Kim Holden “O wiele więcej” – recenzja

Życie rozkwita drugimi szansami.

 

Kim Holden zdobyła wielką popularność dzięki książce Promyczek. Przyznam się, że nigdy nie miałam styczności z tą powieścią, lecz coś czuję, że kiedyś zostanie ona przeze mnie przeczytana. Autorka, mając już przebicie w młodzieżowej literaturze, postanowiła napisać coś dla starszych czytelników – i tu pojawia się O wiele więcej.

Historia opowiada o miłości. Banał, prawda? Na samym początku też tak sądziłam. Jednakże Kim Holden przedstawiła ten temat w bardzo interesujący sposób.
Miłość w tej książce składa się na początku z czterech osób, czyli Seamusa i jego dzieci: Kiry, Kai’a i Rory’ego. Teraz pytanie, gdzie jest mama? Miranda – kobieta życia Seamusa – odsuwa się od rodziny na rzecz swojej kariery i zostawia chwilowo opiekę nad dziećmi mężowi.

Każdy dzień jest nową szansą.

Główny bohater jest dla mnie wręcz wzorem idealnego mężczyny. Kochający ojciec, który dla swoich dzieci zrobi niemal wszystko. Mężczyzna chorujący na stwardnienie rozsiane, lecz walczący do samego końca i starający się żyć jak każdy normalny i zdrowy człowiek. Mąż, który mimo braku odwzajemnianej przez ukochaną miłości stara się, aby żyło jej się jak najlepiej. Szczerze? Można uznać, że wykreowanie tej postaci to jak pomieszanie jednorożca z greckim bogiem.

Jak wcześniej wspomniałam, Miranda miała jeden cel w życiu: odnieść sukces w życiu zawodowym. Zaprzepaściła swoją rodzinę na rzecz pieniędzy oraz kariery i było jej z tym dobrze. Bohaterka jest tutaj swego rodzaju czarnym charakterem, który autorce udał się na tyle dobrze, że mimo tego jaka ona jest – okropna, wredna, bez serca – to i tak da się tę kobietę tolerować, a nawet polubić.

Jest też i Faith. Dla mnie była ona wielkim „dzieckiem szczęścia“ z przygodą, która była przed nią. Nie sposób było nie polubić tej dziewczyny, bo jej dobroć sprawiała, że czytając człowiek mimowolnie się uśmiechał.

Plus dla Holden za kreację postaci, fabułę mimo oklepanego wątku i częste zwroty akcji – nie mogę powiedzieć, że się przy tej książce nudziłam. W kółko byłam ciekawa, co będzie dalej z Seamusem. Książkę przeczytałam w jeden dzień, więc ostrzegam, że wciąga totalnie.

O wiele więcej jest książką o miłości. Mimo banalnego tematu, po jej skończeniu człowieka nachodzą pewne głębsze reflekcje. Polecam na jeden dzień, aby oderwać się od wszystkich obowiązków i życiowych spraw.