Krucjata dzieci
Literatura

Tullio Avoledo – Krucjata dzieci [recenzja]

Czy „Korzenie niebios” skrywają pod sobą linie starego, dobrego metra? Skrywają względnie – bo za pośrednictwem ich kontynuacji – noszącej tytuł „Krucjata dzieci”. Zapraszam do lektury recenzji.

 

Ponowne przebudzenie

Ojciec John (tudzież Jack, przywołując umiarkowanie zabawne skojarzenie na łamach książki) Daniels powraca. Starszy, odmieniony, posiadający dziwny rodzaj mocy. Tak, mocy – bo (mild spoiler alert) podobnie jak to miało miejsce w części pierwszej, i tutaj świat przesycony jest dosyć nietypowymi jak na serię elementami fantastycznymi. I trzeba przyznać, że autorowi udało się je wpleść w sposób łagodniejszy, niż to miało miejsce przy okazji premiery „Korzeni niebios”.

 

W mrok

Cała oś świata przedstawionego w książce kojarzy mi się mocno z „Kantykiem dla Leibowitza” czy Kościołem Atomu z „Fallouta” – atmosfera mistycyzmu i wszędobylskie interpretacje katolickie stoją za tym w dużej mierze.

Avoledo tworzy w obrębie Metra książki specyficzne – stąd też często odrzucane przez fanów „typowego postapo”. Uważam jednak, że tytułowi temu warto dać szansę, ponieważ stanowi nieszablonowe podejście do schematycznych tematów. Postaci są średnio interesujące, lecz i tak nie zabija to przyjemności płynącej z lektury. Jest ona napisana sprawniej od „Korzeni niebios”, co przełożyło się też na krótszą jej formę i szybsze tempo akcji. Zalecam pomimo to zainteresowanym zapoznać się najpierw z pierwowzorem; wiele nawiązań w innym wypadku uleci. Jedna z ciekawszych pozycji post-apo tego roku – ciekawsza od, przykładowo, rodzimej Achromatopsji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *