Wielkie gry, a mały ekran. Smartfony nowym standardem w branży?

Gry mobilne. Dwa słowa, które wzbudzają niemałe emocje wśród osób grających. Mają tyle samo zwolenników co przeciwników. Co ciekawe wielkie korporacje coraz częściej spoglądają na ten segment rynku widząc dla siebie szansę na pomnożenie przychodów z tytułu sprzedaży gier wideo. Czy gry mobilne na licencji znanych i cenionych marek mają szansę stać się nowym standardem w branży gier wideo? Czy niedługo pożegnamy się z dużymi, tradycyjnymi grami na rzecz ich mniejszych, przenośnych braci? 

Mobilny sequel?

Ostatni szum wokół Alien: Blackout tylko zdaje się potwierdzać słowa ze wstępu. Gra ma ukazać się jedynie jako wersja mobilna na smartfony i spotkało się to z ogromnym niezadowoleniem wśród fanów tradycyjnych platform. Wydawać by się mogło, że cała sprawa rozejdzie się po kościach gdyby nie fakt, że kilka lat temu debiutujący wtedy Alien: Isolation stał się sprzedażowym hitem a także tytułem, który odświeżył formułę survival horroru. 

Odizolowani czy nie… Na Obcego trzeba uważać!

Tytuł prawie idealny 

Gra posiada korytarzowy świat z licznym backtrackingiem (dzień dobry serio Resident Evil), świetnie napisanym scenariuszem a także wyrazistą główną postacią. Klimat zaszczucia czy strachu o to czy posiadany przez nas ekwipunek wystarczy na kolejny ciemny korytarz to tylko niektóre elementy za które gracze pokochali grę od Creative Assembly. Nie dziwi zatem fakt, że gracze dosyć szybko zaczęli domagać się kontynuacji fenomenalnej jedynki. 

Kiedy więc w Internecie pojawiła się informacja sugerująca nadejście sequela gracze zostali rozpaleni do czerwoności. Tak szybko jak hype się pojawił tak samo błyskawicznie gracze zostali sprowadzeni na ziemię. Czym? Ano informacją o tym, że kolejna część zostaje wydana jedynie w formie tytułu na platformy mobilne. O ile nie byłoby w tym problemu gdyby były to przenośne wersje na Switch czy nawet od biedy PlayStation Vita lub 3DS o tyle zapowiedź gry na smartfony mogła sprawić, iż gracze poczuli się oszukani. Dlaczego? Ponieważ mogli uznać chociażby, że ich ukochana marka rozmienia się na drobne. 

Diaboliczny plan?

Co ciekawe przypadek Alien: Blackout nie jest jedynym tego w jakim kierunku może w niedalekim czasie obrać większa ilość deweloperów. Kojarzycie taki tytuł jak Diablo? 

Ostatni Blizzcon niósł ze sobą wiele nadziei na to, że zostanie zapowiedziana czwarta już część kultowej marki ze świata Sanktuarium. Plotki i głosy zza kulis były na tyle sugestywne, że sugerowały wprost zapowiedź długo wyczekiwanego Diablo IV . Kiedy okazało się, że nic takiego nie będzie mieć miejsca to ludzie na widowni nie byli w stanie powstrzymać swojego niezadowolenia i złości. Dlaczego pojawiły się wtedy negatywne emocje? Ponieważ zapowiedziana została gra mobilna w świecie Sanktuarium a fani uniwersum (z pecetowym rodowocem) oczekiwali pełnoprawnej, dużej odsłony na urządzenia ósmej lub nadchodzącej dziewiątej generacji. Nieudolne były także próby załagodzenia sytuacji przez prelegenta rzucającego ze sceny kwestię: „ludzie, nie macie smartfonów?!” 

Diablo w kieszeni przepisem na sukces? (źr.: youtube.com)

Tym razem się upiekło 

Podobnie swojego czasu na E3 zrobiła także Bethesda. Z tą małą różnicą, że Todd Howard miał na tyle wyczucia, lub szczęścia, że zaraz po zapowiedzi mobilnej części ze świata The Elder Scrolls o podtytule Blades został zaprezentowany teaser pełnosprawnej szóstej odsłony. Nie było tam w zasadzie nic – ani gameplayu, żadnej postaci, ciekawszej lokacji. Nie powiedziano tak naprawdę kiedy gra zadebiutuje ani gdzie. Wystarczył tylko napis „The Elder Scrolls VI”. Pokazanie graczowi tradycyjnemu, że firma pamięta o nim. To wystarczyło.

Zapalcuję Cię na śmierć! (źr.: pcgamesn.com)

Nowa platforma?

Przykłady te pokazują jak zmienia się pewien układ sił na scenie deweloperskiej ale i konsumenckiej. Słowa, których użył wspomniany prelegent na Blizzconie mogą być kluczowe – rzeczywiście prawie każdy z nas posiada telefon komórkowy. Dostęp do bazy klientów jest o wiele szerszy niż w przypadku osób korzystających z PC lub konsol. Nie ma tutaj tak dużego podziału jak w przypadku konsumentów tradycyjnych – konsola a PC. A pamiętajmy, że dostępnych zestawów komputerów są setki jeśli nie tysiące. Do tego dodajmy systemy od Nintendo, Microsoftu oraz Sony… Smartfony mają jedynie podział na dwa sklepy a mianowicie AppStore od Apple i Google Play od Google. Rosnące koszta produkcji o wiele łatwiej i szybciej mogą zwrócić się w przypadku produkcji mobilnych gier free to play gdzie bardziej rozleniwiony klient może chętniej rzucić groszem żeby coś szybciej zbudować, otrzymać dodatkową walutę czy po prostu ominąć niewygodny fragment rozgrywki.

Pamietajmy też, że obecne komórki są niekiedy o wiele bardziej wydajne niż ich przenośni konsolowi odpowiednicy. Najnowszy iPhone Xs Max wydajnością góruje nad takimi Nintendo Switch Z tą różnicą, że gry pokroju Monster Hunter Stories, The Legend of Zelda czy chociażby Pokemon Let’s GO! dalej pisane są na sprzęt do grania. A na smartfony gry co najwyżej się portuje lub tworzy mniejsze tytuły pokroju Dragalia Lost, Pokemon GO czy chociażby serii Asphalt.  

Nowa konsola przenośna? (źr.: techradar.com)

A co z produkcją?

Pomyślmy, dlaczego tak się dzieje? Prawdopodobnie jest to spowodowane coraz wyższymi kosztami produkcji a także wymaganiami samych użytkowników. Wynika to z coraz lepszej jakości warstwy graficznej gier. Płynnych animacji, lokalizacji w kilku językach, muzyki. Czynników można wymieniać więcej. Gracze chcą lepszej jakości, wydawcy zwrotu poniesionych kosztów. Nie może zatem dziwić fakt, że twórcy szukają dróg na skróty – zarobić jak najwięcej przy jak najmniejszym nakładzie sił. Za fakt niech przemówi oświadczenie Square Enix i Crystal Dynamics w momencie wypuszczenia pierwszej części trylogii rebootu serii Tomb Raider. Serii, która przypomnijmy powoli umierała a została wskrzeszona do życia w roku 2013. Gra mimo sprzedaży na poziomie kilku milionów kopii została uznana za sprzedaż poniżej oczekiwań wydawców. A to wszystko pomimo faktu, że seria stała chwilę wcześniej na skraju przepaści.

Jak można się domyśleć produkcja gier mobilnych jest po stokroć tańsza. I zajmuje o wiele mniej czasu w produkcji niż tytuły AAA na konsole i PC. Co ciekawe sami gracze są skłonni wydać o wiele większe pieniądze w grze dzięki wbudowanemu systemowi mikropłatności – za przykład niech posłuży Pokemon GO dzięki któremu Niantic zarobiło w 2018… prawie 800 milionów dolarów! Taka suma musi robić wrażenie. 

Przeważnie użytkownikami gier mobilnych nie są zatwardziali gracze lecz osoby, które grają w przerwie pomiędzy zajęciami na uczelni, w kolejce do lekarza czy pomiędzy kolejnymi przystankami podczas podróży autobusem. Ich wymagania co do gier są stosunkowo niższe niż moje czy Twoje, czytelniku. Nie należy zatem lekceważyć faktu romansu deweloperów z nowo rodzącą się platformą na naszych oczach. Pytanie tylko czy wydawcy pokuszą się o pełne przeniesienie swoich marek na sprzęty mobilne kosztem takiego PlayStataion czy PC? Nie jest to tak abstrakcyjne jak jeszcze kilka lat temu – patrząc na niektóre trendy.  

Na koniec słów kilka 

Nie pokuszę się o stwierdzenie czy tego typu podejście jest dla rynku dobre czy złe. Wyrażę jedynie swoją opinię, że być może telefony komórkowe mają szansę stać się dla branży gier nową jakością. Trzeba pogodzić się z faktem, że rynek nie znosi stagnacji i nudy zatem deweloperzy szukają nowych dróg. My jako gracze powinniśmy obserwować to z boku i interweniować, jako społeczność, kiedy coś ewidentnie zmierza w złą stronę . Nie negujmy jednak czegoś tylko dlatego, że wydaje nam się to dziwne lub po prostu nieznane.

A na kolejne części Aliena czy Diablo w ich tradycyjnych formach będziemy czekać i pewnie prędzej czy później je otrzymamy. Głupotą byłby nie zmonetyzować takiego zainteresowania fanów.

Spór o loot boxy. Hazard czy loteria?

Spór o loot boxy. Hazard czy loteria?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here