Tuzy cRPG #1 Recenzja Baldur’s Gate

Baldur's Gate https://static.gamespot.com/uploads/screen_kubrick/mig/1/2/3/3/2121233-169_baldursgate_ot_pc_091112_4000.jpg
https://static.gamespot.com/uploads/screen_kubrick/mig/1/2/3/3/2121233-169_baldursgate_ot_pc_091112_4000.jpg

W swoim życiu gracza miałem liczne podejścia do gatunku cRPG. Niestety, każdorazowo odrzucała mnie zaproponowana formuła (może poza Falloutem 1 i 2). Bloki tekstu, aż sześć bohaterów do sterowania, mozolna rozgrywka i początkowo niskie prawdopodobieństwo udanego rzutu na trafienie. Te elementy sprawiały, że w klasycznych RPG-ach zwyczajnie się nudziłem, rozpieszczony stopniową casualizacją gier z ery PSX-a i początkiem ery FPS-ów. Ostatnio jednak spróbowałem ponownie, ponieważ od poprzedniego podejścia do Baldur’s Gate minęło około 4 lata i… doznałem olśnienia. Chyba zwyczajnie dojrzałem do tej, nieco wolniejszej i głębszej struktury rozgrywki, bo pierwszego Baldura przeszedłem na jednym wdechu, właśnie kończę Planescape: Torment i przymierzam się do Icewind Dale czekając, kiedy będę mógł w końcu wrócić do Zapomnianych Krain w Baldur’s Gate II. Postanowiłem z tego tytułu założyć miniserię, w której zrecenzuję wszystkich większych przedstawicieli gatunku cRPG. Zapraszam więc Was, Drodzy Czytelnicy do wspólnej podróży ze mną przez Zapomniane Krainy, Wielosfery i dziesiątki innych, charakterystycznych światów, które będzie nam dane zwiedzać.

Baldur's Gate https://www.mobygames.com/images/shots/l/331038-baldur-s-gate-windows-screenshot-inside-low-lantern.png

Jak już wspominałem, zaczniemy od Baldur’s Gate’a stworzonego przez BioWare i wydanego przez Interplay w 1998 roku. Gra jest klasycznym RPG-iem opartym na systemie przeniesionym z RPG papierowych. System ten to Advanced Dungeons & Dragons (AD&D), co oznacza, że walka jest podzielona na tury, a skuteczność lub nieskuteczność każdego działania zależy od rzutu niewidzialną kością. Jest to ogromny skrót, gdyż meandry tego systemu rozpisane są na wielosetstronnicowe podręczniki. Niemniej gra swoją mechanikę podaje w sposób bardzo przystępny, więc nie należy się obawiać jej złożoności. W samej grze będziemy sześcioosobową drużyną przemierzać rozległy ułamek świata Zapomnianych Krain, a mowa o Wybrzeżu Mieczy. Nasza drużyna będzie przemierzać miasta, liczne knieje i pustkowia, badać grobowce i niebezpieczne jaskinie, walczyć z bandytami i groźnymi stworami, wypytywać o informacje i zadania w karczmach, czy rozwiązywać lokalne spory. Do tego wszystkiego jednak wrócimy omawiając rozgrywkę.

Gra ogrywana była przeze mnie w wydaniu pierwotnym, wraz z dodatekiem Tales of the Sword Coast. Oznacza to, że nie grałem w stworzoną przez Beamdog w 2012 roku wersję odświeżoną Baldur’s Gate Enhanced Edition, ani nie modowałem tytułu na własną rękę. Powody takiej decyzji są dwa: chęć doznania gry w jej pierwotnym kształcie, oraz umożliwienie sobie powrotu do niej za kilka lat w nieco innym wydaniu. Tyle słowem wstępu. Przejdźmy do recenzji.

Początek przygody

Grę zaczynamy od stworzenia własnego bohatera w rozbudowanym edytorze. Po wybraniu płci i wizerunku naszego bohatera możemy wybrać rasę. Dostępne są: człowiek, elf, półelf, gnom, niziołek i krasnolud. Rasy determinują wygląd, dostępne charaktery czy możliwe klasy postaci. A tych jest naprawdę sporo: poza podstawowymi, jak wojownik, paladyn, kapłan, mag, złodziej, bard, druid, łowca możemy wybrać maga-specjalistę, albo stworzyć postać wieloklasową. Możliwości rozwoju jest multum i ogranicza nas jedynie wyobraźnia. Jeśli dodamy do tego, że poza klasą mamy także możliwość ingerencji w statystyki takie jak: siła, zręczność, kondycja, inteligencja, mądrość czy charyzma, to osiągamy pokaźną liczbę możliwych do wykreowania postaci. Potem wybieramy wyspecjalizowanie w danym typie oręża, albo konkretne czary (w przypadku maga). Na koniec wybieramy wygląd naszej postaci, jak również jej imię. Kreowanie protagonisty zakończone! A więc, co to za postać?

Ucieczka z rodzinnego domu

Wcielamy się w sierotę przygarniętą przez niejakiego Goriona – pogodnego mędrca z warowni wiedzy Candlekeep. Od dzieciństwa dorastaliśmy jako pupil tutejszej społeczności. Nie znamy swojego prawdziwego pochodzenia. Pewnego dnia nasz przybrany ojciec daje nam wszystkie swoje oszczędności, każe kupić ekwipunek, pożegnać się z domem i przygotować do ucieczki. Grozi nam bowiem wielkie niebezpieczeństwo, które Gorion obiecuje ujawnić w podróży. Przed wyruszeniem gra pozwala nam zapoznać się ze swoimi mechanizmami poprzez zakup ekwipunku i rozwiązanie kilku pomniejszych zadań. Nie będę zdradzał dalszych elementów fabuły. Trzeba Wam wiedzieć jedynie, że podczas podróży po świecie Baldur’s Gate’a zostaniemy wciągnięci w liczne intrygi polityczne jak np. lokalny problem z żelazem; przyjdzie nam też ratować świat.

Fabuła to klisza klisz gatunku fantasy, jednak koniec końców nie jest ona zła, a po prostu naiwna. Scenariusz potrafi zaskoczyć czy zainteresować, ale w ogólnym rozrachunku jest bajkowy i zawiera wiele nielogicznych rozwiązań charakterystycznych dla swojego gatunku. Błędów tych nie przybliżę, nie chcąc spoilerować.

Baldur's Gate Znalezione obrazy dla zapytania baldur's gate candlekeep https://lparchive.org/Baldurs-Gate/Update%201/12-10.jpg

Smak przygody

Istotnym elementem gry jest  klimat świata przedstawionego. Kiedy nasza kompania zawadiaków przybija do miasta, lub wyrusza w leśne ostępy rozpoczyna się prawdziwa magia.

Naprawdę nietrudno w tej grze wczuć się w klimat awanturniczego życia drużyny, bowiem przenika on cały świat. Po przyjściu do nowej mieściny dowiadujemy się od miejscowych, gdzie znajduje się najbliższa karczma; to ona będzie bowiem naszym pierwszym przystankiem w mieście, buforem informacji i zadań w danej lokacji. Po drodze słuchamy rozkrzyczanych heroldów, znużonych życiem chłopów czy mieszczan. W gospodzie, jak to w gospodzie: muzyka, podchmieleni pozytywnie lub negatywnie mieszkańcy, szynkarz i kilku innych zawadiaków. Rozpytujemy ludzi, czy w mieście jest coś do roboty, kupujemy od barmana trunki w zamian za informacje i zbieramy zlecenia od zatroskanych obywateli. Po zebraniu informacji dobrze byłoby doposażyć grupkę w ekwipunek. W tym celu szukamy kowala, który sprzeda nam strzały, nowe uzbrojenie itp.

Po tych krokach jesteśmy gotowi, by wyruszyć na przygody. Gra nie zawiera żadnych znaczników, czy niekiedy nawet nazw lokacji. Wiemy, że musimy się udać na południowy wschód od miasta i tam też idziemy. Podróżujemy więc długie godziny, walczymy z przydrożnymi rabusiami, czy skrytymi w lasach wilkami lub potworami, przetrząsamy każdy kąt i każdą jaskinię w poszukiwaniu nowego ekwipunku, nowych towarzyszy w boju, czy zatroskanych podróżnych, których problemy rozwiążemy za odpowiednią opłatą. W przerwach na odpoczynek śpimy zaś pod gołym niebem. Po wykonaniu wszystkich zadań na danym obszarze udajemy się na powrót do miasta. Odbieramy nagrodę za wykonanie zadań, identyfikujemy przedmioty u kapłanów i żonglujemy nabytym ekwipunkiem między członkami drużyny dopasowując go do ich zdolności. Następnie uzupełniamy zapasy i udajemy się do następnego miasta lub kontynuujemy eksplorację w innych kierunkach, za nic mając wątek główny.

Baldur's Gate Znalezione obrazy dla zapytania baldur's gate 1 screens http://media1.gameinformer.com/imagefeed/featured/electronic-arts/bioware/baldursgatemmo.jpg

Klimat gry jest naprawdę magiczny i wprost wylewa się z ekranu. Wciąga jak bagno i nie pozwala odejść od gry na długie godziny. Jest jego ogromną zaletą i bardzo dobrze oddaje światy fantasy, o których większość z Was marzyła czytając liczne powieści Tolkiena czy Lewisa.

Dubbing

Polskie głosy użyte w Baldur’s Gate to temat tak znany polskiemu odbiorcy, że nie mogło zabraknąć na jego potrzeby osobnego nagłówka. Końcówka minionego milenium i początek ówczesnego to były czasy istnego rozkwitu dubbingu w grach. Blokada regionalna stosowana w naszym kraju sprawiała, że gry były u nas o wiele tańsze, niż na zachodzie. Mogło to jednak skutkować tym, że zachodni odbiorca będzie masowo nabywał gry na polskim rynku i grał w nie u siebie za niższą cenę. Zwykłe spolszczenie napisów nie wystarczało, ponieważ zagraniczny głos wciąż był niewystarczający, by obeznać się w masie tytułów. Dlatego polskie gry z tamtego okresu o wiele częściej posiadały dubbing.

Ten z Baldur’s Gate doczekał się zresztą statusu kultowego. A to głównie za sprawą obsady, jaka użyczyła swoich głosów postaciom. Jan Kobuszewski, Piotr Tworek, Anna Dużyńska, Andrzej Arciszewski, Aneta Płuszka, Henryka Korzycka, Waldemar Dorecki, Aneta Pałęcka, Wiktor Zborowski, Gabriela Kownacka czy w końcu Piotr Frączewski jako narrator. To tylko część wspaniałej obsady, która użyczyła swoich głosów postaciom z gry sprawiając, że świat dodatkowo zyskał na klimacie i wiarygodności. Praktycznie nie ma tutaj słabszej części użyczonych głosów. Są tylko teksty wypowiedziane dobrze i wybitnie dobrze. Dla tych, którzy jakimś cudem tego nie wiedzą – legendarny tekst Piotra Frączewskiego “Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.” pochodzi właśnie z tej gry.

Mechanika Gry

No dobrze. Mamy fabułę, dubbing, mamy i klimat. Ale jak w Baldur’s Gate’a się w ogóle gra? Otóż gra w zasadzie składa się na prowadzenie dialogów, eksplorację, walkę i rozwój drużyny. Omówmy sobie zatem powyższe.

Walka

Zacznijmy od starć. W naszej drużynie może być 6 czempionów, spośród których każda postać w grze posiada nieco inny wachlarz umiejętności. Pewni bohaterowie walczą w zwarciu, inni na dystans, jedni używają czarów defensywnych, inni ofensywnych; do tego istnieją kombinacje powyższych. O naszej skuteczności w boju będzie wiec świadczyć odpowiednio zbalansowana drużyna, z dobrze dobranym dla siebie ekwipunkiem. Rozkazy wydawane naszym bohaterom są przez nich wykonywane natychmiast. Gra posiada podział na tury, jednak jest on praktycznie niezauważalny, ukryty (jak cała mechanika RPG stojąca za tą grą). Aby jakoś logicznie ogarnąć sterowanie sześcioma postaciami w grze zaimplementowano aktywną pauzę. Po jej naciśnięciu mamy nieskończoną ilość czasu, by atakować, szykować zaklęcia, wycofywać się; słowem – wydawać polecenia. Starcia zazwyczaj odbywają się wobec równie licznej, lub liczniejszej od naszej drużyny grupce przeciwników. Jeśli jest inaczej, to  pojedynczy przeciwnik, z którym przyjdzie nam się mierzyć,  okaże się znacznie silniejszy.

Bestiariusz zaimplementowany na potrzeby Baldur’s Gate jest naprawdę bogaty – różne rodzaje zwierząt (nawet w obrębie jednego gatunku), różniących się wyglądem i zachowaniem potworów, humanoidów i najróżniejszych magicznych istot nie pozwala się znudzić.

Baldur's Gate Znalezione obrazy dla zapytania baldur's gate fight https://lparchive.org/Baldurs-Gate/Update%2031/3-3.jpg

Również ekwipunek jak na tamte czasy był różnorodny. Nie dość, że każdy typ broni, jak miecze, topory, młoty, włócznie posiada liczne wersje, to jeszcze możemy napotkać się na wersje zaklęte (posiadające dodatkowe cechy), oraz przeklęte (które potrafią być żartem złośliwych magów, albo być silnymi wersjami przedmiotów z pewnymi wadami, jak np. zaklęcie szaleństwa). W grze występuje także magia, która dzieli się na dwa typy: magia czarodziejów i magia kapłanów.  Obie magie pozwalają osiągnąć liczne efekty, jak leczenie towarzyszy, rzucanie magicznych kul raniących wrogów, wywoływanie magicznego uzbrojenia, czy rzucanie klątw osłabiających na wrogów. Na mnogość zaklęć w grze narzekać nie można, bowiem jest ich gromie. Są one podzielone pod względem mocy na kilka poziomów, a zdobywamy je, ucząc się ich ze zwojów.

Rozwój postaci

Walcząc z przeciwnikami i rozwiązując zadania zdobywamy punkty doświadczenia. Punkty te przekładają się na zdobywanie kolejnych poziomów. Awansowanie na kolejne poziomy nie ma jednak w Baldur’s Gate takiego znaczenia, jak w Hack & Slashach. Podczas awansu nie zdobywamy punktów statystyk, nowych zdolności pasywnych i tego typu bonusów. Zazwyczaj jedynie zwiększa się ilość życia danej postaci. W przypadku wojowników co 3 poziomy można poprawić biegłość w danej broni, w przypadku złodziei uzyskuje się punkty do zdolności takich jak kradzieże, krycie w cieniu, znajdowanie pułapek, czy rozbrajanie; z kolei magowie i kapłani zwiększają ilość możliwych do zapamiętania czarów i co kilka poziomów mogą się nauczyć zaklęć wyższego poziomu. Jak więc widać, korzyści nie są tak liczne, jak w przypadku np. Diablo 2, czy Titan Questa.

Baldur's Gate Podobny obraz https://killapenguin.com/227/gallery/medium/baldursgate/baldurs-gate-0001.jpg

Nie zmienia to faktu, że na poziom naprawdę się czeka, bowiem w Baldur’s Gate działa to nieco inaczej. Poziomów przede wszystkim nie jest tak wiele, jak w innych tytułach. Maksymalny poziom to 8-9 w zależności od klasy (7 w przypadku wieloklasowców). Sprawia to, że te korzyści, choć wydają się niewymierne naprawdę mają wielkie znaczenie dla gracza. Szczególnie, jeśli nowy poziom zdobywamy co 5-10 godzin (a nie co kilkanaście minut).

Dialogi

Przyszła pora na kolejny element Baldur’s Gate, który choć również niezły, to niewątpliwie najsłabszy ze wszystkich powyższych. Rozmowy prowadzone przez postaci są bardzo odpowiednie dla epoki średniowiecza, na którą stylizowane jest to fantasy. Postaci wypowiadają się w sposób zróżnicowany: parobkowie mówią językiem prostym i niestroniącym od bluzg, zaś klasy wyższe to mowa dystyngowana i wykwintna. Również nasze odpowiedzi to piękno samo w sobie. Opcji dialogowych jest zawsze sporo, a my możemy zabrać głos zgodny z naszym sumieniem w sprawach spornych. Kłótnie z różnymi bohaterami potrafią być długie i wymagać od nas odpowiedniego operowania słowem. I wszystkie byłoby pięknie, gdyby nie fakt… ŻE TO NIE MA ŻADNEGO ZNACZENIA!

Zabić wszystkich!

… w każdej niemal rozmowie, choćby nie wiem jak dobrze napisanej, nie opłaca się być szelmowskim manipulatorem! Przykład: pewnego razu w karczmie w Baldur’s Gate (nazwa miasta) wyskoczył na mnie potężny ogr, który dostał na mnie zlecenie. Zarzekał się, że musi mnie zabić, bo przypominam mu osobę na liście gończym. Dzięki wysokiej charyzmie i odpowiedniej reakcji mogłem go przegadać, że postać wcale nie jest do mnie podobna. Wówczas ogr biegł do domu się upewnić, a ja miałem spokój od jego wielkiej maczugi. Jednak nie dostałem za to żadnych punktów doświadczenia: dosłownie nic. Wczytałem grę i pozwoliłem się zaatakować. Zabiłem ogra i zabrałem jego ekwipunek. Dostałem kilka tysięcy punktów doświadczenia, a znalezione przy nim rękawice były jednymi z najlepszych w grze i zostały przy mnie do końca gry. W dodatku zabrałem przydatne zaklęcia i złoto. Zdolność odpowiedniego operowania słowem za nic mi się przydała.

I w tej grze jest tak na każdym kroku. Tutaj po prostu nie opłaca się nie zabijać i nie sprowadzać większości dyskusji do walki. Ilość doświadczenia i złota przyznawanych za zadania jest żałośnie niska, dlatego korzyści najlepiej czerpać przez rozlew krwi. Gracz po pewnym czasie zaczyna zwracać uwagę tylko na jedno: bylem nie tracił przez zabijanie postaci punktów reputacji – to staje się jedynym kryterium, a cały role play upada.

Baldur's Gate Znalezione obrazy dla zapytania baldur's gate http://www.balduran.com.br/uploads/images/baldursgate/screens/bg_screen004.jpg

Szukamy przygód… wszędzie

Kolejnym bardzo słabym elementem za który Baldur’s Gate zbierał cięgi, jest źle przemyślana eksploracja. Otóż świat gry podzielony jest na kilkadziesiąt pomniejszych lokacji, które przemierzamy w poszukiwaniu przygód. Problem polega na tym, że my naprawdę musimy ich szukać. Wchodząc do nowej lokacji nie mamy praktycznie żadnego punktu charakterystycznego, do którego moglibyśmy zmierzać. Wobec tego atrakcji musimy szukać na własną rękę przetrząsając kawałek po kawałku skrawek mapy. Moja mechanika szybko zaczęła sprowadzać się do poszukiwania na zasadzie kreskówkowego zamalowywania pędzlem ściany. Od góry mapy szedłem w dół, po dojściu na sam dół robiłem kilka kroków w bok i szedłem do samej góry, potem robiłem kilka kroków w bok i szedłem do dołu. I tak po 20 razy na każdej mapie… A i tak pominąłem kilka wątków (pomniejszych, ale jednak), bo nie znalazłem jakiejś postaci schowanej w gąszczu.

Rozwiązanie takie jest całkiem irytujące i zmusza do powtarzania bezmyślnej wędrówki dziesiątki razy. Koniec końców gra jest na tyle dobra i zazwyczaj napotykamy tyle atrakcji, że i tak nie mamy czasu się tym znudzić; niemniej recenzencki obowiązek nakazuje, bym to wspomniał, bo owe nieprzemyślenie sprawy przez twórców może irytować.

Przeszkadzajki

Trudne zakupy

Skoro już jesteśmy przy rzeczach irytujących, przejdźmy do kilku pomniejszych nieprzemyślanych decyzji twórców, które potrafią męczyć i denerwować. Zacznijmy od trudności w zakupach. Otóż kiedy jesteśmy w sklepie i musimy kupić strzały dla łuczników, bełty dla kuszników, rzutki dla miotaczy i kamienie dla procarzy, to cały ten proces musimy wykonać kupując pojedyncze przedmioty składowane po 20 (rzutki po 10). Nie można kupić kilku przedmiotów jednocześnie, więc każdorazowo musimy kliknąć na strzałę, potem kup, na strzałę, kup. Potem bełty, potem kamienie. Jeśli mamy np 2-3 postaci strzelające to musimy kliknąć około 30-40 razy. Gorzej jest, jeśli sprzedawca np. nie posiada strzał składanych po 20, a np strzały składane po 5 (a tak się zdarza!). Wówczas, chcąc kupić strzały dla postaci, musimy naklikać się kilka razy tyle.

Nawigowanie drużyną

Kolejną wadą jest kierowanie i nawigowanie naszą drużyną. Otóż ich odnajdywanie ścieżek to kwestia żałośnie zaprojektowana. Idą po najkrótszej linii oporu, a kiedy napotkają przeszkodę w postaci bohatera niezależnego, lub współtowarzysza odnajdują drogę na około. Skutkuje to tym, że jeśli jakaś postać idąca przed drugą postacią zatrzyma się na chwilę, by np. obejść kamień, ta druga zacznie iść dookoła zmuszając na czekanie 10-20 sekund, jeśli się tego w porę nie zauważy. Irytujące, prawda? A co jeśli powiem Wam, że w grze są dziesiątki wąskich korytarzy, w których mieści się tylko jedna-dwie postaci? Co jeśli powiem Wam, że w podziemnych katakumbach przeciwnikiem nie są gnijące ghule, tysiącletnie szkielety, a potykające się o siebie patałachy? Uwierzcie, że nic tak nie męczy, jak problem z przejściem przez jakąś lokację po dobrych kilku godzinach satysfakcjonującej przygody.

Wyjątkowe płodne potworzyce

Kolejnym problemem jest odradzanie się przeciwników w niektórych lokacjach. Następuje ono chaotycznie i zbyt szybko. Podam Wam to na przykładzie. W gmachu A stoi 20 gnomów (bardzo irytujące uciekająco-strzelające potworki). Zabijamy wszystkie i z Korytarza B i idziemy do korytarza C. W korytarzu C okazuje się nic nie być, taka ślepa uliczka. Wracamy do korytarza A, a tam znowu 20 gnomów! Namnożyły się w kilka sekund? A co, jeśli gmachów typu A jest 5 w całych katakumbach, a korytarzy ze ślepą uliczką 40? Tak się naprawdę zdarza.

Ten absurd jest tak daleko posunięty, że stanąłem kiedyś magiem poza zasięgiem widzenia takiego gmachu i rzuciłem czar obszarowy. Słaba struktura ciał gnomów sprawiła, że zginęło ich 20 od jednego strzału. Nie ruszając się z miejsca wypuściłem kolejną kulę i znowu zabiłem ich 20! Bez najmniejszego ruchu i w ciągu 5 sekund. One się odradzają w chwili, w której postać nie patrzy. To jakiś absurd! Na szczęście takich lokacji jest tylko kilka, za to są rozległe i skutecznie uszczupliły kilka moich sesji z grą, szczególnie, że dodatkowo mają wąskie przejścia (patrz powyższa przeszkadzajka)

Nierówny poziom trudności

Baldur’s Gate przez długi czas jest bardzo prosty, jeśli potrafi się odpowiednio zarządzać drużyną. Wyzwanie stanowi kilka przeciwników, których można obejść lub pokonać odpowiednią taktyką. Problem jednak zaczyna się wraz z dodatkiem, bowiem tamtejszy poziom trudności jest zwyczajnie zbyt zawyżony i zmusza do ciągłego wczytywania gry.

Zaklęcia leczące i błyskawicy

Ostatnią przeszkadzajką się nieskalujące się zaklęcia leczenia i zaklęcie błyskawicy. W pierwszym przypadku chodzi o to, że zaklęcie leczenia kapłanów leczy 9 punktów zdrowia. Problem jednak zaczyna się wtedy, kiedy jesteśmy pod koniec gry i większość postaci ma ich około 60-70. Sprawia to, że niekiedy trzeba kilku odpoczynków i wszystkich możliwych zajętych w księdze czarów miejsc, by wyleczyć drużynę. Gdyby siła czaru skalowała się z poziomem, problemu mogłoby nie być.

Co do błyskawicy: czar ten wypuszcza błyskawicę, która odbija się od ścian tak długo, aż nie skończy się czas jej trwania. Zaklęcie jest niekiedy bardzo przydatne w ofensywnie. Wiedzieli jednak o tym projektorzy magicznych pułapek, bowiem ten czar często będzie doskwierał badającym lochy śmiałkom. Jeśli jakaś drużyna nie ma złodzieja parającego się pułapkami to przejście niektórych katakumb będzie praktycznie niemożliwe, wymuszając ciągłe wczytywanie stanu rozgrywki, a chyba nie tak powinno to wyglądać.

Wygląd zapomnianych krain

Choć gra ma 19 lat na karku, to w mojej opinii wciąż trzyma się nieźle. Izometryczny rzut i prerenderowane tła mają to do siebie, że dobrze znoszą upływ czasu. Na minus wersji w 1998 roku na pewno można zaliczyć rozdzielczość, zbyt bliskie przybliżenie kamery i niezbyt szczegółowe postaci. Jednak większość tych bolączek rozwiązuje wersja Baldur’s Gate Enhanced Edition. Świat jest kolorowy i żywy i na pewno nie zniechęca oprawą do zwiedzania swojego świata. O ile ktoś nie boi się grafiki sprzed dwóch dekad.

Podobny obraz https://pockethcgamers.files.wordpress.com/2014/02/rpg03.jpg Baldur's Gate

100 godzin i ciągle mało

Pomimo kilku pomniejszych wad Baldur’s Gate naprawdę okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Ta gra wciągnęła mnie do swojego świata i nie chciała szybko puszczać. Grałem w nią długimi godzinami tułając się po świecie i niechętnie wymieniając kompanów. Gatunek cRPG okazał się dla mnie angażujący, dojrzały i wymagający. Zapałałem dzięki tej grze uczuciem płomiennym do nowego typu gier i mam zamiar przejść je wszystkie, co będziecie mogli obserwować na tej stronie w mojej miniserii. Wam zaś serdecznie polecam Baldur’s Gate’a. Nie wszystkim, a tym, którzy szukają nieco bardziej angażującej, trochę wolniejszej, głębszej i przede wszystkim staroszkolnej rozgrywki. Staruszek ma już swoje lata, ale wciąż potrafi cieszyć i zachwycać. Powodzenia!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here