnictwach prasowych”, stworzyli coś, co w polskich realiach jest zjawiskiem niecodziennym.

Książka wprowadza czytelnika w temat mikrokultury preppersów stopniowo. Kolejno – odniesienia do tego, jak się takowa narodziła, sięgając od czasów zamierzchłych, aż do okresu najnowszego – kiedy to survival uległ popularyzacji na terenie Polski, co nastąpiło przed około ośmioma-dziesięcioma laty. Wszystko w atmosferze reportażowej, z obfitymi nawiązaniami do słów konkretnych osób ze społeczności. Wypowiadają się tu naukowcy-preppersi, internauci-preppersi, Kowalscy-preppersi.

Potknięcie po rozbiegu

Zawartość tytułu jest poszatkowana na drobne i trudno jednoznacznie orzec, czy to dobrze, czy może źle.
Sprzyja ona nie czytaniu go od deski do deski, a przeglądaniu losowo otwartych stron. Problem zaczyna się, gdy nadchodzą próby przebrnięcia przez ów w całości. Choć temat przewodni – przetrwanie, świadomość, że wszystko, co najgorsze, może nadejść w każdej chwili, przygotowania na zagrożenie – utrzymuje się przez całe kilkaset stron, to wiele wątków znika, by powrócić w niekoniecznie dobrze dobranych momentach.

Fragmenty poświęcone konkretnym pomysłom, sposobom przygotowań na ewentualne sytuacje, są napisane w sposób najciekawszy. Pozwalają wczuć się na chwilę w rolę osoby, która tym żyje. Również rozdzielone na dni, tygodnie i miesiące plany działania są interesująco skonstruowane. Przypominają one dosyć mocno treść książki „Zombie survival”, autorstwa Maxa Brooksa.

Bilokacja produktu

I choć preppersi, idąc za słowami autorów, sposobów na rozpalenie ognia potrafią znaleźć parędziesiąt, to czy tej książce ich wystarczy, by rozgrzać swoimi wizjami czytelników? Twór ciekawy, bo napisany z perspektywy naszego kraju, a tego jeszcze nie było, ale radzę traktować go z przymrużeniem oka. Pozycja dobra do przejrzenia i wglądu, lecz niekoniecznie do konsumpcji od A do Z.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *