Weronika Madejska „Bez glutenu, bez wyrzeczeń” [recenzja]

Wiosna to czas zmian i wdrążania w życie noworocznych postanowień, w szczególności tych dotyczących zażywania ruchu i zdrowego odżywiania. Siłownie są przepełnione, w eko sklepach widzimy kolejki…
Jednak zmiana stylu życia w praktyce dla większości bywa trudna – kojarzy nam się z wieloma wyrzeczeniami, drastycznym cięciem kalorii, jałowymi posiłkami… Czy naprawdę tak to musi wyglądać? I co z wegetarianami i osobami mającymi pokarmowe nietolerancje, np. na gluten?
Tutaj z pomocą przychodzi Weronika Madejska z książką kucharską Bez glutenu, bez wyrzeczeń.
Z pewnością każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

„Nie tylko wierzę, ale jestem przekonana, że świat można zmieniać na lepsze, rozpoczynając od siebie. Ufam, że moje przepisy są w stanie nie tylko rozjaśnić bezglutenowe życie, ale również dodać mu piękniejszych, bardziej wyrazistych barw”.

Recenzowana przeze mnie książka to ponad dwieście stron pełnych zdrowych, pełnowartościowych przepisów na potrawy. Dzieli się na poszczególnie rozdziały: chleb, śniadania, obiady, kolacje, słodkie, torty.
Każdy przepis jest dokładnie opisany i okraszony pięknym, apetycznie wyglądającym zdjęciem danego posiłku. Znajdziemy przepisy zarówno na banalne i szybkie dania, jak i na te nieco bardziej czasochłonne; myślę jednak, że i tych mimo wszystko warto od czasu do czasu spróbować. Odkryjecie nowe smaki, polepszycie swoje zdrowie i samopoczucie, a do tego – stracicie parę zbędnych kilogramów !
Oprócz przepisów znajdziemy także informacje o tym, jak odnaleźć się w dzisiejszym świecie, pełnym gotowych produktów naszprycowanych glutenem i chemią.

Smacznie, zdrowo, kolorowo

Bez glutenu, bez wyrzeczeń to idealna książka dla osób cierpiących na celiakię, a także dla każdego przeciętnego Kowalskiego szukającego natchnienia oraz powiewu świeżości i nowości w swojej codzienności. Przepisy są łatwe w przygotowaniu i niezbyt kosztowne. Ten przepiśnik to piękniejsza strona diety; bez katuszy, bez wyrzeczeń, ale za to – ze smakiem.
Piękne zdjęcia zachęcają do przygotowania posiłku we własnej kuchni i podzielenia się nim z przyjaciółmi i bliskimi. Niejeden deser z pewnością zrobi furorę na rodzinnym zjeździe czy wśród kolegów z pracy.
Zdziwił mnie tylko fakt, że autorka umieszcza przepis na tak banalne danie, jakim jest owsianka… Ale cóż, może istnieją jeszcze gdzieś na świecie osoby, które o niej nie słyszały?

To co pieczemy?

Osobiście polecam książkę każdemu wielbicielowi gotowania, bo wydaje mi się, że jest warta przetestowania. Dania nie wymagają szczególnych zdolności, każdy jest w stanie je wykonać. Na pewno każdy znajdzie jakiś nowy przepis, z którym do tej pory nie miał styczności, a który urozmaici jego dotychczasową dietę.
Ja tymczasem lecę upiec ciasto jogurtowe z owocami!