Zaklinając słowa | Spadek, jaki zostawiła nam Ursula Le Guin

Ursula le Guin

Ursula Le Guin – wybitna pisarka łamiąca na dziesiątki sposobów stereotypy dotyczące fantastyki. Popularyzatorka sci-fi i fantasy, matka rozsypanych światów Ziemiomorza i niegościnnego Hain, kochająca babcia ludzkich istot. Jej dorobek nie zostanie zapomniany; a z jego znaczeniem, jak i wpływem na literaturę, jaką znamy, zapoznać się możecie za pośrednictwem niniejszego tekstu.

Wyjątkowe w kwestii twórczości Le Guin było nieszablonowe podejście do różnych tematów. Weźmy przykładowo pod ostrzał postaci dobrze znane kulturze masowej, które przeszły ciekawą transformację za sprawą Ziemiomorza – czarowników i magów.

Tak rodzą się archipelagi

Przed rokiem 1968, w którym to został spłodzony Czarnoksiężnik z Archipelagu, w mentalności znakomitej większości fanów fantasy przeważał obraz maga jako brodatego, posiwiałego ze starości mędrca o potężnej wiedzy i niezmierzonej mocy. Osobnika tajemniczego, poniekąd niepokojącego za sprawą swojej niepojętej dla zwykłego śmiertelnika potęgi. Oczywiście to Władca Pierścieni, wydany na trzynaście lat przed ukazaniem się pierwszego tomu Ziemiomorza, pomógł ukształtować taki jego obraz; pomocny był również arturiański Merlin, będący jeszcze bardziej stetryczałą jednostką od tego pierwszego.

Ot, pomacham trzy razy swoją różdżką i zgładzę przerośniętego demona, ale w moje osobiste pobudki to proszę się nie mieszać!

Wracając jednak do wspomnianego roku 1968 – Czarnoksiężnik objawia się czytelnikom fantastyki (no, może nie w Polsce, gdzie zjawia się z klasycznym, 15-letnim opóźnieniem) i wywraca do góry nogami archetyp tego biednego, starego czarownika – choć nie do końca. Główny bohater Ziemiomorza, Ged, szerzej znany jako Krogulec, nijak nie pasuje do obrazu tajemniczego tetryka.

Zaklinaczka słów

Młodzieniec posiadający moc, lecz niedysponujący adekwatną wiedzą; ocierający się o śmierć za sprawą tego, jak bardzo nie radzi sobie ze świadomością siły słów i prawdziwych imion istot i obiektów (co wiązało się z całkowitą kontrolą nad nimi). Wreszcie uczeń, któremu towarzyszymy w kolejnych etapach poszerzania wiedzy i zdobywania mocy.

Było to naówczas podejście do tematu maga zupełnie odmienne od tego utartego przez klasyków. Co teraz wydaje się standardem – spójrzcie chociażby na Harry’ego Pottera czy Czarnego Maga od Trudi Canavan – wtedy było nowością.

Podobnych przykładów wyjątkowości dzieł Ursuli Le Guin można przywołać dziesiątki.


Ursula Le Guin

Krótki wtręt: jeżeli chcielibyście zapoznać się z Ziemiomorzem w najprzystępniejszy możliwy sposób, to polecam uczynienie tego za pośrednictwem jednotomowego  wydania od Prószyńskiego.

Jest piękne – i, co ważniejsze, kompletne, ponieważ z dostępnością wszystkich tomów tej opowieści naprawdę bywa różnie. Sam tego doświadczyłem, dysponując niepełną kolekcją starych wydań, które darzę ogromnym sentymentem. Jako dziecko bardzo ubolewałem nad posiadaniem tylko czterech z sześciu tomów, bo część historii musiałem sam sobie dopowiadać.


Uniwersum Ziemiomorza opierało się na sile słów; i to sposób ich kreślenia znacząco odróżniał jego autorkę od innych ojców i matek fantasy lat 70. Kobiety nie publikowały wtedy zbyt często książek o podobnej tematyce, często spotykały się z krytyką grona twórców zdominowanego przez mężczyzn. Le Guin spotkała się z ciepłym przyjęciem już za sprawą Czarnoksiężnika. Cały cykl z tej serii cechował się odejściem od sztampy heroic fantasy – więcej było tu ze spokojnej baśni, z delikatnego języka, poetyckiego piękna wiszącego w powietrzu. Doprawdy, wręcz trudno ująć to odpowiednimi słowami. Mniej siekania mieczem na prawo i lewo, więcej zadumy, czego ukoronowaniem było powolne w swojej akcji i zorientowane na wnętrza bohaterów Tehanu. Cytując zresztą fragment Urodzin świata:

Słowa mają rozmaite rozmiary, gęstość, głębię, ciężar. 

Nie samymi historiami fantasy jednak żyjemy

Lewa Ręka Ciemności, powieść, która przyniosła autorce międzynarodową sławę (zdobywając Nebulę i Hugo), to kolejny przykład jej niezwykłego wpływu na fantastykę towarzyszącą nam w XXI wieku. Wszak wypuszczenie w 1969 historii o planecie hermafrodytów i ludzkiego wysłannika, który próbuje się jakoś z nimi porozumieć, to nietuzinkowa opowieść również na dzień dzisiejszy. Nawet nasza rodzima literatura zdaje się pobrzmiewać echami dokonań tej wybitnej autorki – na przykład w Panu Lodowego Ogrodu widać kilka motywów charakterystycznych dla tego, co Le Guin rozpowszechniła.

Na koniec chciałbym dodać, że ekranizacja Ziemiomorza nie należy do najlepszych – jest to produkcja typowo telewizyjna, spłycona i pozbawiona tego specyficznego klimatu. Tytułem audiowizualnym godnym uwagi jest za to animacja Opowieści z Ziemiomorza z 2006 roku. Ma przepiękną ścieżkę dźwiękową i potrafi wzruszyć nawet kamień.

Ursula le Guin
Opowieści z Ziemiomorza (2006)

Nie będzie dużą przesadą powiedzenie, że wszyscy – kulturowo – zawdzięczamy pani Le Guin naprawdę wiele.

A Wy? Przebyliście już Ziemiomorze i uciekliście z Planety wygnania?


Grafika wyróżniająca: Mists of Earthsea autorstwa Kalanemi