O wojnie inaczej niż wszyscy – My Memory of Us [recenzja]

My Memory of Us

My Memory of Us to dojrzała i piękna gra, ukazująca aspekt ludności cywilnej podczas II Wojny Światowej zupełnie inaczej niż większość produkcji.

Temat II Wojny Światowej często przewija się w popkulturze. Jest to jedna z największych traum w historii ludzkości, a już na pewno największa od czasów mass mediów. Wiele osób nadal pamięta ją z autopsji, a większość żyjących dziś ludzi zna jej przebieg i okrucieństwo z opowiadań rodziny i przekazu medialnego. Jako że stanowi ona obraz ludzkiej tragedii, podejście w popkulturze zazwyczaj jest stonowane i nie trudno tutaj o kontrowersje. Gry osadzone w tych realiach rzadko kiedy poruszają aspekt cywilów. O wiele większy nacisk kładzie się w nich na oddanie realiów używanej broni czy stosowanych taktyk. Trzeba jednak pamiętać, że za każdym konfliktem stoją nie tylko żołnierze w mundurach i z karabinami, ale także głodujący cywile i dzieci, których świat nieodwracalnie się zmienia.

My Memory of UsCo, kto, kiedy?  

My Memory of Us to gra przygodowa 2D z zagadkami logicznymi. Została stworzona przez Juggler Games i wydana przez IMGN.PRO. Produkcja ukazała się na konsolach PlayStation 4 i komputerach osobistych  9 października br., dzień później na Xbox One, a w lutym 2019 r. trafi na Nintendo Switch.

Temat cywili w swojej grze This War of Mine poruszało już warszawskie 11 bit studios. Ich gra epatowała jednak bezpośredniością. Cierpienie było tam ukazane bardzo dosadnie, a gracz w wykreowanej rzeczywistości mógł poczuć, jak kruche podczas wojny bywa ludzkie życie. Tam, gdzie 11 bit postawiło na smutek, udrękę wojny, ołówkową szarość i w miarę realistyczną grafikę, tam Juggler Games próbuje innego podejścia.

Jak zareagowalibyście, gdybym powiedział Wam, że można zrobić dojrzałą, wzruszającą, a jednocześnie niewiarygodnie subtelną grę o II Wojnie Światowej, w której podróżujemy dwójką dzieci w świecie pełnym robotów, a na ekranie nie uświadczymy choćby kropli krwi? Zapraszam Was na przemarsz przez historię ludzi szarych i czerwonych w krainie okupowanej przez armię robociego króla.

Jak opowiedzieć dziecku o wojnie? 

Gra rozpoczyna się we współczesności. Wcielamy się w niej w dziewczynkę, która – co wynika z cutscenki – jest zapaloną fanką robotów i historii pełnych akcji. Będąc w bibliotece, trafia na nietypowy album ze zdjęciami z czasu wojny. Prosi bibliotekarza, by opowiedział jej historię, jaka kryje się za fotografiami. On, chcąc przekazać młodej dziewczynie obraz swojej młodości w sposób dla niej przystępny, opowiada zupełnie inną historię minionego konfliktu. Możemy się więc spodziewać heroicznego bohaterstwa, robotów w miejsce sprawców zbrodni wojennych i innego podejścia do problemu rasizmu (o tym jednak dalej). I to właśnie w tej opowieści rozgrywa się produkcja.

My Memory of Us

Fabułę osadzono w fikcyjnej krainie. Choć w grze nie padają nazwiska i nazwy własne, większość osób będzie miała świadomość tego, że wydarzenia w produkcji rozgrywają się w Polsce. Początek historii rozgrywa się pewną chwilę przed początkiem wojny. Wcielamy się w nim w chłopca – młodszą wersję bibliotekarza pełniącego dodatkowo w grze rolę narratora. Młodzieniec jest sierotą, a jego losy poznajemy, gdy gonią go żołnierze (prawdopodobnie z uwagi na popełnioną przezeń kradzież). Podczas pogoni trafia na młodą dziewczynę. Ta pomaga mu i przyprowadza do swojego domu. Zostaje on przyjęty przez jej dziadka poruszającego się na wózku i przez pewien czas tworzą szczęśliwą rodzinę. Aż do czasu wybuchu wojny.

My Memory of Us
Symboliczne i poruszające kadry są bardzo silną stroną inter do poszczególnych rozdziałów My Memory of Us.

My Memory of Us

Wspomnienia 

Napisałem powyżej, że w grze nie występują żadne nazwiska. W istocie jest to pewne uproszczenie. Choć w samej rozgrywce na nie nie natrafimy, to, eksplorując świat, możemy znaleźć zdjęcia i obrazy przedstawiające postaci historyczne. Jeśli je zbierzemy, w menu w sekcji “wspomnienia”, pojawią się ich wizerunki wraz z nazwiskami i krótkimi opisami, kim byli.

Ciekawostka: jedyna osoba, jaka we wspomnieniach nie zostaje nazwana, to Zły Król. Wszyscy zapewne domyślają się, o kogo chodzi. Studio pisze w owej sekcji, że ów Zły Król jest ich zdaniem niewart wymienienia z imienia i nazwiska, więc w geście ukłonu dla ich twórczości i ja go nie nazwę.

Moment zbrojnej napaści robotów ukazano w sposób minimalistyczny i symboliczny. Nie mamy tutaj ciał czy scen mordu. Przemierzamy za to zrujnowane miasto i widzimy, jak roboty… przemieniają ludzi szarych na czerwonych. Osoby te stają się w jednej chwili pośmiewiskiem, mają zakaz wstępu do miejsc, w których siedzą “zwykłe”, szare osoby. Z czasem represje względem nich stają się coraz dotkliwsze, aż… w pewnym momencie dziewczynka, która towarzyszy naszemu bohaterowi, zostaje opryskana czerwoną farbą i machina nienawiści obejmuje także ją.

W tym miejscu należy powiedzieć nieco o stylistyce gry. My Memory of Us zrealizowane jest w sposób rysunkowy i nieco przerysowany. Jedynymi kolorami są tutaj wszechobecna szarość i pojedyncze elementy czerwieni (związane z zadaniami albo właśnie napiętnowanymi ludźmi). Postaci mają proste kształty, a z rozmaitych budynków wystają wijące się, wymyślne kominy. Wszystkie pojazdy radośnie podskakują podczas poruszania. Do tego roboty przedstawia w sposób karykaturalny: ich wielkie żelazne paszcze szczękają podczas marszu, a ciężkie blachy łopoczą, kiedy oficerowie wykrzykują swoje rozkazy.

My Memory of Us
Jest i Roboci Król.

My Memory of Us

Bełkot 

Również element języka gra traktuje bardzo umownie. Wszystkie postaci porozumiewa się w uniwersalny i bełkotliwy sposób. Nie sposób doszukiwać się tutaj podobieństwa z żadnym językiem. Są to zwyczajne onomatopeje, które nic nie znaczą.

Choć nie znamy treści wypowiadanych zdań, to możemy się domyślić kontekstu po nastroju, z jakim postać się wypowiada, albo po symbolach, które wyświetlają się w dymkach mowy. Podobne ryciny występują na ścianach budynków czy interaktywnych przedmiotów. W całej grze nie uświadczymy liter, a nawet cyfr. Te, choć potrzebne do kilku zagadek, zostały tutaj zastąpione specjalnymi znakami.

Wojna to cierpienie

Część z Was może sobie teraz zadać pytanie, jakim sposobem w tak, na pierwszy rzut oka, przyjaznej grze można poruszyć tematykę wojny, śmierci i nienawiści? Otóż twórcy również ten element dostosowali do swojej wizji. Przemierzając świat okupowanej krainy, natrafimy na wiele niebezpieczeństw, jak roboty żołnierze, bomby czy sypiące się zabudowania. Jak więc twórcy przedstawili te liczne zagrożenia? Otóż w sposób bardzo minimalistyczny i nieinwazyjny. Kiedy nachodzimy na spadający głaz, zwyczajnie przelatuje on przez naszych bohaterów, oni sami delikatnie się zataczają, a obraz stopniowo się wyciemnia, dodatkowo zwężając się do małego kółka niczym w Zwariowanych Melodiach. Kiedy zaś ubranego na czerwono bohatera odnajdzie żołnierz, zaczyna wokół niego skakać, wydając bełkotliwe dźwięki, a zamiast animacji tortur po raz kolejny widzimy zwężający się ekran, by po chwili wrócić do rozgrywki.

My Memory of Us
Życie w getcie czerwonych ludzi.

Produkcja nie dostarcza nam widoków agresji i pól pełnych ciał. W miejsce tego operuje o wiele subtelniejszym i dojrzalszym przekazem. Część z Was może uznać, że taka oprawa stoi w sprzeczności z ukazaniem powagi wojny. Będę jednak oponował. Kiedy widzimy młodych, głodnych Ży… oblanych czerwoną farbą mieszkańców, poklepujących się po brzuchach i wchodzących ochoczo do wagonu żołnierzy-robotów, którzy w specjalnym obozie oferują im pyszne jedzenie, to nie czujemy, aby gra cackała się z przekazem.

Delikatna forma miesza się tutaj z powszechnie znanym kontekstem historycznym. Naiwność przekazu jest w istocie formą, w jakiej odbiera go dziecko i mając świadomość tego, co stało się naprawdę, czujemy się podwójnie poruszeni. Widzimy niewinność i doszukiwanie się dobrych intencji w miejscu, w którym istniało piekło. Widzimy czarno-białą atrakcyjną grę o robotach, ale będąc osadzonymi w europejskim kontekście kulturowym, nasze oczy odbierają ulice pełne ciał i szpitale z lamentującymi rannymi dziećmi. Choć może się to wydawać mniej dosadne, to w istocie porusza. Nie dołuje tak bardzo, jak This War of Mine, ale również skłania do refleksji.

My Memory of Us
Maszyna do przemieniania w czerwonych ludzi.

Muzyka 

W przemierzaniu lokacji towarzyszy nam jedna z lepiej dopasowanych ścieżek muzycznych, z jakimi miałem do czynienia. Jej kompozytor i producent to Patryk Scelina.

Soundtrack My Memory of Us jest po prostu wspaniały: symfoniczna muzyka z lekkimi naleciałościami muzyki żydowskiej wpasowuje się w produkcję idealnie, tworząc nastrój tajemnicy, a niekiedy czyhającego za rogiem zagrożenia. Choć nie można uznać tej ścieżki za godną słuchania po ukończeniu gry, to nie wyobrażam sobie odbierać tak silnie klimatu bez tych skrzypek.

Biegać, kryć się, trzymać za ręce

Może Was bardzo zdziwić, że dopiero w tym segmencie poruszam temat rozgrywki. Uważam jednak, iż forma przekazu oferowana przez grę odgrywa rolę o wiele istotniejszą od tego, jaki gatunek My Memory of Us odwzorowuje. Gameplay jest tutaj typowo przygodówkowy z elementami platformówki.

Przemierzamy atrakcyjne wizualnie lokacje, szukając przedmiotów, przełączników lub przejść, które pomogą nam kontynuować podróż. Często musimy biegać, kryć się w cieniu i unikać wzroku robotów. Pomogą nam w tym zdolności dwójki sterowalnych postaci. Dziewczynka potrafi szybko biegać, a chłopiec jest mistrzem skradania. Możemy się dowolnie przełączać między nimi. Aby przedostać się dalej, musimy zebrać obie postaci obok siebie i nacisnąć jeden przycisk, aby złapały się za ręce. Niektóre przedmioty postaci mogą przesunąć tylko wspólnie, a niekiedy będziemy musieli się rozdzielić i na zmianę operować to jednym, to drugim bohaterem, wykorzystując ich umiejętności. Z czasem dziewczynka otrzyma procę, a chłopiec lusterko, które odbija promienie słoneczne.

My Memory of Us

Wszystkich tych zdolności będziemy używać, aby przekraść się za plecami żołnierzy i ich pobratymców. Niekiedy wystarczy ukryć się w cieniu, czasem będziemy musieli biec za ciężarówką, pozostając zasłoniętymi przez nią, a innym razem będziemy musieli wykorzystać moment, w którym wróg straci koncentrację, albo zajmie się czymś innym. Elementy te są w grze wykonane zwyczajnie prawidłowo i choć nie wprowadzają żadnych innowacji, to nie zmniejszają frajdy płynącej z grania. Zdarzą się też sekcje bardziej wymyślne, w których będziemy tańczyć, klikając w odpowiednim momencie klawisze, albo jeździć motorem, zmieniając pod presją przeszkód tory.

Trzeba jednak przyznać, iż lokacje przemierzane w grze są bardzo proste. Poza pewną misją zawsze idziemy w jednym kierunku, bez wielu ukrytych czy bardziej skomplikowanych przejść. Gra jest banalna pod kątem konstrukcji i aż trudno się w niej pogubić albo chociaż bardziej ukryć znajdźki. Twórcy nie chcieli chyba z My Memory of Us robić produkcji zbyt skomplikowanej, ale taką zwartą strukturą całkowicie ucinają grze możliwość bycia regrywalną. Raz ukończona już raczej nie przyciągnie graczy nowymi opcjami, jak wyzwania czasowe czy poukrywane sekrety. Podejrzewam jednak, że to zabieg świadomy. Wspominam, ponieważ fani platformowych przygodówek bardzo takie elementy lubią. Tutaj jednak mogły zostać one usunięte dla utrzymania spójności doznania i skupieniu się w nim głównie na klimacie, przekazie i opowieści.

My Memory of Us

Zagadki

Nastrojowi My Memory of Us bardzo pomagają za to zagadki. Mamy ich w grze kilka rodzajów. Od tych prostych, polegających na rozpracowaniu ruchów przeciwnika i przewidzeniu, kiedy należy się przemknąć, aż po te stanowiące elementy machin… robotów, czy nawet zagwozdek życia codziennego. Napotykamy tutaj np. ciekawą łamigłówkę, w której musimy odpowiednio ułożyć talerze przed podaniem obiadu.

Późniejsze zagadki to za to festiwal wymyślności. Trzeba zgadywać, co w jakiej kolejności należy aktywować, co ma jaki kod albo w jaki dokładnie sposób działa. Rozpracowywanie machin sprawia frajdę głównie przez ich wymyślny design. Każda jest inna, każda inaczej charczy, warczy i podskakuje. Pasują one także do ogólnej, wykreowanej wizji robociej armii bezuczuciowych, ciężkich i żelaznych oprawców. Bezbłędnie dopasowane do klimatu.

My Memory of Us

Poziom trudności zagadek, jak i całej gry nie należy do trudnych. Nigdy na niczym nie zatrzymałem się na dłużej niż kilka minut. Może być to wada dla niektórych graczy. Dla mnie liczył się flow tej około 4-5 godzinnej opowieści.

Technologia

Tam, gdzie gra zaskakuje dojrzałością, subtelnością, muzyką i grafiką, tam nieco zawodzi wykorzystaną technologią. Przede wszystkim należy wymienić to, że przez niemal całą produkcję podczas grania odczuwa się lekkie przycięcia przy przewijaniu lokacji. Nie należą one do zbyt uciążliwych i można o nich szybko zapomnieć, ale w chwili, w której się im przyglądamy, oczy bolą.

Jest tu także dziwnie zaprojektowane przemieszczanie. Lekkie i krótkie naciśnięcie guzika w którąś ze stron sprawia, iż postać porusza się od razu o minimalną zaplanowaną odległość, zwyczajnie zbyt dużą. Sprawia to, że niekiedy przy dochodzeniu do punktów z przedmiotami do interakcji musimy kilka razy się przy nich zakręcić, zanim uda nam się stanąć na odpowiednim punkcie. To niezrozumiałe dla mnie rozwiązanie, ale choć potrafi zirytować, można się też przyzwyczaić i zignorować z uwagi na niski poziom trudności.

My Memory of Us

I tak właśnie prezentuje się My Memory of Us, gra opowiadająca o losach cywilów różnych kolorów podczas wojny z robotami. Swoją subtelnością i dojrzałością zdobyła moje serce. Rzadko kiedy ktoś potrafi w tak odpowiedni i taktowny sposób poruszyć tak trudną tematykę. Trzeba przy tym jednak przyznać, że jest to tylko dobra rzecz – jeśli ma Was czymś w sobie rozkochać, to właśnie opowieścią, klimatem i sposobem przedstawienia. Uważam, że mieszkańcowi tej części Europy, która wojnę odczuła na swojej skórze wyjątkowo mocno, wypada w My Memory of Us zagrać. Nie powinniście się zawieść.

Grę do recenzji udostępnił GOG.com. Znajdziecie ją tutaj.

My Memory of Us