Sarah Lotz – Dzień Czwarty [recenzja]

czwarty

Sylwester na luksusowym okręcie wycieczkowym to całkiem przyjemna perspektywa, nie sądzicie? Gorzej, gdy statek ulega uszkodzeniu, a na jego pokładzie dochodzi do szeregu awarii uziemiających (a może raczej – uwadniających?) podróżnych w morskim więzieniu. “Dzień czwarty” Sarah Lotz to dobre połączenie światów rozbitych pomiędzy thrillerem a horrorem. Poznajcie szczegóły w recenzji!

 

 

Nie taki znowu Titanic

Kiedy wszystko idzie nie po myśli głównych bohaterów, a na ziemię padają pierwsze zwłoki, wnętrza protagonistów zaczyna ogarniać coś gorszego niż sam trupi jad. Mieszanka trwogi, izolacji od świata zewnętrznego, paranoi – wybuchowa mikstura, która może zaprowadzić ich w naprawdę ciemne zakamarki psychiki owcy zagnanej w róg razem z resztą stada.

I tak właśnie wygląda odbiór powieści – obserwujemy, jak stado zdezorientowanych homo sapiens pogrąża się w chaosie. Szukając swego pasterza, ich racjonalizm ulega stopniowej degradacji, aż do poziomu zerowego. Muszę przyznać, że autorka naprawdę wie, co robi. Z tego, co wydedukowałem, jest to druga książka w jej dorobku (po “Trojgu”, z którymi niestety nie miałem okazji obcować – co jednak nie stanowi przeszkody, bo obie te powieści, pomimo powiązań, są kompletne i stanowią odmienne historie), a poziom warsztatowy, językowy, czy sam scenariusz wydarzeń – są naprawdę ciekawe i przyciągają uwagę odbiorcy od początku do końca.

Znak jakości by Stephen King

Bardzo dużym minusem książki jest nie sama jej treść, a ogromny spoiler, jaki odnaleźć możemy na wewnętrznej stronie okładki. Odkrywa przed czytelnikiem zbyt wiele kart, przez co wiele zwrotów akcji traci na nieprzewidywalności i zwiększa dystans pomiędzy odbiorcą a autorką “Dnia czwartego”.
Posiłkując się Grafiką Google, odkryłem, że w wersji angielskiej problem ten nie występuje.

Opis w oryginale jest zwięzły i zdradza minimum: ot, thriller, ktoś lub coś grasuje na statku, Stephen King poleca, kropka. Dlatego, jeżeli jesteście zainteresowani najnowszym dziełem Sarah Lotz, to proponowałbym tam nie zaglądać.

W paszczy szaleństwa*

Swoją drogą, nie tylko komentarz Kinga zdaje się łączyć tę książkę z jego dokonaniami. Oprócz ciekawej intrygi i stale utrzymującego się napięcia, również forma przywołuje mi na myśl wczesne kingowskie dokonania. Pamiętacie akta na tyłach “Carrie”? Zbiorowa histeria, apokalipsa wisząca w powietrzu?

Tak, tu też są obecne. Autorka zastosowała ciekawy zabieg, polegający na częstym żonglowaniu rozdziałami. Już nie tylko bohaterowie nie wiedzą, gdzie wylądują za parę stronic, bo my, czytelnicy, również borykamy się nagle z tym problemem. Jeśli konstrukcja książki celowo miała wywołać w nas poczucie dezorientacji koegzystujące z fikcyjnymi postaciami – dobra robota!

Jeśli widzieliście film “Coherence”, znany w Polsce pod spłyconym tytułem “Równolegla rzeczywistość” i spodobał Wam się on, to bierzcie “Dzień czwarty” w ciemno. Podobnie mogę poradzić tym, którzy lubią książki opierające się na niedopowiedzeniach (choć mogłyby one zostać zarysowane nieco mocniej) i UDANYCH romansach horroru z thrillerem.

*naprawdę dobry film!