Stephen King “Lśnienie” [recenzja]

Witamy w Panoramie!

Akcja książki rozpoczyna się w momencie, w którym rodzina Torrance przeprowadza się do hotelu “Panorama”, gdzie Jack zostaje dozorcą. King postarał się, by każdy wątek rozwijał się w wolniejszym tempie, abyśmy mogli bez przeszkód wkroczyć w rytm tej historii. Podoba mi się to, że możemy wejść w skórę każdego członka rodziny Torrance (choć Wendy była mocniej ukazana dopiero podczas finału książki) oraz innych postaci, w tym Dicka Halloranna.

Samo wprowadzenie w historię hotelu “Panorama” sprawia, że ma się taki psychiczny dreszczyk w sobie… tylko dreszczyk, gęsiej skórki to ja nie miałam. Wszelakie morderstwa, mafie oraz ten tajemniczy pokój 217 sprawiły, że hotel został wykreowany z duszą. Śmiem wręcz powiedzieć, że sama uznałam, że to jest jeden z bohaterów tej książki!

Bardzo przypadł mi do gustu wątek relacji członków rodziny Torrance, wielka miłość rodziców do syna Dannego oraz ich burzliwa przeszłość w małżeństwie i rodzinie. Cała ta rywalizacja o syna pomiędzy rodzicami była dla mnie dosyć zaskakująca, a zazdrość Wendy w niektórych momentach troszeczkę mnie śmieszyła, gdyż jest to moim zdaniem dosyć niecodzienne zjawisko.

Danny, sześcioletni chłopiec o ponadprzeciętnym ilorazie inteligencji, posiadał tak zwaną “jasność”, pozwalającą mu przewidzieć sytuacje, które nadejdą w najbliższym czasie, jak i odgadywać myśli innych osób. Nie powaliła mnie mnie kreacja tej postaci aż tak, by się nad nią zachwycać, choć uważam, że sam pomysł jest nawet dobrze trafiony. Mimo wszystko urzekło mnie to, że chłopiec pokazywał wielką miłość do ojca. Nawet mimo rzeczy, które ten mu w przeszłości zrobił, jak między innymi połamanie mu ręki.

Finał powieści był wręcz niczym wielki młot, który trafił w moją głowę. Siedziałam w nocy przy biurku i nie potrafiłam się oderwać. Akcja tak nagle przyśpieszyła, że grzechem byłoby odłożyć książkę w takim momencie. Tak nagłe rozkręcenie tempa było moim zdaniem wręcz fenomenalne.

Czytając tę książkę mogłabym nawet nie mieć okładki, a i tak bym wiedziała, że autorem jest Stephen King. Jego styl pisania sprawia, że powieść pochłania się naprawdę w ekstremalnie krótkim czasie. Wszelakie opisy, a zwłaszcza wulgarne wypowiedzi tam się znajdujące, nadają całości charakterystyczną otoczkę, z której autor jest znany. Nie ulega wątpliwości, że częściowo to właśnie on nauczył mnie używania wulgaryzmów w niektórych sytuacjach…

Nie była to moja pierwsza książka króla horrorów. Jednakże poczułam się trochę tak, jakbym czytała go po raz pierwszy. Podsumowując – nie była to najlepsza powieść Kinga, którą miałam okazję przeczytać, lecz trafiałam też na gorsze rzeczy w jego wydaniu. Uważam, że o tym decyduje już kwestia gustu. Finito.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o