Warszawski zawadiaka na marginesie życia [recenzja]

na marginesie życia

Stanisław Grzesiuk – tego pana chyba nie trzeba przedstawiać. O tym głośnym warszawiaku słyszał niemal każdy Polak. Ikona i twórca kultury warszawskiej ulicy skończyłby w tym roku okrągłe 100 lat!

Byłoby tak, gdyby przebiegła choroba nie pokrzyżowała mu planów. Grzesiuk zmarł w 1963 roku na gruźlicę, ale nawet ona nie zdołała uśmiercić jego niesamowitej pogody ducha. Poświęcił jej cały trzeci, a zarazem ostatni tomik Na marginesie życia. To co? Gotowi na solidną porcję Grzesiukowego humoru?

Czy tak być musi?

Po 5 latach w obozach koncentracyjnych, Grzesiuk spędza 10 lat w sanatoriach, lecząc się na gruźlicę. Wielu pacjentów załamywało się chorobą – nasz warszawiak nie miał zamiaru podzielić ich losu. Kurował się, zażywał lekarstwa i poddawał zabiegom, ale głównym jego antidotum był śmiech, zabawa i muzyka.

Na marginesie życia

Autor opisał swój pobyt w instytucjach, ludzi, jakich tam poznał, ich zachowania, uczucia, problemy. W zabawny i typowy dla siebie sposób omawiał swoje przygody i hece, które regularnie odprawiał kolegom, obcym i personelowi. W książce znajdziemy wiele radości, ale także cudzego bólu. Nie brakuje tematyki opuszczenia przez najbliższych, utraty pracy czy samej śmierci. Opisuje dokładnie problemy społeczne, zarówno swoje, jak i towarzystwa. To opowieść o ludziach, od których świat się odwrócił. Stąd też enigmatyczny tytuł Na marginesie życia, a więc na granicy śmierci, powodowanej przez chorobę i towarzyszące jej liczne konsekwencje.

W naszym pokoju wciąż humor i kawały

Jest to książka biograficzna, napisana w pierwszej osobie prostym i przyjemnym w odbiorze językiem. Grzesiuk pisał szczerze i niczego przed czytelnikiem nie ukrywał. Najnowsze wydanie zawiera przywrócone fragmenty autora, które niegdyś przez cenzurę zostały skreślone. Dzięki temu zabiegowi możemy poznać dokładne odzwierciedlenie sanatoryjnej rzeczywistości oraz zawieranych tam kontaktów. Autor utrzymuje swój styl z poprzednich książek – znajdziemy więc sporo warszawskich powiedzonek, niecenzuralnych słów i dowcipów.

Czy pani nie zdaje sobie sprawy z tego, że pani jest brzydka?

Znany także z zawadiackiego charakteru, nieraz był powodem licznych spięć i kłopotów, zarówno dla pacjentów, jak i personelu. Bronił swego i każdego traktował tak, jak sam był przezeń traktowany – nieważne, czy chodziło o kobietę czy mężczyznę. Niejednokrotnie został wrogiem płci pięknej ze względu na swą szczerość i uszczypliwość, ale niespecjalnie się tym przejmował. Zawsze wszystko odbywało się na wesoło.
Sam o sobie pisał, że tam gdzie on, tam albo draka albo humor.

Pacierza i alkoholu nigdy nie odmawiam

Często naginał regulamin pijąc alkohol, nie przestrzegając ciszy czy wychodząc bez przepustki poza teren placówki. Mimo to bardzo dobrze znał swoje prawa, więc zawsze potrafił się wybronić i walczyć o swoje (a także cudze, gdy była taka potrzeba). Zawdzięczał to swojej inteligencji i zdolności do błyskotliwych ripost. Z takim kawalarzem nie sposób się nudzić!

Kochany chłop z niego!

Jako pacjent był nieznośny, ale tylko w czasie kuracji leżącej. Podczas zabiegów Grzesiuk był pacjentem idealnym, który to nigdy na ból się nie skarży i zachowuje się tak, by nie jemu, a personelowi było jak najlepiej. Dzielne zachowanie, kawały oraz zabawianie muzyką sprawiły, iż żył z pracownikami w zgodzie i nigdy karnie z żadnego z zakładów nie został wydalony.

Nie wie pan jeszcze, co ja potrafię i do czego jestem zdolny!

Tekst rozpoczyna się od krótkiego wywiadu z autorem oraz licznych recenzji jego książki przez magazyny. Tworzy to świetny przedsmak do rozpoczęcia lektury. Zarówno w pierwszej książce Grzesiuka Pięć lat kacetu, drugiej Boso, ale w ostrogach, tak i w trzeciej podoba mi się jego autentyczność i brak zahamowania w opisywaniu zdarzeń. Autorowi nie zależy na tym, by pokazać się w jak najlepszym świetle – jawnie ukazuje swoje wady i słabości, wyraża głośno swoje zdanie i nie zważa na język i myśli. Jest bardzo autentyczny i mimo wybuchowego charakteru zaskarbia sobie serce i podziw czytelnika. Wydawnictwo Prószyński i S-ka wykonało kawał świetnej roboty tworząc obecne wydania – zarówno kwestia wizualna, jak i przywrócony tekst tworzą znakomitą całość.

Na marginesie życia, podobnie jak poprzednie książki Grzesiuka, jest świetna i godna polecenia. Ten tom osobiście podobał mi się najbardziej – momentami ubawiłam się do łez, a humorystyczny styl autora nie pozwolił na nudę ani na chwilę. Porusza wiele wątków, wzbogaca o nową wiedzę z zakresu medycyny i kontaktów międzyludzkich. Znakomity umilacz czasu dla osób w każdym wieku, nieważne, czy zdrowych czy chorych – Grzesiuk zafascynuje i rozbawi każdego. Polecam!