Tommy Wallach “Przed końcem świata” [recenzja]

Co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że niedługo znikniesz Ty i cała reszta?

„Przed końcem świata” jest debiutancką powieścią Tommy’ego Wallacha. Głównymi bohaterami są czterej uczniowie: Peter, Andy, Eliza oraz Anita. Każdy z nich jest w innej sytuacji życiowej oraz stoi na innym szczeblu w hierarchii szkolnej.

Peter jest gwiazdą koszykówki. Eliza jest uznawana za dziwkę. Anita jest kujonem, a Andy? Andy to Andy. Z deskorolką.

Losy tej czwórki zaczynają się przeplatać w momencie, w którym prezydent Stanów Zjednoczonych ogłasza, że w stronę Ziemi leci niebieska gwiazda – Ardora. Pojawia się wtedy coraz większy chaos w mieście; niektórzy panikują, a kolejni najprościej w świecie z niego uciekają. Trwa walka o jedzenie, a z czasem zaczynają odcinać prąd. Głównym celem czwórki bohaterów jest zaś zorganizowanie balu, który ma uczcić ostatni dzień życia na Ziemi – i w sumie o tym jest cała ta powieść.

W książce można znaleźć też wątki poświęcone miłości, przyjaźni, buncie i walce do samego końca. Jednakże to wszystko. Powoli wchodząc w fabułę, poznajemy też stopniowo czwórkę bohaterów. Każdy rozdział jest zawsze opisywany z perspektywy jednego z nich, co jest moim zdaniem bardzo fajnym pomysłem.

Przyznam, że lekturę czytało mi się bardzo szybko i bez większych komplikacji. Nie było opisów na parę stron, a akcja działa się w dobrym tempie. Ne uznaję jednak tej książki za jakieś większe arcydzieło. Widać, że Wallach czuje się komfortowo pisząc powieści młodzieżowe i robi to na dobrym poziomie. Trochę smuci mnie to, że pojawił się w książce modny ostatnio „trójkąt miłosny”, ale to jest jeden malutki minus, na który można zresztą przymknąć oko.

Reasumując, książka jest idealna na wieczorne odstresowanie się. Można też ją wykorzystać jako odskocznię po jakiejś innej lekturze, która dała nam lekkiego kaca książkowego.