Lochy i statki | Pillars of Eternity II [recenzja]

Po premierze Pillars of Eternity II kurz opadł już dawno. Niemniej jest to jeden z tych tytułów, o których warto podyskutować, a czas, który minął od ukazania się gry, pozwala spojrzeć na nią ze spokojem. I dojść do wniosku, że paradoksalnie więcej ma ona wspólnego ze Skyrimem niż Dungeons&Dragons.

Pillars of Eternity II rozgrywa się właściwie zaraz po zakończeniu pierwszej części. Spokojne życie Widzącego w zamczysku Caed Nua przerywa Eothas (umarły bóg życia), który gwałtownie budzi się w ogromnym kolosie będącym filarem budynku. Bóstwo kieruje swoje kroki w stronę Archipelagu Martwego Ognia i zabiera ze sobą kawałek duszy protagonisty. Nie pozostaje mu nic innego, niż ruszenie za Eothasem w pościg.

screenshot z Pillars of Eternity II

Palcem po mapie Archipelagu Martwego Ognia

A jest to pościg nietypowy, bo prowadzony z pokładu statku – Widzący zostaje kapitanem swojej, na początku dość lichej, łajby. Cieszy więc, że mechaniki składające się na poruszanie po mapie stoją na całkiem wysokim poziomie, choć zrezygnowano z podobieństwa do Baludur’s Gate. Obsidian skierował się za to w stronę mniej znanego formatu Choose Your Own Adventure na PC. Mniej więcej jak w Sorcery! Kierujemy pionkiem z portretem naszego bohatera w dowolnym kierunku, wybierając, w którą stronę ma podążyć. Wszelkie spotkania, nawet niestety nudnawe bitwy morskie, które odbywamy, również stylizowane są na grę paragrafową. Natomiast całkowicie otwarty świat gry pozwala nam popłynąć gdzie tylko chcemy. Istnieje więc możliwość zignorowania wątku głównego i samodzielnego badania wysp. A każda z nich kryje coś ciekawego.

screenshot z Pillars of Eternity II

W tym zabiegu kryje się podobieństwo do gier Bethesdy. Pomimo tego, że ciągle dochodzą do nas głosy, że „trzeba się spieszyć”, to za dużo jest do odkrycia, żeby rzeczywiście to robić. W Pillars of Eternity II kreujemy po prostu swoją unikatową narrację podróży, szwendania się. Po morzach, zaraz obok nas przemykają inne statki, niektóre z nich wrogo nastawione. Spotykamy egzotyczne potwory, radzimy sobie z kryzysowymi sytuacjami, organizujemy pracę statku, odpoczywamy przy ognisku, trafiamy na przeróżne skarby i konwersujemy z towarzyszami.

screenshot z Pillars of Eternity II

Zresztą każdy NPC, z którym możemy zamienić słowo ma coś ciekawego do powiedzenia, nawet jeśli nie daje nam questa. Dzielą się oni ciekawostkami o świecie, swoimi przygodami – ma się wrażenie, że każda rozmowa odbywa się przy butelce porządnego, pirackiego rumu. Oczywiście nie do wszystkich musimy zagadywać. To już zależy od tego, jak wykreujemy naszą postać.

Bądź sobą (ale pamiętaj, że zawsze kogoś wkurzysz)

A możliwości jest wiele, bo trzeba przyznać, że Archipelag Martwego Ognia jest znacznie ciekawszy niż quasi średniowieczne, mroczne Jelenioborze z Pillars of Eternity. Archipelag tętni życiem, barwami oraz traumą kolonializmu, czego koronnym przykładem jest jego stolica Neketaka. Ona, jak i wszystkie wyspy, stanowią strefę wpływów czterech frakcji.

Plemienni Huana to pierwotni mieszkańcy wysp – tubylcy o prostej, ale nie prymitywnej kulturze opartej na podziale kastowym i magicznej sztuce zaklinania pływów. Stylizowana na hiszpański i portugalskich kolonizatorów Vailiańska Kompania Handlowa prowadzi zaś agresywną politykę wydobycia adry, czyli cennego kruszcu służącego do eksperymentu na ludzkich duszach. Torująca sobie drogę prochem Królewska Kompania Martwego Ognia szuka żyznych gleb jako  przedstawicielstwo Ruatai; narodu, którego ojczyste ziemie ledwo nadają się do zamieszkania. Wszystkim tym trzem organizacjom szyki krzyżują Principi – piraci zjednoczeni pod wspólną banderą maczający palce w handlu niewolnikami. Oprócz tego na Archipelagu Martwego Ognia jest mnóstwo innych mniejszych frakcji, których upodobania Widzący musi wziąć pod uwagę.

Grając w Pillars of Eternity II nie można oprzeć się wrażeniu, że właśnie trafiło się w gniazdo walczących ze sobą szerszeni. Huana bronią integralność Archipelagu przez wyzyskiem kompani handlowych i zakusami piratów, a jednocześnie podzieleni są na system kastowy skazujący niektórych swoich obywateli na skrajną biedą tylko z względu na urodzenie. Mamy więc moralnie trudny orzech do zgryzienia. Szczególnie, że pomoc tych organizacji będzie nam potrzebna. I jeśli „ręka rękę myje”, to zmuszeni będziemy wykonywać dla nich serię zadań – co najciekawsze, pobocznych. Główny quest składa się z zaledwie kilku zadań i polega na badaniu kolejnych miejsc, w których pojawił się Eothas. Możemy więc, ale nie musimy współpracować. Choć dla ułatwienia sobie życia warto to zrobić, bo inaczej dotarcie do boga okazać może się zabójcze dla naszej załogi.

Bez potu i łez

Potencjał odgrywania ról nie leży tylko po fabularnej stronie gry, ale także w kreacji samego bohatera. Na nasze interakcje ze światem ma wpływ nie tylko jego pochodzenie etniczne, ale także klasa, atrybuty, umiejętności czy specjalizacje. A mamy naprawdę dużą gamę różnych konfiguracji do wyboru; szczególnie, że tym razem do gry trafiła wieloklasowość. Możemy więc bez większego problemu stworzyć krasnoludzkiego maga, który wspiera swoich towarzyszy bojowymi pieśniami. Do wyboru do koloru. Ogólnie rzecz biorąc oprócz metody przydzielania punktów umiejętności (zależą one od naszego pochodzenia i zawodu) cały kreator postaci wygląda jak w klasycznych RPGach.

screenshot z Pillars of Eternity II

I właściwie, jeśli mamy tylko role-playowanie na myśli, to możecie popuścić wodze wyobraźni, bo Pillars of Eternity II na poziomie normalnym jest po prostu banalne. Przeciwnicy nie grzeszą specjalnymi umiejętnościami i oprócz niektórych walk z bossami nie napotkałam na żadne trudności – także przez to, że limit użyć zdolności (np. zaklęć) odnowią się co starcie. Ci trudniejsi wrogowie zresztą też polegają na pewnych rutynach ataku, więc znajdziemy na nich sposób. Nie wspominając, że część z nich możemy zwyczajnie przegadać.

Jeśli szukacie więc wyzwania, to musicie przesunąć wskaźnik poziomu trudności oczko czy dwa wyżej. Aczkolwiek dla tych, którzy w gry RPG wolą się wczuwać, poznawać świat, a nie obmyślać strategie potyczek, tryb normalny powinien być wystarczający. Pytanie tylko czy odchodzenie od standardów Baldur’s Gate w stronę raczej tormentowych doznań jest dobrym kierunkiem dla gry nieukrywającej, że jej korzenie leżą w D&D? Divinity Original Sin 2 pokazało przecież, że można te dwie metody sprawnie połączyć. W takim kontekście mechaniki walk Pillars of Eternity II  wydają się po prostu niedopracowane.

Po 919 słowach przyszedł czas na podsumowanie

Pillars of Eternity II jest inna od swojej poprzedniczki. Razem ze zmianą kanwy świata (od średniowiecznego do czasu podbojów kolonialnych) gra przetransformowała się w specyficzny blend Skyrima, Tormenta i Baldur’s Gate’a. Szczególnie na pochwałę zasługują tutaj dopieszczone lokacje – właściwie, gdzie nie popłyniemy, tam natrafimy na coś ciekawego. Labirynt boga tajemnic, państwo nieumarłych czy stację badawczą starożytnego ludu. Eksploracja przyjdzie nam jednak łatwo – tworzyć będziemy swoją opowieść, a nie przedzierać się przez nią, aby wreszcie dotrzeć do czegoś cennego. Sztabki opowieściowego złota będą na wyciągnięcie ręki.

Pamiętajcie – Pillars of Eternity II wzbogaci się o DLC!

Gra udostępniona do recenzji dzięki GOG.com – możecie zakupić ją tutaj.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o