Neil deGrasse Tyson – Astrofizyka dla zabieganych [RECENZJA]

Astrofizyka dla zabieganych Neila deGrasse’a Tysona jest dokładnie tym, czym być obiecuje: krótkim (acz treściwym) zbiorem informacji o dziejących się wśród nas cudach i dziwach.

„Perspektywa kosmiczna otwiera nam oczy na wszechświat, który wcale nie jest przytulną kolebką zaprojektowaną do pielęgnowania życia, lecz zimnym, odludnym i niebezpiecznym miejscem, które każe nam ponownie zastanowić się nad tym, jak ludzie są cenni dla siebie nawzajem”.

Neil deGrasse Tyson to w moich oczach dość istotna postać dzisiejszego świata. Jest urodzonym w 1958 roku na Manhattanie astrofizykiem, pisarzem i – czym zaskarbił sobie moją sympatię – popularyzatorem nauki. W języku angielskim takich ludzi określa się mianem science communicator; zadaniem, które sobie wyznaczył, jest przybliżanie skomplikowanych, naukowych zagadnień zwykłym, szarym ludziom. Czymś, co wyróżnia go spośród ludzi mu podobnych, są ogromna pasja i werwa, z jakimi prezentuje omawiane przez siebie tematy. O czym chce opowiedzieć nam z kolei w swojej najnowszej książce?

Jest to niewielka pozycja, choć wyłącznie pod kątem wydawniczym, liczy sobie bowiem niespełna 200 stron formatu kieszonkowego; traktuje jednak o niezwykle podniosłych i ważnych tematach. Dlaczego ważnych? Odwołują się one do pewnej ważnej cechy naszego gatunku, która pozwalała, pozwala i z pewnością pozwalać będzie dokonywać rewolucji w naszych życiach i sposobach, w jakie patrzymy na rzeczywistość – a jest nią ciekawość.

„Perspektywa kosmiczna pozwala nam spojrzeć poza nasze uwarunkowania i wznieść się ponad pierwotne potrzeby: jedzenie, poszukiwanie schronienia i spółkowanie”.

Na wspomnianych dwustu stronach autor porusza wiele rozległych zagadnień. Przybliża obecny stan wiedzy naukowej na temat początków naszego Wszechświata, składników materii, oddziaływań i sił, które działają wokół nas; opisuje typy gwiazd krążących nad naszymi głowami, pierwiastki budujące życie (i nie-życie), wspomina o kilku wielkich zagadkach, które wciąż czekają na rozwiązanie. Żaden z tych tematów nie został poruszony w sposób choć odrobinę bardziej wyczerpujący, wynika to jednak z samej ich natury – mowa zwyczajnie o zbyt rozległych dziedzinach nauki. Autor poruszył je jednak w stopniu wystarczającym, by rozbudzić w czytelniku zainteresowanie.

Astrofizyka dla zabieganych napisana została bardzo przystępnym językiem; nie znajdziemy tu wzorów fizycznych czy skomplikowanych wykresów, Tyson pisze lekko i zrozumiale. Nie obyło się oczywiście bez odrobiny fachowego żargonu, to było jednak nie do uniknięcia – zapewniam, że nie jest go w tej pozycji dużo. Momentami jest zabawnie (choć to kwestia dyskusyjna, poczucie humoru astrofizyków jest bowiem dość specyficzne), momentami podniośle, innymi razy wzruszająco… czy nawet smutno. Na pewno jednak nie jest nudno!

„Perspektywa kosmiczna przypomina nam, że w przestrzeni pozaziemskiej, gdzie nie ma powierza, flaga nie załopocze – co wydaje się wskazówką, że być może wymachiwanie flagami i eksploracja kosmosu nie idą w parze”.

Czy warto? Moim zdaniem – jak najbardziej. Astrofizyka dla zabieganych może być rewelacyjnym preludium do bardziej wymagających pozycji poświęconych tej dziedzinie nauki. Daje wystarczające podstawy, by pchnąć czytelnika do poszukiwań informacji na przedstawione tematy, a są one fascynujące. I, co ważne, dotyczące każdego z nas, wszyscy bowiem jesteśmy częścią otaczającego nas Wszechświata.

zdjęcia: insignis.pl, desmoblog.com