Mechy, psychoza i wilkołaki | Inne Światy [recenzja]

Inne Światy

Zbiór dziesięciu opowiadań, gdzie ilustracje grają równie ważną rolę, co tekst. Dziesięciu autorów, niezliczone uniwersa. Gdzie chłopska kosa zgrzyta o pancerz mecha, a wilkołaki mają swoje wielopokoleniowe rody. Inne Światy, innymi słowy.

O Innych Światach dowiedziałem się przypadkiem – paskudnie błyszcząc niewiedzą przed samym Jakubem Różalskim. Byłem święcie przekonany, że jego artbook, Howling At The Moon, jest jedyną książką, jaką zafunduje w bieżącym roku. Kiedy ten uświadomił mi moją pomyłkę, ani chwili się nie wahałem i zamówiłem Inne Światy od razu.

Nie dość, że za ich pośrednictwem mogłem mieć na półce mnóstwo prac jednego z moich ulubionych artystów koncepcyjnych, to jeszcze – nie ukrywam – nazwiska autorów opowiadań, szczególnie Dukaj, już całkiem mnie kupiły. Poszedłem o krok dalej. Przed zabraniem się za lekturę odwiedziłem Wisłę, gdzie w Ochorowiczówce, galerii realizmu magicznego, można oglądać prace Różalskiego na dużym formacie. W moim odczuciu dobrze jest je lepiej zrozumieć, zinterpretować po swojemu, nim zacznie się lekturę Innych Światów. Polecam to również Wam – czy to przez wizytę w tym naprawdę interesującym i bogatym w liczne dzieła sztuki miejscu (nie przesadzam!), czy przez wizytę na Artstation Jakuba.

Wracając jednak do samego tekstu – dziesięciu autorów specjalizujących się w przeróżnych klimatach literackich. Wspólna cecha? Wielu z nich jest cenionych w skali krajowej lub światowej. Ich zróżnicowanie, będące niekwestionowanym plusem Innych Światów, wskazuje już przed rozpoczęciem lektury, że będą one rzeczywiście inne. Oddzielone od siebie nawzajem twardą kreską. Jak wypadło to w praktyce? Po kolei…

A niebo spadło nam na głowy

Otwierające zbiór Idzie niebo Jakuba Małeckiego nie należy do najdłuższych opowiadań. Jego lektura zajmuje w porywach do piętnastu minut i moim zdaniem pełni rolę introdukcji do kolejnych, bardziej rozbudowanych form. Zaczyna się ciekawie. Oto mamy zapadłą wieś usytuowaną gdzieś w Polsce B i fabułę prostą jak budowa cepa. Na jednym jego końcu – rodzina, z perspektywy której poznajemy nieszczęśliwe losy okolicznych mieszkańców. Na drugim – tytaniczne Pająki, czyli mechanoidy Różalskiego przedstawione jako tajemniczy przybysze. Przechodzący Pająk zostawia za sobą smużkę szaleństwa. I właśnie to rodzina, obcy przybysze i szaleństwo grają w tym opowiadaniu pierwsze skrzypce. Wells? Lovecraft? Po trosze.

Nie dajcie się jednak zwieść temu powitalnemu zagraniu. Im dalej w las liter, tym bardziej zróżnicowane opowiadania dostajemy. Każdy z autorów biorących udział w innoświatowym projekcie schwytał, można powiedzieć, inną niszę i wykorzystał potencjał drzemiący w często tych mniej popularnych pracach Jakuba. Oto dostajemy (przykładowo) słodko-gorzką wariację na temat siedmiu krasnoludków. Kiedy indziej mroczną kronikę wilkołaczego rodu. Kolejne opowiadania pokazują, że Różalski to nie tylko sielskie krajobrazy sponiewierane przez mechy.

I mróz spowił ziemię

Nie zmienia to faktu, że steampunku i dziwacznych technologii tu całe mnóstwo. Subiektywnie, na szczycie opowiadań w tej tematyce (w obrębie zbioru) jest Imperium chmur. Dukaj jak Dukaj – mnóstwo tu analitycznych zagrań, wkraczania na zagadnienia filozoficzne, szperanie w uwielbianej przez fanów Lodu alternatywnej historii, wpływu różnych zjawisk społecznych na siebie nawzajem… a w tym wszystkim przeróżna maszyneria, wschodni klimat mieszający się z tym na wskroś polskim.

Reasumując, to obszerne opowiadanie stanowi powód do zakupu Innych Światów sam w sobie. O ile oczywiście nikt nie cierpi na dukajowe uczulenie. Stawianie Mroza obok Dukaja, czy Szmidta obok Żulczyka wypadło naprawdę interesująco. Notorycznie nie wiadomo, czego można spodziewać się po kolejnych opowiadaniach. Każde z nich zasługuje na uwagę i trudno je “porównywać” na jakiejś wymyślnej skali, ponieważ reprezentują tak różne style i klimaty, zapuszczają się na przeróżne obszary. Od strony literackiej Inne Światy są więc równie zróżnicowane i piękne co sama oprawa książki. Dla mnie ten tygiel tematyczny jest ogromnym plusem.

Piekło perfekcjonisty

Przy okazji premiery Innych Światów odezwało się wiele sprzecznych głosów, komentujących ich wydanie. Tom duży, a okładka jego twarda, bezsprzecznie ciesząca oko. Na jego pierwszy rzut – wszystko pięknie. Tymczasem niektórzy czytelnicy oburzyli się na układ obrazów znajdujących się w jej wnętrzu. Nie bagatela, w tym wypadku będących istotną częścią książki. Przyznam, zdziwiłem się, gdy zauważyłem, jak niektóre z nich przechodzą częściowo na sąsiadującą stronę.

Inne Światy
Jeżeli pragniecie przyjrzeć się pracom Jakuba z bliska, koniecznie odwiedźcie Ochorowiczówkę. Znajdziecie tam też mnóstwo innych skarbów realizmu magicznego – a to wszystko w specyficznej atmosferze. (zdjęcie własne)

Nie da się nie zauważyć, że pewna część grafik umiejscowiona jest w możliwie nietaktyczny i burzący układ książki sposób. Z drugiej strony, tak ich liczna ilość i świetna jakość wykonania całości pozwalają wybaczyć te kilka uchybień. Być może te spowodowane zostały chęcią niekadrowania grafik i naniesienia ich na papier w możliwie najpierwotniejszej formie. Gruba, matowa kartka to rzadki zabieg w książkach bogato ilustrowanych.

Na ile mogę zaufać swojemu doświadczeniu w obcowaniu z artbookami i albumami, te stawiają na błyszczącą kredę. Trudno oszacować, czy Inne Światy z czasem zaczną matowieć. I ponownie nie można tak po prostu wydawców za taką decyzję skrytykować. Obrazy Różalskiego dużo lepiej prezentują się w takiej formie niż na kartce odbijającej światło. Dlaczego? Jak możecie zauważyć na zdjęciu wplecionym w recenzję, jego digitale mają bardzo “naturalną” dynamikę pędzla. Zastosowane palety barw tylko przybliżają je do malarstwa tradycyjnego. Najlepiej wypadają na płótnie. Inne materiały, typowe dla plakatu czy wydruku fotograficznego, zrujnowałyby efekt. Reasumując – wydanie książki na piątkę, ale bez plusa.

Słowem podsumowania

Werdykt nie zaskoczy raczej nikogo, kto dotarł do tej części tekstu. Inne Światy to raz, że świetny album z grafikami Różalskiego, dwa – kawał dobrej, zróżnicowanej literatury. Nie tylko dla miłośnika fantastyki. Przyjemnie będzie do nich wrócić (szczególnie do perełki Dukaja), a nim przyjdzie czas powrotów – będą one dumnie prezentować się na półce.


Dziękuję wydawnictwu SQN za egzemplarz recenzencki Innych Światów.