Cyberpunkowy trans : recenzja Ruiner

Ruiner
Jeden z pierwszych napisów na masce naszego bohatera bez twarzy.

Pod skórą dziesiątki wszczepów, a w sztucznej dłoni ciąży wyrwana skądś gazrurka. Zepsute miasto świeci tysiącem neonów, a przed oczyma dziesiątki ochroniarzy z magazynkami naładowanymi ostrą amunicją. W głowie wciąż brzmi głos powtarzający “Kill BOSS!”, poruszając ciałem wbrew jego woli. 

Tak właśnie rozpoczyna się Ruiner: debiutancka gra polskiego studia Reikon Games, będącego zlepkiem byłych pracowników CD Project RED, Techlandu i kilku innych znanych polskich deweloperów. Ruiner został wydany przez Devolver Digital. Tytuł jest przedstawicielem gatunku two-stick shooter osadzonym w stylistyce cyberpankowej. Ukazał się we wrześniu 2017 roku na pecetach, PlayStation 4 i Xbox One.

Zadowolenie autora

Och! Jak niewiele gier dziś korzysta z dobrodziejstw stylistyki cyberpunkowej. Po niezadowalających wynikach sprzedażowych Deus Ex Mankind Divided coraz mniej dużych firm postanawia osadzać swoje gry w świecie cyberwszepów i wielopaństwowych korporacji wyzyskujących prosty, otumaniony narkotykami lud. Styl ten pozostaje więc domeną gier niezależnych i nielicznych wydawców, którzy się podejmą tego wyzwania (cała nadzieja w Cyberpunku 2077 od CD Project RED). A wielka szkoda, bo moim zdaniem ma w sobie potencjał, by w ciekawy sposób rzucać światło na obecne czasy i wyobrażenia przyszłości rodem z lat 90.

Ruiner
Dobrego cyberpunku nigdy dość!

We were never friends 

Grę rozpoczynamy jako bliżej nieokreślona postać. Mamy na głowie maskę, która wyświetla groźne komunikaty typu “kill you”, “hello darkness”. Przemierzamy płytowe korytarze i jesteśmy kierowani dziwnym głosem w naszej głowie. Głos ten każe nam mordować, zabijać i wyżynać sobie drogę przed siebie. Jak się potem okazuje, zostaliśmy zhakowani i wykonujemy polecenia bliżej nieokreślonego hakera. Naszym zadaniem jest dotrzeć do “bossa” i zabić go. Przebijając się przez zastępy ochrony wyświetla się nam migająca sylwetka sterującego naszym ciałem programisty. Stopniowo jednak przekaz zostaje przechwytywany przez inną osobę. Przed samymi drzwiami do siedziby tajemniczego “bossa” silny ładunek elektryczny obala naszą postać. Zostaliśmy przejęci przez inną programistkę, która wyjawia przed nami przeszłość, uświadamia, że nasz brat został porwany przez ludzi, którzy przejęli nad nami kontrolę. Tak więc w grze przyjdzie nam szukać zaginionego rodzeństwa i prawdy o tym, co dzieje się dookoła.

Ruiner
Szefowie mają ludzi, którzy mają swoich ludzi, którzy mają swoich ludzi. Gdzie jesteśmy? W cyberpunku!

Fabularnie tytuł nie powala, ale jest zwyczajnie odpowiedni. Mamy tutaj wielkie korporacje, kolejne głowy hydry kontaktów (zabijając jedną osobę odkrywamy, że jest jedynie pionkiem drugiej itd. itd.). Typowa klisza. Tytuł nawet pomimo kilku ciekawych zakrętów fabularnych, opowieść raczej nie przykuje do fotela. Jest za to inny aspekt, z którym gra radzi sobie o wiele lepiej.

Hello darkness

Jest nim kreacja świata. Do aspektu pięknej grafiki jeszcze powrócę, ale skupmy się na samym designie. Ulice, hangary, garaże i fabryki w tej grze to istne mistrzostwo klimatu cyberpunku. Jest bród, jest zepsucie, są kolorowe neony, narkotyki, hakerzy na każdym kroku, dzielnice biedoty i wyzysk bogaczy. Jest świetna, wprowadzająca w trans elektroniczna muzyka, masa krwi i brutalności. Pomiędzy poszczególnymi poziomami przechadzamy się po ulicach Rengkoku – futurystycznego miasta przypominającego to, co kreował japoński cyberpunk w produkcjach pokroju Akiry. Jest rok 2091, a miasta aż roją się od prostytutek, wykolejeńców i odurzonych narkotykami mieszkańców. Mamy tutaj zmieniających swoje ciała w maszyny mechaników, biednych ludzi, którzy z braku możliwości zarobku oddają swoje ciała na organy, żeby wspomóc rodzinę, albo idą do pracy jako hostowie wirtualnej rzeczywistości. A nad wszystkim czuwa system klasyfikacji obywateli, który zabrania wyjścia z biednych dzielnic bez odpowiednio wysokiego poziomu karmy (gotówki).

Ruiner
Jeden z barów do którego możemy wejść tylko po osiągnięciu odpowiedniego poziomu sławy (karmy).

W grze mamy także możliwość porozmawiania z niektórymi bohaterami. Wówczas wyświetla nam się możliwość wyboru decyzji za naszą postać. Jednakże decyzje te ograniczają się do “skiń głową”, “wzrusz ramionami”, “zgódź się”, “odejdź”. Zauważyłem, że zazwyczaj nie zmieniają one kompletnie nic w rozgrywce i wpływie postaci, a jedynie czasami pozwalają szybciej zakończyć rozmowę. Jednak nawet pomimo tego przypadły mi do gustu. Szczególnie dzięki temu, że podczas wyboru decyzji maska naszej postaci wyraża różne, groźnie brzmiące frazy (frazy te stanowią tytuły poszczególnych akapitów).

Kill You! 

Przejdźmy jednak do sedna rozgrywki i głównej osi zabawy w grze. Ruiner jest two-stick shooterem. Oznacza to w ogromnym skrócie, że postać strzela, widoczna jest w rzucie izometrycznym, a do poruszania i celowania używamy osobnych gałek analogowych. W grze walczymy z coraz silniejszymi falami przeciwników na niewielkich arenach, niekiedy rozwiązujemy jakieś zadania wymagające zręczności (np. wymóg przeżycia 10 sekund z niezniszczalnymi działkami automatycznymi), jednak najczęściej w grze będziemy walczyć. I właśnie walka jest największym atutem produktu. Do walki używać będziemy broni białej i palnej. Podstawowe egzemplarze, jakich używa postać, mają nieskończoną amunicję i wytrzymałość, jednak ich skuteczność bojowa jest niska. O wiele większą siłę ognia oferują za to bronie wypadające z przeciwników. Te jednak mają ograniczoną amunicję, lub zużywają się (w przypadku broni białej).

Ruiner
Na ekranie zawsze się dużo dzieje.

Jednak samo machanie orężem nie jest wszystkim, czego w grze możemy się spodziewać. Jest tutaj także rozbudowany system umiejętności. Długie drzewko oferuje liczne zdolności, jak wykonywanie szybkich teleportacji, spowalnianie czasu, przyspieszanie własnej postaci, zostawianie granatów, hakowanie przeciwników, spuszczanie zrzutów z zaopatrzeniem, zostawianie bram odbijających pociski. Umiejętności jest cała masa, a każda ma przynajmniej kilka dodatkowych czynników pasywnych potęgujących lub zmieniających jej działanie. Np. nasza brama odbijająca strzały może też spowalniać wrogów, a zhakowani wrogowie mogą być silniejsi i liczniejsi. Drzewko rozwoju oparte jest o karmę, którą zdobywamy w grze poprzez walkę i znajdowanie skrzynek z nią. Czasami znajdziemy w świecie także ukryte darmowe punkty.

Initializing

To wszystko razem daje bardzo rozbudowany wachlarz możliwości bojowych. Dodatkowo twórcy zdecydowali się na świetny krok. Otóż: w dowolnej chwili możemy zmienić całe drzewko umiejętności. Każdy jeden punkt przypisany do danej zdolności możemy wyciągnąć bez najmniejszych konsekwencji i dać w inne miejsce. Skutkuje to tym, ze na każdym etapie gry gracz może dostosowywać swój styl walki do przedstawionego zagrożenia. A jakie ono jest?

Walczyć będziemy raczej z typowymi przeciwnikami. Jedni atakują wręcz, drudzy strzelają. Większość porusza się szybko i agresywnie. Przeciwnicy podobnie jak my używają tarcz i przeskoków, jednak robią to już na początku gry a im dalej, tym są szybsi, bardziej zawzięci i używają częściej umiejętności. Raczej nie nazwałbym ich różnorodnymi. Ot, kilka typów przeciwników i bossowie, którzy są wytrzymalszą wersją zwykłych przeciwników.

Ruiner
W grze jest jeszcze jeden warty uwagi element. Po każdej walce z falą przeciwników jesteśmy oceniani. Całość trwa dosłownie 2-3 sekundy, ale jest ciekawym pomysłem na podsumowywanie na bieżąco jak nam idzie. Pod koniec misji dostajemy także ogólną ocenę za poziom.

Ruiner jednak błyszczy na tym polu czymś zupełnie innym. Otóż zamiast skupiać się na różnorodności przeciwników gracz czerpie satysfakcję z samego systemu walki. Naprawdę bardzo satysfakcjonującym jest przekakiwanie między wrogami, zabijanie ich szybkimi seriami ciosów, wyrywanie strzelby martwemu gangsterowi, wystrzelenie kilku kolejnych pocisków w nadbiegającego wroga tylko po to, aby po chwili spowolnić czas, uskoczyć przed nadlatującą wybuchającą beczką, wrzucić energetyczną ścianę pod napór strzał przeciwników dystansowych aby je zneutralizować i skupić się na zaszlachtowaniu nadbiegającej bandy znalezioną cybernetyczną kataną. Ruiner to istny taniec, w którym gracz staje się lepszy z każdą kolejną godziną.

Maski cyfrowe… maski zwierząt

Pewnie część z Was już to odczuwa, ale dla reszty spieszę z wyjaśnieniem. Ruiner bardzo przypomina mi uwielbiane przeze mnie Hotline Miami. Również jest bardzo krwawe, również oferuje multum możliwości, również wprowadza w trans zabijania swoją świetną, elektroniczną muzyką i również daje masę frajdy z rozszarpywania nadchodzących oponentów. To istny festiwal możliwości odziany w piękne i dobrze rozbudowane szaty.

Od gry trudno jest się oderwać przez te 10-12 godzin, na które starcza. Dodatkowo, podobnie jak wyżej wspomniany tytuł, gra jest bardzo wymagająca. Powiem więcej: jest cholernie trudna. Przeciwnicy zabijają nas jedną dobrze wycelowaną serią, albo dwoma, trzema atakami wręcz. Aby przeżyć, należy pozostawać w ciągłym ruchu i tańczyć z pociskami, granatami, maczetami. Wygląda to bardzo widowiskowo. Świetne jest w tym miejscu to, że ginąc wiele razy nie czujemy tego aż tak bardzo, bowiem checkpointy rozstawione są często, a po śmierci nie ma żadnych ekranów ładowania. Dzięki temu rozgrywka jest płynna i satysfakcjonująca.

Ruiner
Kto miał flashbacki z gorącej linii Miami pisać w komentarzach!

Lekki problem może stanowić pewna uniwersalność buildów. Gra na ciągłym spowolnieniu czasu jest tutaj niestety możliwa i bardzo ułatwia ona rozgrywkę. Graczom lubiącym wyzwania polecam bardziej roztropne korzystanie z tej umiejętności, bowiem ciągłe jej włączanie zabierze Wam frajdę z odkrywania ciekawych kombinacji (szczególnie, że istnieje pewien trick umożliwiający granie z praktycznie bezustannym slowmo, ale nie chcę Wam go zdradzać, bowiem lepiej tego zwyczajnie unikać)

Kill BOSS! 

Problem z grą mam w zasadzie jeden. Są nim bossowie. Zazwyczaj nie da się z nimi walczyć wręcz. Naprawdę. Jest tylko kilku wielkich przeciwników (za to naprawdę świetnie zaprojektowanych), z którymi można walczyć w ten sposób. Cała reszta bardzo utrudnia takie rozwiązania. Bossowie są bardzo zwrotni, przez co atakując ich wręcz z bliskiej odległości, wystawiamy się na ciągły ostrzał prosto w twarz bez możliwości ucieczki. Dlatego nierzadko przed walką z bossem zmieniałem build na taki do walki na dystans (co bolało mnie tym bardziej, że całą grę próbowałem przejść ciachając wszystkich kataną). Nie musi być to wielką wadą, ale jako recenzent czuję obowiązek o tym wspomnieć.

Problemów technicznych nie uświadczyłem. Gra trzymała stałe 60 fps, działała dobrze. Raz zdarzyło mi się wypaść poza mapę, ale częste checkpointy złagodziły ból tej straty.

Ruiner - Emoji
Hakerka, która pomaga nam uratować brata używa do komunikacji pełnego wachlarza najbardziej wymyślnych emotek, jakie widział internet!

Warta uwagi jest także grafika. Ruiner hula na Unreal Engine 4. Widzicie jakość oprawy po screenach, jednak muszę Was zapewnić, że w akcji wygląda to jeszcze lepiej. Szału co prawda nie ma, ale jest to światowy poziom, który tylko podsyca świetny klimat, jaki gra oferuje.

Nowhere to hide

Ogromna część graczy ubolewała nad tym, że po przejściu gry nie było w niej co robić. Jak sami zauważyliście, od dnia premiery minęło już pół roku, a twórcy dodali do gry kilka w pełni darmowych dodatków. Pierwszym z nich jest nowa gra +, czyli możliwość ponownego przejścia tytułu z zachowaniem wszystkich umiejętności (w grze nie zdołamy ukończyć choćby połowy drzewka, dlatego świetną opcją jest pozwolenie graczom na stworzenie uber-postaci).

Dodatkowo do gry dodany został niedawno tryb areny. Umożliwia on dłuższą zabawę z grą poprzez nadciągające fale wrogów. Są tu też nowe bronie niespotykane w oryginale. W ogólnym rozrachunku jeśli ktoś chciałby pozostać przy grze, to ta do tego zachęca.

Wobec tego serdecznie ją Wam polecam. Ja na pewno co jakiś czas będę wracał, aby zobaczyć nieco tej agresji i brutalności na ekranie, bowiem intensywny trans jaki Ruiner oferuje, jest naprawdę warty uwag i odczucia. Gra ma na Metacriticu 75/100, jednak w mojej opinii spokojnie zasługuje na znalezienie się w zielonym przedziale ocenowym. Śmiało kupujcie. I nie tylko dlatego, że to polski produkt, który warto wspierać, nie tylko dlatego, że jest zwyczajnie tani i do wyłapania w niskich cenach, ale zwyczajnie dlatego, że to dobra gra dla fanów trudnych, brutalnych gier pokroju Hotline Miami

Ruiner
I na koniec jedna z bardziej klimatycznych (i jedna z pierwszych) lokacji w grze.

Grę do recenzji udostępnił Cosmocover. Znajdziecie ją tutaj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here