Jak pokochać centra handlowe, czyli depresja oczami matki [recenzja]

jak pokochać centra handlowe

Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek powiedziałby mi, że przeczytam trzy książki o depresji pod rząd, to bym go chyba wyśmiała. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że recenzowanie książek może być aż tak męczące i – co gorsza – dołujące. Książki o depresji są książkami zazwyczaj ciężkimi, których nie czyta się z uśmiechem na ustach, a jedyne, co można o nich powiedzieć, to to, że mocno wpływają na człowieka.

Jak pokochać centra handlowe to książka, obok której nie da się przejść obojętnie. Czytając ją jako trzecią pozycję o tak trudnej tematyce, czuję się po jej lekturze przytłoczona. Natalia Fiedorczuk-Cieślak po rozmowach z wieloma osobami, które przeżyły depresję poporodową, daje ujście naprawdę wielu emocjom.

Pomysł na tytuł książki jest mistrzowski. Zupełnie nie wskazuje na zawartość utworu. Z drugiej strony – czego tak naprawdę moglibyśmy się spodziewać po tytule? Książki o galeriankach? A jednak jest to opowieść o tym, jak z punktu widzenia kobiety można przeżyć (podobno) najlepszą rzecz na świecie, czyli macierzyństwo.

Akcja toczy się dość szybko, choć momentami ma swoje słabsze momenty. Opisy centrów handlowych potrafią mocno znudzić człowieka, który pragnie jakiejś rozrywki w postaci wydarzeń, a nie suchych opisów witryn sklepowych czy parkingów podziemnych.

Język autorki nie pozostawia wiele do życzenia. Fiedorczuk pisze sprawnie, nie używa zbyt wielu powtórzeń, a jeśli już, to są one zastosowany w sposób typowo retoryczny. Natomiast bardzo wiele wyliczeń męczy. Opis tego, co znajduje się w koszyku na zakupy w jakimś hipermarkecie, ciągnący się przez cały rozdział, nie jest ciekawy. Ten zabieg stylistyczny może niektórym przypaść do gustu – mi absolutnie nie. Omijałam więc część fragmentów typu: „pieluszki, gerberki, (tu wstaw dwadzieścia innych rzeczy dla malców…)”.

Pod względem emocjonalnym książka Jak pokochać centra handlowe jest mocna. Mną wstrząsnęło to, jak może zmienić się świat matki po urodzeniu dziecka, jak wpływają na rodzica diagnozy, które wcale nie są dobre, już nie wspominając o braku czasu na wszystko.

 

Reasumując, tytułu nie poleciłabym nikomu, ale jeśli ktoś chciałby po niego sięgnąć – proszę bardzo. Być może znajdzie w nim więcej wartości niż ja. Nie jest to jednak dzieło, które czyta się przyjemnie. Jest to książka, która może uświadomić ludziom, jak źle czują się osoby z depresją, ale potrafi też mocno zdołować (szczególnie jeśli jest się po lekturze trzech takich pozycji z rzędu).