Anna Fredriksson – Pożegnalne przyjęcie [recenzja]

Fot. Diana Łętocha

Anna Fredriksson rozwiodła się kilka lat temu, po wieloletnim małżeństwie. W powieści dzieli się swoimi osobistymi doświadczeniami, które jednocześnie dotyczą nas wszystkich. Z łatwością można się w nich rozpoznać…
W mądry sposób pisze o odchodzących przyjaciołach i o pustce, ale również o tym, że samotność daje przestrzeń do bycia sobą. To powieść o uldze, jaką niesie ze sobą szczęśliwy rozwód i o smutku z powodu tego, co się straciło. Daje pocieszenie tym, którzy chcą iść dalej przez życie.
,,Tara”

Choć nie każdy z nas jest po rozwodzie, to jednak nietrudno nie zgodzić się z powyższym komentarzem. Książka porusza przede wszystkim tematykę rozwodową, jak również inne, znane nam bliżej (być może z autopsji) kwestie rozpadu związku, odtrącenia przez najbliższych, licznych nieporozumień, czy strachu przed samotnością.
Książka Fredriksson jest skierowana przede wszystkim dla kobiet. Bez względu na wiek czy doświadczenia życiowe – skłania do refleksji, relaksuje, ale i wzbudza silne emocje.

Wymuszona idylla

Rebecca i Jacob podjęli ważną, życiową decyzję – po dwudziestu siedmiu wspólnie spędzonych latach postanowili wziąć rozwód. Nikt nie zawinił – powodem była rutyna i wygasłe już uczucie. Mimo to oboje pragną się przyjaźnić i pomagać sobie w potrzebie, jak to było dotychczas.
Podczas corocznego spotkania z przyjaciółmi na grzybobraniu dzielą się z nimi tą nowiną, lecz nie znajdują oczekiwanego zrozumienia. Każde z przyjaciół przyjmuje tę wieść jako tragedię, coś złego i niemożliwego. Nie dopuszczają do siebie takiej możliwości; nikt dotąd nie zauważył, aby między tą dwójką kiedykolwiek działo się coś niedobrego.

Zamiast akceptacji i wsparcia, na które liczyli, zderzają się z krytyką i nieskrywaną izolacją. Kobieta próbuje obrócić sytuację w żart, nazywając tegoroczne spotkanie „przyjęciem pożegnalnym”. Skoro ludzie świętują chrzest, ślub czy śmierć – dlaczego nie mieliby świętować również rozwodu? Nie widzi w tym nic strasznego. Traktuje to jako kolejny nowy i ciekawy etap w życiu. Od tej pory nic jednak nie jest już takie samo.
Przyjaciele unikają z nimi kontaktu, a poczucie samotności dobija ją z dnia na dzień.

Pożegnalne przyjęcie to lekka powieść obyczajowa pisana przez kobietę dla kobiet. Napisana prostym, choć przemyślanym i trafiającym niemal od pierwszej strony do czytelnika językiem. Porusza trudne tematy w najprostszy możliwy sposób. Ukazuje naturalne przeciwności losu, wskazując zarówno dobre, jak i złe strony podjętych decyzji. Wciąga i sprawia, że czytelnik oczekuje kolejnych części.

Pozytywne zmiany

Przede wszystkim podoba mi się pomysł i interesująca fabuła. Rebbeca, główna bohaterka, jest kobietą dojrzałą, która mimo wieku nie boi się zmian – czy chodzi o rozwód, czy założenie firmy. Wiele ryzykuje, wiele może stracić, ale nie waha się spróbować.
W powieści znajdziemy piękne opisy przedmiotów, jedzenia, pogody, czy przyrody. Dzięki temu buduje niesamowitą atmosferę i tworzy przytulny klimat całej powieści.
Kolejnym plusem jest także ukazanie sytuacji rozwodu z punktu widzenia każdego z bohaterów. Dzięki temu możemy poznać ich odczucia i być może zrozumieć ich zachowanie.

Pożegnalne przyjęcie to relaksująca i przyjemna lekturka, idealna na chłodne wieczory przy lampce wina lub kubeczku gorącego kakao. Pomimo ponurego wątku, jakim jest rozwód, i towarzyszących mu przygnębiających uczuć, znajdziemy też wesołe momenty, które sprawiają, że uśmiech sam pojawia się na naszych ustach.
Dajcie się porwać historii Rebeki, wczytajcie się w jej życiorys i wyciągnijcie wnioski na przyszłość.