Star Wars Episode I: Racer [recenzja]

Star Wars Episode 1: Racer

W 1999 roku rzesze fanów doczekały się wreszcie czwartej wydanej, a pierwszej chronologicznie części Gwiezdnych Wojen: Mroczne Widmo. Choć uczucia co do tego epizodu były mieszane, to na fali tej premiery sprzedawane było dosłownie wszystko sygnowane marką Gwiezdnych Wojen. Nie mogło to ominąć świata gier. Jak po tylu latach prezentuje się Star Wars Episode I: Racer?

Marka

Premiera gry Racer miała miejsce 19 maja 1999 roku na świecie i 20 sierpnia 1999 w Polsce. Producentem oraz wydawcą gry jest LukasArts. Produkcja ta od wydania sprzedała się już w ponad 3 milionach kopii, jednocześnie bijąc na głowę wydawane w tym czasie gry wyścigowe. Pytanie: wybiła się na marce Gwiezdnych Wojen, czy po prostu jest świetna?

Star Wars Episode 1 - Racer
Wyścigi SCI Fi?

Pomysł był dobry

Fabuły tutaj zwyczajnie nie ma, ponieważ jest niepotrzebna, dlatego też nie będę zastanawiał się zbytnio nad związkiem z filmowym uniwersum. Gra oczywiście jest w stu procentach osadzona w świecie George’a Lucasa, a konkretnie w sekwencji galaktycznych wyścigów, mającej związek z dzieciństwem Anakina Skywalkera. Zamiast czterech kółek (jak na grę wyścigową przystało) Racer oferuje dwa potężne silniki i unoszące się nad ziemią pody. Zamiast ścigać się po twardym gruncie, rozpędzamy się do gigantycznych prędkości na jednej z ośmiu planet o zróżnicowanych nawierzchniach i towarzyszących utrudnieniach. Z całą pewnością twórcom nie można odmówić oryginalności i kreatywnego wykorzystania elementu filmu.

Monotematycznie i frustrująco

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę to jest ona po prostu… niezła. Racer oferuje bardzo dynamiczne pojazdy, którymi ścigamy się na rozmaitych torach. W większości przypadków zakręty nie wymagają nawet najmniejszego spowalniania. Początkowo jest to bardzo przyjemne. Kto nie lubi osiągać chorych prędkości i to w tym przypadku bez ograniczeń, takich jak np. kontakt z podłożem. Zdecydowanie jest to największa zaleta tej gry: odczucie prędkości, które aż wgniata w fotel. Z czasem jednak zaczyna to być zwyczajnie nudne. W grze mamy do dyspozycji cztery etapy, z czego na każdym dostajemy nieco trudniejsze wyścigi. W praktyce, dwa pierwsze nie są żadnym wyzwaniem. Prowadzi to niestety do tego, że się szybko nudzą. Niektóre trasy mogą zająć nam około 6-7 minut, z czego przez jakieś 5 jedziemy zupełnie w pojedynkę, czekając tylko aż wyścig się skończy, bo przeciwnicy są bardzo daleko z tyłu. 3 i 4 etap są już nieco trudniejsze i dają pewne wyzwania. Czy gra się przyjemniej? Nie do końca.

Star Wars Episode 1: Racer
Elementy tras także często się powtarzają.

Wyścigi nadal są stanowczo za długie i powodują więcej frustracji, niż satysfakcji. Wyobraźcie sobie sytuację, gdzie prowadzicie przez cały wyścig, ale cały czas macie przeciwników na ogonie. To już 7. podejście. Bezbłędny bieg. Ponad 5 minut maksymalnego skupienia i manewrowania po ciasnych, niewygodnych zakrętach i unikania przeszkód wyskakujących znikąd, nie wspominając o błyskach i niewyraźnej grafice, która czasami powoduje, że nie wiemy, gdzie jedziemy. Ale już prawie się udało. Meta za następną hopką. Zwycięstwo? Nie. Okazuje się, że ten sam wyskok już trzecie okrążenie z rzędu dokładnie w tym samym miejscu nagle kończy się inaczej. Dwa razy się udało, ale za trzecim twój pojazd nagle postanowił roztrzaskać się w drobny mak. Historia oparta na faktach.

Widać, że się starano

Na pochwałę na pewno zasługuje bardzo prosty i intuicyjny system kupowania części, a tym samym ulepszania pojazdu. Standardowo zwiększamy za ich pomocą atrybuty takie jak szybkość, przyspieszenie czy sterowność. Przy rozmowie z handlarzem, jak i przy niektórych innych elementach gry, będą nam towarzyszyły proste, wywołujące uśmiech na twarzy teksty. Możemy również kontrolować swój pojazd, przyglądać się jak jest naprawiany. Ot, miłe ciekawostki. Przyczepić by się można do powtarzalności w kółko tych samych tekstów. Podobnie jest z przerywnikami filmowymi, które po prostu są przed każdym wyścigiem, ale komu by się chciało obejrzeć je wszystkie do końca.

Racer Shop
Podnoszenie statystyk pojazdu? Nic prostszego!

Klimat rodem ze Star Wars

Samą oprawę graficzną trzeba odnotować jako bardzo dobrą. Racer jak na swoje lata jest całkiem ładny, nie razi, a znalazłoby się i wiele elementów, które są przyjemnym i fajnym dodatkiem (tak jak np. poruszające się lotki w pojazdach zależnie od tego jak skręcamy, walące się nam na głowę elementy tras, czy też przelatujące w powietrzu statki kosmiczne itd.). Muzyka jest czymś czego pewnie fanom serii nie trzeba przedstawiać. Świetne motywy przygrywające w tle też zasługują na pochwalę i powodują dreszczyk, jak za czasów oglądania pierwszych części Gwiezdnych Wojen.

Gra dla każdego?

Czy jest to tak świetna gra na jaką jest oceniana? Cóż, z pewnością dla fanów uniwersum jest gratką. Daje początkową satysfakcję i budzi pozytywne emocje i wspomnienia. Jako gra sama w sobie nie jest jednak absolutnie czymś wybitnym. Bardzo monotonna, mało wciągająca i trochę frustrująca. Fanem Star Wars ani zagorzałym graczem ścigałek nigdy nie byłem i być może też dlatego nie do końca pozytywnie odebrałem ten tytuł. Biorąc pod uwagę jednak niektóre gry, które popularność wybudowały na znanej marce, to Racer jest grą solidną i dobrą. Ot gra zwyczajnie niezła i bardzo dynamiczna. Dla niektórych będzie świetna, dla innych nudna.

Grę do recenzji udostępnił GOG.com. Znajdziecie ją tutaj.