Liu Cixin – Koniec śmierci [recenzja]

Koniec śmierci

Koniec śmierci to ostatnia część fantastycznej sagi Liu Cixina rozpoczętej głośnym i udanym Problemem trzech ciał. Jak zakończy się ta saga? Czy ostatnia część jest tak samo dobra jak poprzednie odsłony cyklu?

Koniec śmierci – finał dobrej sagi

Zdecydowanie nie. Koniec śmierci rozpoczyna się bezpośrednio po zakończeniu akcji z poprzedniej części – Ciemnym lesie. Kryzys spowodowany inwazją Trisolarian został zatrzymany dzięki pomysłowi ostatniego Wpatrującego się w Ścianę. Obecnie Trisolarianie mieszkają pokojowo w układzie słonecznym. Tworzą kulturę w oparciu o ziemską żyjąc z ludźmi w pokoju. Do czasu.

Jak możemy się spodziewać następuje niezwykły twist fabuły zmieniający obecne status quo. Osoba mająca ujawnić miejsce Ziemi i Trisoaris we wszechświecie nie robi tego – w efekcie dochodzi do inwazji. Dobre pomysły Liu, działające w pierwszej części, jak np. brak opisów Trisolarian powodujący, że byli oni niezwykle enigmatyczni, tutaj zaczyna powodować niepotrzebny chaos. Inwazja tak przedstawionych obcych nie sprawdza się w tej konkretnej powieści. Podobnie z kwestią broni, którą najeźdźcy posiadają, ale jej nie używają. Dlaczego? Postępująca inwazja polega w gruncie rzeczy na dobrowolnym przeniesieniu się ludzi do Australii. Dochodzi także do zniszczeniu kilku kluczowych budynków, głównie przez ziemskie siły wspierające pozaziemskich najeźdźców.

Zwroty akcji, zwroty akcji

Lecz nagle dochodzi do kolejnego dramatycznego zwrotu akcji! Statek, lecący przez kosmos, eksplorujący wszechświat w czterech wymiarach, wysyła fale grawitacyjne – pokazują one położenie Ziemi. Niezwykła „inwazja” Trisolarian się kończy, a oni sami znikają. Do takich zabiegów literackich musimy się przyzwyczaić. Jest to tutaj jedyna forma prowadzenia narracji.

W dalszej cześć powieści mamy do czynienia z próbami ochrony ludzkości przed atakiem z ciemnego lasu. Między innymi próbując zrozumieć metafory ukryte w fantastycznej bajce o malarzu. Jest to bardzo ciekawy pomysł będący świeżym podejściem do problemu stojąco przed naszymi bohaterami. Czy jednak wykorzystanie takich środków jest właściwym rozwiązaniem? Czy nie wprowadza nadmiernego chaosu?

Przez zastosowanie różnych zabiegów fabularnych powieść staje się chwilami niezwykle chaotyczna. Przypomina bardziej zbiór luźnych opowiadań lub krótkich nowel, które nie łączy w zasadzie nic poza wspólnym uniwersum. Sprawia to wrażenie jakby Liu kończyły się pomysły, stąd liczne przeskoki w czasie o tysiące, a nawet miliony lat do przodu. Z drugiej strony inne pomysły autora wydają się dorzucone na siłę, jakby pojawiły się w książce z nadmiaru inwencji twórczej. Zakończenie powieści poprowadzone zostało w sposób zbliżony do finału znanego z Odysei kosmicznej. Wygląda jak toporna, pozbawiona polotu kopia. W wykonaniu Liu nawet najlepsze pomysły przeradzają się w niezjadliwą papkę – okraszoną tragicznie wykreowanymi bohaterami.

Na koniec

Koniec śmierci sprawia wrażenie powieści niedopracowanej. Wybijający z niej defetyzm zwyczajnie męczy i nudzi. Saga rozpoczynająca się od cudownego pomysłu na kontakt Chińczyków z kosmitami, zmienia się w usilne próby zniszczenia ludzkości i całej ziemskiej cywilizacji. Zdecydowanie przygodę z sagą Wspomnienie o przeszłości Ziemi warto zakończyć na tomie drugim.