Od krzaczka do krzaczka – Seven: The Days Long Gone [recenzja]

Seven

Czym jest Seven? W założeniu RPG, gra stworzona przez ludzi odpowiedzialnych za questy w Wiedźminie, czyli Fool’s Theory. No właśnie, ale czy tytuł ten jest tym, co zakładali twórcy?

O grze

Seven: The Days Long Gone to dzieło polskiego studia Fool’s Theory. Jest to pierwszy tytuł tego dewelopera, co nie zmienia faktu, że członkowie zespołu pracowali uprzednio nad innymi. Wśród nich znajdziemy gry takie jak Wiedźmin 2: Zabójcy Królów, czy też Wiedźmin 3: Dziki Gon. Gra jest postapokaliptycznym RPG z widokiem z rzutu izometrycznego, pracująca na silniku Unreal Engine 4.

Historia

Świat w Seven przetrwał niemal całkowitą zagładę i właśnie w takim środowisku będzie rozgrywać się nasza przygoda. Około 1000 lat temu poprzednia cywilizacja upadła, w związku z czym rozwój technologiczny cofnął się niemalże do średniowiecza. Na jej gruzach powstało Imperium Vetrall. W grze wcielamy się w postać złodzieja Teriela – posiadającego bardzo duże doświadczenie w swoim fachu. Jedno ze zleceń kończy się… w dosyć niespodziewany sposób. Właśnie przez to zlecenie trafiamy na więzienną wyspę Peh, na której przyjdzie nam wykonać pewne zadania.

Rozgrywka i mechanika

Jak wspomniałem wcześniej, gra w założeniu jest erpegiem, w którym akcję obserwujemy z rzutu izometrycznego. W naszej przygodzie towarzyszy nam demon Artanak, który opętał naszego bohatera i to właśnie wydane przez niego rozkazy będą naszymi zadaniami głównymi. Poza tym, że nasz kompan jest upierdliwy, udziela nam swoich umiejętności, np. teleportacji na krótkie odległości czy też sprawdzenia zasięgu widzenia przeciwników.

Niektórzy porównują grę do Thiefa, co nietrudno zrozumieć; przecież nasz protagonista również jest złodziejem. Właśnie dlatego rozgrywka przypomina w większym stopniu skradankę. Tutaj krzaczek, nieco dalej kolejny… o, strażnik! Teriel może przebrać się za wroga i niepostrzeżenie zinfiltrować pomieszczenia, do których ciężko byłoby się dostać w ubiorze codziennym. Musimy uważać też na zmieniające się warunki pogodowe (ojj, nie chcecie wdepnąć w tą kałużę, która powstała po deszczu na terytorium zastrzeżonym).

Ostatnim, niemniej ważnym elementem rozgrywki są lokacje. Są one otwarte i wielopoziomowe, ale musimy uważać, jak na nasze poczynania na danym terytorium zareaguje otoczenie. Przykładowo skradanie się na ulicy spowoduje, że mieszkańcy zaalarmują strażników, którzy zaczną nas ścigać. Poziomy zostały podzielone na lokacje, pomiędzy którymi można się swobodnie przemieszczać, jeżeli dysponujemy wizą (możemy ją ukraść albo kupić w maszynie wizowej). Jeżeli jej nie mamy, trzeba liczyć się z wieloma niedogodnościami, takimi jak unikanie strażników. Każde z zadań możemy wykonać na wiele sposobów, np. zwabić strażników pomiędzy ludzi, których zirytuje otwarcie ognia.

Seven : the Days Long Gone

Seven: The Days Long Gone – plusy i minusy

Zacznijmy od plusów: postać Teriela jest świetna, mistrz złodziei bez skrupułów, którego nic a nic nie obchodzą losy innych, a tym bardziej samego Imperium. Zadania w grze są skonstruowane w taki sposób, że przykładowo pomagając jakiejś postaci, faktycznie to robimy (np. naprawa warsztatu w pierwszej lokacji). Każda z pobocznych historii, chociażby z pozoru zapychająca rozgrywkę, ma szansę przerodzić się w coś zaskakującego.

Niestety całość barwnej historii zepsuło mi parę mankamentów: brak jasnego określenia położenia postaci w dużej ilości przypadków kończył się śmiercią, optymalizacja gry w momencie jej wyjścia psuła rozgrywkę graczom, którzy posiadają słabszy sprzęt (jak stwierdzili niektórzy, gra o złodzieju jest złodziejem RAMu i CPU). Relacja pomiędzy Artanakiem a Terielem była znikoma, gdy próbowaliśmy się dowiedzieć czegoś na temat świata gry od demona, ten dawał nam jedynie szczątkowe informacje. No i oczywiście brak różnic pomiędzy rodzajami używanej broni poza innymi animacjami, co w grze RPG jest dosyć dużym problemem.

Seven: The Days Long Gone

Okiem autora

Wydaje mi się, że twórcy Seven przekombinowali z ilością rzeczy, jakie chcieli dodać do gry. Widać, że deweloperzy mieli naprawdę wiele pomysłów, co nie oznacza że zostały one dobrze skompletowane w całość. Generalnie zlepek wielu rzeczy podejrzanych w innych produkcjach, które niekoniecznie do siebie pasują.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że gra się całkiem w porządku i za jakiś czas (to znaczy kiedy Fool’s Theory poprawi wszelkie błędy, które występują w grze, co też z resztą robią) będzie to całkiem niezły skradacz. Do tego czasu musicie zadecydować sami, czy gra zachęca was na tyle, aby przebrnąć przez niedociągnięcia.

Gra udostępniona do recenzji przez GOG.com – grę możecie zakupić tutaj