W tej grze czuć diabła! Wracamy do Torchlight

Torchlight
Pomimo popularności gatunku hack & slash na rynku nigdy nie mieliśmy zalewu gier pokroju Diablo. Doczekaliśmy się kilku większych tytułów (jak Titan Quest czy Sacred), a każdy z nich wprowadzał sporo świeżości do formuły. Fani gier tego typu nigdy więc nie mogli narzekać na klęskę urodzaju i powtarzalności.Tak oto w 2008 roku powstało studio Runic Games zrzeszające byłych pracowników Blizzarda (i tak zgadliście, właśnie tych od Diablo) a następnie zaczyna pracę nad grą która ma być duchowym spadkobiercą produkcji Zamieci. Czy Torchlight może konkurować z Diablo 2 i jak sprawdza się dzisiaj, 9 lat po premierze? Zapraszam do materiału. 

Ale zanim przejdziemy do rozgrywki to przybliżmy sobie jak zawsze podstawy. Torchlight został stworzony przez Runic Games oraz wydany przez nieistniejące już JoWooD Entertainment AG. Wersja na komputery osobiste ukazała się 27 października 2009 roku, a na Xbox 360 9 marca 2011 roku (wydana oczywiście przez Microsoft). Pod względem gatunkowym jest to czysty hack & slash.

Pradawne zło!

Naszą historię zaczynamy w wiosce Torchlight. Fabuła, jak nie trudno się domyslić do wymyślnych nie należy (taki ciężar gatunkowy). Pod wioską odkryto minerał zwany żarem, a kontynuując jego wydobycie dokopano się do pradawnego zła. Nasz bohater musi uratować wioskę i świat przed zagładą schodząc coraz niżej i niżej (ale o tym dalej). Tak nieambitna fabuła w najmniejszym stopniu nie przeszkadza, bowiem można ją spokojnie zignorować i skupić się na rozgrywce.

Postaci, umiejętności

Rozpoczynając grę możemy wybrać jednego z trzech bohaterów: niszczyciela (wojownika), pogromcę (strzelca) i alchemika (maga). Każda klasa charakteryzuje się własnym zestawem umiejętności pasywnych i aktywnych, oraz zalecanymi do rozwoju statystykami (są tutaj siła, zręczność, magia i obrona). Po wybraniu postaci możemy także ustalić już na początku poziom trudności, co nie jest powszechnym zabiegiem w hack & slashach. Zazwyczaj mamy główny poziom trudności, a po ukończeniu gry możemy grać dalej, ale z silniejszymi przeciwnikami i innymi zmianami.

Torchlight
Bohater i jego czworonóg.

Tak więc każda z postaci skupia się na czymś innym: niszczyciel to góra mięsa, która atakuje z bliska, przywołuje awatary walczące równolegle z nim i atakuje przeciwników potężnymi obszarowymi atakami. Pogromca walczy na dłuższych dystansach i używa śmiercionośnych pułapek. Z kolei alchemik włada różnorodną magią: może przywoływać istoty, walczyć na dystansie, albo wzmacniać się wręcz.

Każda z postaci ma umiejętności podzielone na 3 drzewka. Trzeba jednak w tym miejscu przyznać, że umiejętności zbyt wiele nie ma. Każda postać ma od 15 do 18 umiejętności aktywnych i ok. 15 pasywnych (przy czym większość pasywnych powtarza się dla każdej postaci). Umiejętności w żaden sposób pomiędzy sobą nie korelują (czyli rozwijanie jednej nie zapewnia bonusów w drugiej). Same czary cieszą oko i potrafią dać złudzenie potęgi: rzucają przeciwnikami po planszach, podpalają ich, zamrażają itd. W ogólnym rozrachunku nie ma ich ani za mało, ani za dużo. Jak na długość (ok 14 godzin do ukończenia głównego wątku) i założenia gry jest ok.

Ostatnią ciekawostką w kwestii rozwoju postaci jest fakt, że poza klasycznym levelowaniem mamy tutaj też rozwijanie swojej sławy. Zabijając specjalnych przeciwników (silniejszych, z dodatkowymi efektami, jak rzucanie czarów ofensywnych) zdobywamy punkty sławy. Za wypełnienie pasku z nimi związanego dostajemy punkt umiejętności: nie są one traktowane jak levele i wpływają tylko na nasze zdolności.

Torchlight

Walka

Przejdźmy jednak do mięska, czyli tego jak w grze się rąbie i siecze. Tutaj większość graczy powinna być bardzo zadowolona, bowiem walka zrealizowana jest świetnie. Po pierwsze gra generuje bardzo wielu przeciwników jednocześnie. Tak się równolegle składa, że prawie wszystkie umiejętności mają zasięg obszarowy. Jeśli dodamy do tego fakt, że przeciwnicy “rozpaćkują się” przy śmierci, zostawiając wiele krwi i emitując charakterystyczne dźwięki otrzymywanych obrażeń dostajemy mieszankę dającą sporo satysfakcji. Walka potrafi oddawać wrażenie potęgi naszej postaci. Co prawda przez bardzo blisko osadzoną kamerę i pełne kolorów efekty czarów potrafimy zgubić pozycję naszego bohatera, co potrafi być uciążliwe przy klasach dystansowych. Tym niemniej gra ucieka od klasycznego podziału na postaci słabe i wytrzymałe, dlatego też alchemik i pogromca wcale nie giną od dwóch mocniejszych ataków.

Torchlight
Zadanie: znajdź postać!

Nasi przeciwnicy należą do dość zróżnicowanych i ładnie animowanych.

Mają sporo opcji wyprowadzania ataku, poruszają się w sposób przyjemny dla oka, a ich różnorodność jest zwyczajnie wystarczająca.

Podobnie ma się kwestia z przedmiotami. Tych jest wiele rodzajów, każdy ma swój typ obrażeń, jakie zadaje, swoją prędkość ataku, swoje statystyki obronne. Do przedmiotów możemy wsadzać klejnoty, te zaś możemy u specjalnego NPC łączyć tworząc mocniejsze (co nie ma sensu, bo w toku gry o wiele szybciej zdążymy zdobyć nowe, o wiele silniejsze, a proces łączenia nieznacznie podnosi poziom klejnotów), a przedmioty możemy wzmacniać u jednego maga. Aczkolwiek każda taka usługa swoje kosztuje i istnieje podczas niej szansa, że wszystkie magiczne ulepszenia znikną, dlatego jest to swoisty hazard. Wielu z Was poczuło pewnie teraz deja vu z Diablo 2. Jest to odczucie słuszne. Gra pełnymi garściami czerpie z klasyka Blizzarda.

Torchlight
Każdy przedmiot zajmuje 1 slot. Ułatwia to znacznie handel.

Zwierzaczek

W odróżnieniu od Diablo w Torchlight mamy stałego towarzysza zwierzęcego. Może być to pies, kot lub fretka. Nie możemy wpływać na jego rozwój, co jedynie możemy zakładać mu znalezione naszyjniki i pierścienie oraz dostrajać znalezione w zwojach czary dodatkowe (z których i my możemy korzystać). Zwierzak atakuje, przenosi towary oraz może sprzedać je w miescie po to, żebyśmy my nie musieli wracać. Jest to przydatna funkcja, bo pozwala zachować flow eksploracji.

Torchlight
Jest i minigra z łowieniem ryb. Trzeba wyczekać, aż szerszy okrąg zmniejszy się nakładając na ten w środku. Wówczas całość zrobi się czerwona, a my musimy pociągnąć jak najszybciej.

Zwierzak może być dodatkowo wzmacniany znalezionymi w stawach rybami. Staje się wówczas silniejszy, zmienia wygląd i umiejętności. Może być to przydatne, ale osobiście niezbyt czułem przymus korzystania z niezbyt okazałych zdolności bojowych towarzysza. Jest on dodatkowo nieśmiertelny, więc przynajmniej nie musimy się tym martwić. Kiedy jego życie spadnie do 0 staje się “ranny” i powoli się regeneruje by powrócić do walki. Możemy mu pomóc uzdrawiając miksturą.

Ciągle w dół

Niemałą wadą produktu tak przy premierze, jak i w 2018 roku jest konstrukcja lokacji. Otóż po opuszczeniu Torchlight idziemy już tylko w dół. Nie wychodzimy na powierzchnię, nie przemierzamy lasów. Rozciągają się przed nami tylko jaskinie o prostej konstrukcji. Zawsze idziemy prostą drogą do celu atakując przeciwników. Schemat z kolei jest prosty. Mijamy 4 poziomy danej lokacji, w piątej walczymy z bossem. Po walce przenosimy się do kolejnego typu lokacji.

Torchlight
Lokacje są bardzo ładne, ale to ciągłe schodzenie do serca ziemi potrafi zmęczyć.

Mamy tutaj jaskinie, stare warownie w jeziorze magmy, grobowce i wiele innych. Różnią się one co prawda od siebie, ale nie da się nie odnieść wrażenia lekkiej nudy, bo ciągle idziemy w dół, ciągle zwiedzamy ten sam typ lokacji: podziemia. Potrafi to zmęczyć grającego, który oczekiwałby od produkcji nieco wolności i większej różnorodności. Czasem natrafimy na sekret, czasem na ukryty portal do lokacji ze skarbami, niekiedy nawet na ciekawą zagadkę środowiskową. Tym niemniej urozmaiceń jest bardzo niewiele, a droga zazwyczaj jedyna słuszna.

Podobnie monotonne są zadania poboczne, które otrzymujemy. Są ich 3 rodzaje. Jeden mieszkaniec miasta zawsze zleca nam odnalezienie jakiegoś kamienia (który leży w losowym miejscu w lokacji), drugi zleca zabicie jakiegoś stwora, a trzeci otwiera specjalny portal z lokacją (będącą powieleniem schematu tych z watku głównego), w którym mamy znaleźć coś cennego. Zadania poboczne w żaden sposób nie rozwijają gry i zwyczajnie nużą. Co prawda jest to hack & slash, gdzie głównym założeniem gatunkowym jest walka, zbieranie lootu i rozwój postaci.

Torchlight

Sama podstawowa zawartość gry wystarcza na 14 godzin. Lokacje po drodze generowane są losowo, ale w określonym schemacie (który wymieniłem wyżej). Jednak po ukończeniu produkcji nie musimy wcale odkładać jej na półkę. Pojawiają się bowiem wówczas specjalne lochy, które ciągną się w nieskończoność. Możemy je eksplorować poziom po poziomie i wypełniać losowo generowane zadania choćby i bez końca. Ja tego jednak nie zrobiłem, bo już wątek główny był dla mnie ledwo wystarczający, bym ukończył produkcję. Pozbawiony i tego celu porzuciłem grę po zabiciu ostatniego bossa.

Oprawa

Bardzo miłym akcentem jest oprawa audio-wizualna. Nieco komiksowe wykonanie cieszy oko, a wspomniane kolorowe wykonanie efektów czarów, czy przemierzanych lokacji uprzyjemnia rozgrywkę. Przy tym produkcja działa prawidłowo.

Za to bez wątpienia o wiele większą frajdę fanom Diablo sprawi muzyka. Nad tą bowiem pracował Matt Uelmen, który skomponował muzykę do wspomnianej produkcji, ale także do Starcrafta, czy WoWa. Symfoniczna muzyka z silnymi elementami gitarowymi będzie przywoływać wspomnienia i towarzyszyć rozgrywce uprzyjemniając ją. Ja jednak po kilku godzinach przestałem jej słuchać i włączyłem sobie podcasty, bowiem sama gra nie miała w sobie wystarczająco ciekawej treści, aby mnie przy sobie utrzymać.

Torchlight

I to jest właśnie idealny moment, aby rozpocząć podsumowanie. Torchlight ma bardzo przyjemną walkę, dobry, choć nieco ograniczony rozwój postaci, świetną oprawę i muzykę. Jest jednak jednocześnie grą bardzo odtwórczą w stosunku do Diablo 1 i 2, a przy tym zbyt monotonną w odwiedzanych lokacjach i wypełnianych zadaniach. Robi krok wstecz względem gatunku, który realizuje. Bez wątpienia bawiłem się przy niej dobrze przez tych 14 godzin, ale musiałem pomagać sobie podcastami. Polecam fanom gatunku, którzy chcą znać absolutnie wszystkie gry, a odradzam całej reszcie. O wiele lepiej sięgnąć po Torchlight 2, które robi od jedynki lepiej wszystko, a którego recenzja niedługo się u nas pojawi.