Czy szamani śnią o skamieniałych owcach? | Genevieve von Petzinger – Pierwsze znaki [recenzja]

Pierwsze znaki

Na kilkaset stron bliżej naszych korzeni – tych wrosłych naprawdę głęboko w skorupę Ziemi. Dokładnie to oferują Pierwsze znaki, świetna, napisana lekkim językiem książka o tym, co przekazać chcieli nasi praojcowie. I jak myśleli. A procesów myślowych w ich dopiero co ewoluujących czaszkach było więcej, niż moglibyście przypuścić.

Nie jestem paleoantropologiem, ale zacznę jak badacz – od technikaliów

Każdy rozdział Pierwszych znaków można by z czystym sumieniem odgrodzić wyraźną kreską od pozostałych. Choć otrzymujemy szesnaście odrębnych tekstów o różnych zagadnieniach, to w każdym z nich znajdziemy wyczerpujące tłumaczenie – co, jak, gdzie, dlaczego – nie wymuszając na czytelniku sięgania daleko wstecz w poszukiwaniach nurtujących go pytań, bo wszystko dostaje na tacy.

W efekcie pewien procent zawartości książki powtarza się, ze względu na to, jak jest ona zorganizowana. Czy to w tym przypadku źle, czy dobrze? Mnie, jako osobie lubiącej takie tytuły poznawać z doskoku, dawkującej je, takie rozwiązanie przypadło do gustu. Tymczasem komuś, kto zapragnie przebrnąć przez trzysta stron wyprawy do źródeł ludzkiego języka w jeden wieczór, może dać się we znaki zmęczenie materiału. Niezależnie jednak od tego, jedno gwarantuję – język, którym pisana jest książka, pozwala przymknąć oko na jej wszelkie niedoróbki czy luki.

Pani Genevieve okazuje się posiadaczką daru do odnajdywania doskonałego balansu pomiędzy treścią naukowo-historyczną a tą, która wychodzi wprost z jej spostrzeżeń i wspomnień. A w tych ostatnich da się wyczuć miłość do wykonywanej przez nią pracy – sama pisze, że znaki i symbole to obiekty jej najsilniejszych uczuć. Choć „wykonywanej pracy” brzmi może nazbyt sucho, bo musicie wiedzieć, że zawartość niniejszej książki to owoc wielu, wielu wysiłków autorki, by te wszystkie materiały zdobyć, uporządkować, a najlepiej jeszcze (z przymrużeniem oka) nie zginąć gdzieś po drodze.

Od ludzko-zwierzęcych hybryd do sztuki paleolitu

Razem tworzą one obraz kultur kompleksowych, bogatych, dalekich od wyobrażenia środowisk pierwotnych jako małp okładających się kijami po pyskach. Autorka nie stroni od anegdot, łamania barier między nią a czytelnikiem. Daje to wrażenie, że lada chwila zaskoczy ona ponownie, wyciągając z tego worka bez dna swoich wspomnień kolejne ciekawostki. Czy – jak mówi opis książki – dostaniemy tu porcję przygód jak z Indiany Jonesa? Początkowo można odczuć, że jest to stwierdzenie mocno na wyrost.

Pierwsze znaki
O wilku (wilkach) mowa. Pierwsze znaki – dosłownie. /źródło – Amicor

Dopiero z czasem, zaczynając postrzegać opisywane światy minione i obecne oczyma autorki, dociera do nas, jak mocno życie jej jest nasycone fascynującymi odkryciami – jeśli tylko chcieć po nie sięgnąć i przeanalizować. Ich esencja, czyli symbole, które według jej ustaleń powtarzają się i tworzą określone schematy, to klamra spinająca całość historii. Lotność języka nie zabija przy tym po trosze „wykładowego” stylu książki. Nie zdziwcie się, gdy otrzymacie od niej samej zastanawiające pytanie. Choć nieidealna, to skłania do wysnuwania cennych wniosków – a to przecież o tym, że my, ludzie, jesteśmy istotami myślącymi od zarania dziejów, informuje ona w sposób nader przekonujący.

Czy polecam? Grono jej odbiorców jest dosyć uniwersalne: osoby, które pragną poznać coś więcej o samych sobie, odczuć ogrom naszej historii. Jeszcze nie geeki, ale już nie ignoranci. Łatwo się w niej odnaleźć, choć w spektrum poruszanych tematów czasem nietrudno o zagubienie, pomimo tego, co napisałem powyżej. Więc tak – polecam. Każdemu, kto czuje, że może go ten temat zainteresować. Nie jestem antropologiem ani specem od podobnej literatury, a jednak bawiłem się przy Pierwszych znakach znakomicie.


Dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za egzemplarz recenzencki tej książki.