Misjonarze z Dywanowa – Jonasz, czyli lać na oficera

Misjonarze z Dywanowa: Jonasz
fot. Patryk Idziak

Czasem kontynuacje książek okazują się być kompletnie do niczego, przez co dosyć często człowiek zastanawia się, czy aby na pewno chce zaczynać drugą część danej serii. W przypadku Misjonarzy z Dywanowa możemy być spokojni, Misjonarze z Dywanowa. Część II: Jonasz to godny następca pierwszej części cyklu.

Duże ryzyko, ale się udało!

Władysław Zdanowicz podjął się ryzykownego wydania powieści na własną rękę, tzw. self publishingu, a książki tego typu, w Polsce, nie cieszą się zbyt dużym zaufaniem. Czytelnicy przywiązani są do logo wydawnictwa, a poza tym istnieje mniejsze ryzyko trafienia na beznadziejną książkę. Jednakże autor Misjonarzy z Dywanowa podołał wszystkiemu. Wydał, wypromował i zdobył bardzo dobre recenzje.

Zmiany techniczne w książce

Tym razem książkę otrzymujemy w zupełnie innym wydaniu, to znaczy, zmianie ulega papier, materiał okładki oraz dochodzą zdobienia. Od strony technicznej jest o wiele lepiej. Okładka prezentuje się bardzo ładnie, a zastosowany rodzaj tytułu i innych napisów tworzy bardzo dobry klimat. Na chwilę obecną wpisuje się w moje top 10 ulubionych nadruków na okładkach. Poza tymi zmianami, na uwagę zasługuje dygresja autora, zamieszczona na czwartej stronie, której treść brzmi:

Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz podzielić się swymi uwagami, spostrzeżeniami, sugestiami i wnioskami dotyczącymi tej książki, albo – czego też wykluczyć nie można – jej autora pochwalić, co byłoby może nawet dlań miłe, czy zganić, co byłoby może nawet konstruktywne, napisz na adres: księgarnia.zdanowicz@pro.onet.pl

Być może wydaje się niczym szczególnym, ale według mnie to świetna sprawa. Czytelnik może być bliżej autora, a przecież autor to takie dziwne stworzenie.

Misjonarze z Dywanowa - Jonasz
http://kwidzyn.osdw.pl

Kontynuacja Misjonarzy z Dywanowa

Pierwsza część Misjonarzy z Dywanowa kończy się, kiedy szeregowy Leńczyk trafia do specjalnego plutonu rotacyjno-dyspozycyjnego. Autor urywa historię w bardzo ciekawym momencie.

Druga część stanowi kontynuację jego przygody w tymże plutonie. Piotr Leńczyk, jak to na niego przystało, dalej pakuje się w kłopoty i rozbawia czytelnika. Warto tutaj zaznaczyć, że nie ma on pecha, a po prostu jest idiotą, ale to czyni z niego wyjątkowo pozytywną postać. Dalej mamy te same naturalne i bardzo zabawne dialogi. I dalej świetnie się czyta. Może nawet lepiej, ze względu na zastosowany papier CREAMY HIBULK_60, który ma bardzo ciepłą, łagodną barwę. Zmieniają się bohaterowie, a mianowicie poznajemy bardzo barwne postacie, sierżanta Gecco, sierżanta Drwala i kapitana Młodszego.

-Panie plutonowy, on jest naprawdę taki głupi, czy taki sprytny? – spytał kapral, wskazując głową na uśmiechniętego i zadowolonego z siebie Leńczyka.

-A jakie odnieśliście wrażenie,kapralu?

Absurd służby wojskowej w historii szeregowego Leńczyka

Ponownie mamy ukazane życie w wojsku i jego absurdy oraz karykaturalny obraz oficerów, którzy, niby wyżsi stopniem, bystrością nie dorównują zwykłym żołnierzom. Autor uświadamia nam jak słabo funkcjonuje nasza armia, a przede wszystkim, jak bardzo źle zorganizowane są misje wojskowe. Głód wśród żołnierzy, masa papierów do wypełnienia i bezsensownie wykonywane rozkazy. Zwykły żołnierz traktowany jest jak odpadek społeczeństwa, a dowództwo grzeje tyłki, popijając herbatkę.
Powieść zawierająca tak dużo absurdu, przez który ukazuje nam rzeczywistość i smutny wpływ ludzi wyższych rangą, polityków, na funkcjonowanie wojska. Nie wspominając już o tym, że niektórzy z nich nigdy wojny nie widzieli. Najlepsze w tej książce są postacie, a najmocniejszym punktem komizm słowny, który sprawia, że uśmiech nie schodzi z twarzy.

Za każdym chłopakiem z mojego plutonu wskoczę w ogień i dopilnuję, aby się czasem nie oparzył – zapewnił, po czym dodał ciszej, pilnując, aby nikt z nich tego nie usłyszał. – Ale nie każdy musi o tym wiedzieć, a już szczególnie on. To taki nasz…

(…)

-Szwejk? – podpowiedział sierżant Chmielczuk.

-Bardziej Jonasz. – skwitował krótko Gecco, zadowolony, że wreszcie znalazł to właściwe słowo. – Czego się nie dotknie, to spierdzieli albo ściągnie na siebie kłopoty.

Wyjątkowa opowieść na pochmurne dni

Misjonarzy z Dywanowa – Jonasz polecam każdemu, ale ostrzegam tych bardziej wrażliwych, bo w tekście nie brakuje wulgaryzmów, a wręcz się nimi przelewa. Jednakże tak ma być, to przecież wojsko.


Zobacz recenzję pierwszej części Misjonarzy z Dywanowa

Misjonarze z Dywanowa – z humorem o wojsku

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o