Jojo Moyes „We wspólnym rytmie” – recenzja

Fot. Diana Łętocha

Jojo Moyes to autorka naprawdę pięknych powieści. Jej książki kuszą już samą okładką – hipnotyzujące fotografie, intrygujące tytuły… Tak, kobiety to lubią, z pewnością nas to przyciąga, jednak to fabuła lektury sprawia, że chcemy sięgać po więcej i więcej.
W pełni zasłużenie więc trzy z jej książek znalazły się na liście bestsellerów New York Timesa.
W te wakacje autorka wydała świeżynkę pt. We współnym rytmie. Czy i ona ma szansę zostać popularnym bestsellerem?

Dwie różne historie…

Natasha to poukładana prawniczka, wspinająca się po szczeblach kariery zawodowej. Jest jednak w rozsypce za sprawą czekającego ją rozwodu.
Sarah ma czternaście lat i wychowuje ją dziadek Henry. Jej pasją jest jazda konna – dziewczynka chce pójść w ślady dziadka i tak jak on kiedyś chce wstąpić do renomowanej francuskiej szkoły jeździeckiej.
Pewnego dnia przez przypadek losy kobiety i dziewczynki splatają się ze sobą. Co z tego wyniknie?

Narracja prowadzona jest dwutorowo; z perspektywy Natashy oraz Sarah. Dzieli je różnica wieku i doświadczeń, jednak łączy silna pasja i determinacja.
Książka jest stworzona dla kobiet; wrażliwa, poruszająca, słowem – typowy wyciskacz łez, skłaniający do refleksji. Znajdziemy w niej wątek miłości, ba – nawet kilka takowych wątków. Występuje różnorodność charakterów; zbuntowana nastolatka, chłodna w relacjach Natasha, flirtujący mąż oraz wymagający dziadek, dzięki czemu każdy z nas może wczuć się w rolę któregoś bohatera.

Warto przeczytać?

Spodobała mi się fabuła oraz problemy (jakże życiowe), z którymi zmagają się bohaterowie. Na ogół w książkach czytamy o szczęśliwych nastolatkach, bogatych i rozpieszczonych. Tutaj jest inaczej, a historia młodej Sarah raczej nie jest do pozazdroszczenia, tak samo zresztą jak i Natashy. Interesującym szczegółem były dla mnie cytaty rozpoczynające każdy dział – pozwala to zapoznać się z magicznym światem koni i ukazuje nieznaną mi dotąd perspektywę.

Minusem jest jednak bardzo przekoloryzowane i spodziewane zakończenie, co popsuło tak dobrze zapowiadającą się fabułę i zniszczyło dotychczasową przyjemność czytania.
Minusem mogłaby być też grubość książki, gdyby nie fakt, iż historia nastoletniej dziewczyny i dojrzałej kobiety jest na tyle wciągająca, że… ciężko się oderwać.
Książka jest ładnie napisana, historia jest ciekawa i dość nietypowa. Uświadamia wiele spraw i pokazuje, jak interesującą pasją jest jazda konna. Przyjemna na chłodne, samotne wieczory.
Mimo wszystko zachęcam do przeczytania.